Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości?

Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości?
Motto: Każda rzecz ma swój czas
Nigdy jeszcze nie słyszano, aby ktokolwiek z czcicieli Twoich, z Różańcem Twoim, pomocy Twojej wzywający, miał być przez Ciebie opuszczony… Przez upodobanie, jakie okazujesz dla Twojej świątyni w Pompejach wysłuchałaś mnie dobrotliwie…

Idą i płaczą…, lecz powrócą z radością! (por. Ps 126,5-6)
Oto pośród łez i wielkiego smutku; w klimacie ludzkiej bezradności, z naszych serc złączonych miłością, a równocześnie wypełnionych po brzegi lękiem, 12 grudnia 2011 rozpoczął się modlitewny szturm do nieba! Nie po raz pierwszy zresztą: były bowiem liczne Msze święte odprawiane w tej intencji, były już modlitwy i nowenny, było wołanie przez przyczynę Przemożnych Świętych Patronów, ale widać potrzebna była jeszcze większa cześć dla Ciebie Piękna Pani, Dziewico Maryjo, Królowo Różańca Świętego z Pompejów, i zdecydowanie przekonujący powód, by jeszcze bardziej szerzyć nabożeństwo do Różańca Świętego.
Gdy kobieta dwukrotnie przeżywa dramat utraty dziecka oraz wszystkie płynące z tego bolesnego doświadczenia konsekwencje, i gdy – po ludzku – w żaden sposób nie można jej pomóc, gdy po raz trzeci rozkwita nadzieja, bo Bóg okazał swoje zmiłowanie i kolejny raz dozwolił w swojej łaskawości, by pod sercem matki dokonał się cud nowego życia, ale równocześnie krótko potem zjawiają się wszystkie, co poprzednio, symptomy, które noszą znamiona zapowiedzi kolejnego dramatu utraty dziecka – cóż może uczynić człowiek?
Usiąść i płakać?, rozpaczać i przeklinać?, krzyczeć, że Boga chyba nie ma?, a jeśli nawet by był to na pewno nie jest tym dobrym i kochającym Ojcem? że skoro tak, to nie warto żyć?
Wszystko może człowiek uczynić! Wszystko równocześnie, bądź pojedynczo i z osobna! Tylko co mu z tego przyjdzie? Czy jest coś w stanie zdziałać z pominięciem Tego, czy nawet wbrew Temu, który mówi o sobie: beze mnie nic nie możecie uczynić?(J 15,5b)

To był poniedziałek, wczesne popołudnie…
Rano zamówiłem u oo. Werbistów Msze Św. wieczyste (od kilkunastu lat – w miarę regularnie – zamawiam w Chludowie Msze św. dla różnych osób i z różnych okazji) w tejże intencji, bom pomyślał, że trzeba to budzące się życie otoczyć od samego początku modlitwą… Na marginesie wspomnę, że załatwienie „tej sprawy” zleciłem w dniu beatyfikacji Chiary Luce Badano, nowej Błogosławionej (ona też była wymodlonym dzieckiem po 11 latach nieustannej modlitwy rodziców) i odtąd (za każdym razem), gdy wchodziłem do mieszkania spoglądałem na jej wizerunek i pytałem jak tam „nasze sprawy” i nasza umowa? Mówi się, że sprawy Boże idą powoli… Chociaż wydaje się, że w tym przypadku wszystko dokonało się dość sprawnie, bo beatyfikacja Chiary odbyła się 25 września 2010 w rzymskim sanktuarium Madonna del Divino Amore, a dobre wieści, że siostra kolejny raz jest w stanie błogosławionym nadeszły z początkiem grudnia 2011.

Są w życiu naszym takie chwile, kiedy człowiek coś w duchu przeczuwa, jest tego pewien prawie na 100% – i to była taka właśnie chwila…
Wróciłem z wieczornej Mszy św., gdy usłyszałem dzwoniącą ‘komórkę’, wcześniej zobaczyłem jeszcze nieodebrane połączenia z tel. stacjonarnego i w tej samej chwili poczułem w sercu niepokój, który w przerywanej dławieniem rozmowie prędko potwierdziła moja mama informując mnie z głębokim żalem w głosie, że po południu wzięli moją siostrę do szpitala…
Finału tego smutnego zdarzenia mogłem się bez trudu domyślać, mając w pamięci miniony przebieg wydarzeń i patrząc na sprawy oczami człowieka, w którego sercu zgasła nadzieja: ALE PRZECIEŻ TAK NIE PATRZY CHRZEŚCIJANIN NA WSZYSTKIE SPRAWY POD NIEBEM, chrześcijanin wie, że nadzieja zawieść nie może, ponieważ Miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany. (Rz 5,5)
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, pojechałem skorzystać ze spowiedzi, następnie poczyniłem Panu Bogu pewne postanowienie miłości i niezwłocznie rozpocząłem 54-dniowe wołanie przez przyczynę Madonny z Pompei. Od tej chwili wszystkie moje ludzkie wątpliwości, niepokoje, lęki i obawy ustąpiły miejsca wielkiej ufności, że odtąd wszystko jest w rękach Tej, która z dalekiej świątyni w Pompejach, okazuje się być bardzo blisko wszystkich swoich dzieci, które wzywają jej pomocy i którym ona dobrotliwie tej pomocy udziela. Moje serce odtąd było pełne pokoju i głębokiego przekonania, że Ona, Królowa Różańca Świętego, doprowadzi wszystko szczęśliwie do końca.
Jeśli mnie pamięć nie myli, siostra we czwartek, czyli po 3 dniach wróciła do domu, bez jakiejkolwiek interwencji medycznej, czy farmakologicznej: wszystkie niebezpieczne objawy ustąpiły w czasie, gdy pozostawała w szpitalu, na obserwacji.
Nasza modlitwa była wytrwała, choć nosiła wiele znamion ludzkich słabości i braku należytej gorliwości. Od tego dnia także moi rodzice podjęli codzienną modlitwę różańcową (1 część = 5 tajemnic), której są wierni aż po dziś dzień. Jakiż to piękny widok, jakież budujące świadectwo dla innych, jakiż ogrom łask wyproszonych, gdy mąż i żona zgodnie o coś na ziemi prosić będą… (por. Mt 18,19)
Wkrótce rozpoczęły się przygotowania do Świąt Narodzenia Pańskiego, spowiedzi adwentowe w parafiach, a zaraz po Świętach trudny (czasu tyle co dotąd, a obowiązków znacznie więcej) czas odwiedzin kolędowych; bywało niełatwo, żeby wszystkim zajęciom podołać, a zwłaszcza by wywiązać się z potrzeby codziennego trwania przy Panu Jezusie i Jego Matce w rozważaniu trzech części Różańca – wiedziałem jednak, że Bóg doda sił, bo przecież moc w słabości się doskonali! (2Kor 12,9b)
A po 54 dniach, gdy zakończyła się Nowenna, było już tylko pełne ufności wyczekiwanie i kolejne dobre wiadomości o przebiegu wszystkich spraw, które Najświętsza Madonna osobiście doglądała…

Każda rzecz ma swój czas – poucza nas Kohelet…
To zrozumiałe, że człowiek patrzy inaczej niż Bóg, bo przecież człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, a Bóg patrzy na serce (1Sm 16,7), czyli kieruje wszystkim w perspektywie ostatecznego dobra człowieka, jego wiekuistego szczęścia i zbawienia. Dlaczego Bóg dopuścił po drodze te wszystkie cierpienia tylu osób, czemu służyć miały te bolesne doświadczenia i próby naszej wierności Bogu w sytuacjach, gdy ewidentne sploty złych wydarzeń zdawały się zagłuszać wszystko krzykiem: Bóg was opuścił, przejrzyjcie wreszcie na oczy i sami o siebie zadbajcie, bo Bóg na pewno się o was nie troszczy, co Go mogą obchodzić jakieś wasze zmartwienia…
Przed laty czytałem książeczkę Listy dzieci do Boga, w jednym z listów mała dziewczynka pisała z całą dziecięcą prostotą: Panie Jezu, gdy będę w niedzielę w Kościele, pokażę Ci moje nowe buty… Tak możemy być pewni, że Pan Jezus z uwagą i zainteresowaniem przyglądał się temu, co sprawiało radość tej dziewczynce: na tym przecież polega współczucie: weselić się z tymi, którzy się weselą i płakać z tymi, którzy płaczą (Rz 12,15)
Przy całym ogromie duchowych cierpień i bolesnych doświadczeń, tak wiele dobra wydarzyło się w tym czasie, że dopiero teraz, z pewnej perspektywy, którą tylko dobry Bóg ogarnia całościowo, dostrzega ją w swoim globalnym planie miłości i dobra, dopiero teraz i my możemy poukładać poszczególne elementy tej Bożej układanki w logiczną całość i wyśpiewać Bogu radosnym sercem pieśń wdzięczności za wielkie rzeczy, które nam uczynił! (por. Łk 1,49)

I narodziła się Giulia!
Kto mógł pomyśleć, że ten dzień, który nawet jakoś próbowaliśmy zaplanować i przewidzieć nastąpi, właśnie wtedy, gdy zasiądę przed komputerem, aby zebrać myśli i fakty do spisania tego świadectwa. Bogu niech będą dzięki! Sobotnie popołudnie 28 lipca, to ta właśnie chwila tak przez wszystkich oczekiwana i omodlona. Chwila, która kolejny raz potwierdziła słowa wypowiedziane przez Św. Ritę z Cascia: jeśli ufacie Panu – nie ma rzeczy niemożliwych!
W Godzinie Miłosierdzia, w piękny maryjny dzień zwykły sms przyniósł zupełnie niezwykłą wiadomość, która wszystkich napełniła radością z cudu miłości, który się dokonał, gdy maleńka, bezbronna istota, obdarzyła Męża i Żonę tak wielkim i wspaniałym zaszczytem, czyniąc z nich Ojca i Matkę… Szczęście, które swe źródło ma w Bogu, Dawcy wszelkiego życia!
Niech będą dzięki tylu oddanym ludziom, którzy nie szczędzili swojej gorącej modlitwy! Niech będą dzięki wszystkim Świętym i Błogosławionym, których dał nam Pan. Spoglądam ku wszystkim bez wyjątku, ale w sposób szczególny dostrzegam moich Kochanych Braci i Siostry w niebie, których zawsze wspominam z największym wzruszeniem! Módlcie się za nami! Módlcie się nieustannie!

Coda: wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu (por. Łk 17,15-16)
Rzym, dworzec Termini 27 sierpnia b.r. zbliża się godzina 11 w upalne południe…
Mija miesiąc, od chwili, gdy zredagowane zostało niniejsze świadectwo, za chwilę piękny czerwony pociąg zawiezie nas do Neapolu, a stamtąd jeszcze kilkanaście minut jazdy do Pompei. Prawie 260 km drogi: podróży, odbywanej w duchu dziękczynienia; pielgrzymki do Matki naszego Pana…
Pompeje – miasto, które przechowuje starożytne ruiny zasypane popiołem po erupcji Wezuwiusza; wspaniała historia, bezcenne pamiątki przeszłości, minione wydarzenia…
Pompeje – to samo, a przy tym na wskroś inne miasto; jego sercem jest Sanktuarium, które upodobała sobie Królowa Różańca Świętego.

Benedykt XVI prawie 4 lata temu, nawiedzając to Święte Miejsce powiedział w swojej homilii m.in.:
Nowe Pompeje, choć niewolne od ograniczeń każdej ludzkiej rzeczywistości, są przykładem nowej cywilizacji, która powstała i rozwija się pod matczynym okiem Maryi. A cechą cywilizacji chrześcijańskiej jest właśnie miłosierdzie: miłość Boga, która się wyraża w miłości bliźniego. /…/
Kto mógł pomyśleć, że tutaj, przy ruinach starożytnych Pompei, powstanie sanktuarium maryjne o światowej sławie? I tyle dzieł o charakterze społecznym, które przekładają Ewangelię na konkretną posługę ludziom potrzebującym? Tam gdzie dociera Bóg, nawet pustynia zakwita. Także bł. Bartłomiej Longo swoim osobistym nawróceniem dał świadectwo tej duchowej siły, która przemienia wnętrze człowieka i sprawia, że potrafi on dokonywać rzeczy wielkich, zgodnych z Bożym planem. /…/
Niech to sanktuarium i to miasto pozostaną nadal związane przede wszystkim z tym szczególnym darem Maryi, jakim jest modlitwa różańcowa. Kiedy widzimy, jak na słynnym obrazie Madonny pompejańskiej Dziewica Matka i Dzieciątko Jezus wręczają korony św. Katarzynie ze Sieny i św. Dominikowi, pojmujemy od razu, że ta modlitwa prowadzi nas przez Maryję do Jezusa

I ja, niegodny grzesznik piszący te słowa, ze Świętym Różańcem w ręku, dziękuję Ci, Madonno, że gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów.

Ks. Robert Ławniczak
Świadectwo II
Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków!
Dokładnie trzy lata temu, gdy w sobotnie przedpołudnie, przysiadłem do komputera, by spisać to pierwsze świadectwo (początek przytoczony w ramce powyżej) jako, że szczęśliwe rozwiązanie było tuż tuż i czułem w sercu naglącą potrzebę, by ogrom wdzięczności dobremu Bogu za okazaną łaskawość wyrazić także na zewnątrz, by spisane słowa mogły posłużyć „wzajemnemu zbudowaniu” (Rz 14,19b) – właśnie wtedy, kiedy zabrałem się do spisywania tego, co przechowała moja pamięć i co mi dyktowało serce, otrzymałem sms z Italii od szczęśliwego taty: „È NATA GIULIA” (urodziła się Giulia).
To pierwsze świadectwo zdawało się być tak szczęśliwym zakończeniem historii, która przecież w swoim biegu przypominała muzyczne gamy i pasaże, że wtedy nie mogłem nawet subtelnie wyczuwać, że po 3 latach znów zrodzi się potrzeba, by podziękować – oczywiście nieudolnie podziękować w stosunku do ogromu doznanych łask. Podziękować i dać świadectwo Bożej dobroci i hojności, czy może raczej, lub może lepiej hojności bez miary.
Dlatego zanim zacząłem pisać ten tekst pytałem sam siebie, które zdanie z Pisma Św. najlepiej opisze te wszystkie cudowne wydarzenia. I wtedy słyszałem w sercu te Słowa, których nawet w dosłownym brzmieniu (niestety!) nie pamiętałem, by je wiernie zacytować – musiałem sięgnąć po konkordancję, z której dziś już coraz rzadziej korzystamy, bo przez internet, i szybciej, i łatwiej… Słowa, które są najlepszym tytułem dla tego zadziwiającego Bożego działania. Słowa uwielbienia od których zacząłem i którymi zakończę!
Istotnie w tej pawłowej Doksologii jest zawarte wszystko, co pragnę powiedzieć:
Bóg może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co prosimy czy rozumiemy!
Kiedy począwszy od 12 grudnia 2011, ze Świętym Różańcem w ręku, zacząłem wołać do Madonny w – dalekich, a równocześnie tak bardzo bliskich przez ufność i wiarę oraz matczyną miłość Maryi – Pompejach, z każdym dniem Nowenny i z każdym kolejnym Różańcem odczuwałem głęboki pokój i przekonanie, że wszystko będzie dobrze i przyjdzie dzień szczęśliwego rozwiązania dla mojej Siostry Anny i jej męża Andrea, że Bóg w swej łaskawości obdarzy tych małżonków najwspanialszym prezentem: darem macierzyństwa i ojcostwa. I tak się właśnie stało wspaniałego, radosnego i upragnionego sobotniego dnia, 28 lipca Roku Pańskiego 2012.
Ale, skoro jest II część świadectwa (nie planowana wprawdzie przez człowieka, lecz przewidziana w planach Bożych), to znaczy, że owa sobota nie była jeszcze Bożą ‚kropką nad i’. Dobry Bóg lubi chyba zaskakiwać i nie przestaje zadziwiać. Tak, bo oto dziś (trzyletnia) Giulia Chiara ma pięciotygodniowego braciszka Alessandro – chłopca, który bez odrobiny zwątpienia jest nie tylko owocem miłości Mamy i Taty, ale przede wszystkim ponownie hojnym, niezasłużonym i najwspanialszym darem Nieba.
Nie da się w sposób adekwatny podziękować, bo człowiek nie ma środków i możliwości, by odpłacić Bogu za Jego niezmierzone dobrodziejstwa. Wiele lat temu w pięknej piosence religijnej śpiewaliśmy tak: „Nie umiem Ci dziękować Pani, bo małe są moje słowa, zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować”

W pierwszym roku mojej pracy duszpasterskiej w parafii MB Pocieszenia w Szelejewie, w czasie nabożeństw różańcowych 2013 towarzyszyły nam zebrane mysli ojca Pio. W rozważaniu do drugiej tajemnicy chwalebnej (wniebowstąpienie Pana Jezusa), znalazłem przepiękne słowa Padre Pio:
Powinienieś prosić naszego Pana o jedną tylko rzecz: byś Go kochał. Cała reszta powinna być dziękczynieniem.
Tak właśnie staram się czynić, od kiedy je usłyszałem… Oto też poproszę naszych Rodziców, by taka była ich modlitwa, zawsze ilekroć będą brali do rąk Różaniec Najświętszej Maryi Panny: tak jak wtedy, gdy codziennym Różańcem błagali Maryję o szczęśliwe narodziny dziecka, jak i teraz, gdy dziękuję za wielki i wspaniały dar życia prześlicznej dziewczynki – oczekiwanej z tęsknotą wnuczki i jej wspaniałego braciszka Alessandro.
Ave Maria, Ave Królowo Różańca Świętego, Ave pompejańska Pani – bądź pozdrowiona i módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

Królowo Różańca Świętego, Madonno z Pompei, przed trzema laty kończyłem swoje świadectwo słowami z modlitwy nowennowej dziękując raz jeszcze, że gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów.
Dziś, kiedy znów doświadczyłem i kolejny raz się przekonałem, że Bóg w swojej hojności nieskończenie przekracza nasze oczekiwania, dziś razem z Tobą, o piękna Pani Różańcowa, słowami św. Pawła z listu do Efezjan, pragnę oddać chwałę Bogu i wysławiać jego wszechmoc wraz z całym stworzeniem, które jest w niebie i na ziemi, dziś pragnę zawołać raz jeszcze:
Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! AMEN.
Ks. Robert Ławniczak

One thought on “Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości?

Zostaw odpowiedź