Grudniowe świadectwa nowenny pompejańskiej cz. I

Maryja pochylona nad dziećmi

Dzięki czytelnikom strony www.pompejanska.­rosemaria.pl oraz naszego pisma, którzy uczestniczą w ciągłej akcji 8 stron dla Królowej Różańca Świętego każde wydanie naszej gazety jest wzbogacone o 8 dodatkowych stron świadectw. Przeczytaj te zamieszczone w 23. numerze.

Marta: To był niezwykle owocny duchowo czas!

Mam 31 lat. W styczniu 2014 roku doznałam niedowładu prawej kończyny górnej. Był to ogromny cios. Z zawodu jestem fizjoterapeutą i byłam przerażona, że nigdy nie będę mogła wrócić do pracy. Mijały miesiące, a zastosowane leczenie i rehabilitacja nie przynosiły spodziewanych efektów. Pogrążałam się w coraz większym smutku i rezygnacji. Każdy dzień zaczynał się od płaczu.

W międzyczasie dowiedziałam się o nowennie pompejańskiej i uznałam, że jest to moja ostatnia deska ratunku. W maju zaczęłam ją odmawiać.

Pierwszymi łaskami, jakie przyszły od Matki Bożej, były odzyskanie spokoju w sercu oraz nawrócenie. Zaczęliśmy uczestniczyć w mszach o uzdrowienie. Latem pojechaliśmy z mężem na rekolekcje, a od września wstąpiliśmy do wspólnoty. Z kolejnymi tygodniami nowenny zaczęli na mojej drodze pojawiać się nowi specjaliści, dzięki którym w listopadzie moja ręka była już na tyle sprawna, że mogłam wrócić do pracy. Moja prośba została wysłuchana! Poprzednią pracę niestety straciłam, ale szybko znalazła się inna, lepiej płatna, co wierzę że również było łaską od Maryi.

Rozpoczęłam kolejną nowennę, tym razem w intencji poczęcia się w naszym małżeństwie długo oczekiwanego dziecka. W jej trakcie okazało się, że nasze niepowodzenia mają obszerne podłoże medyczne (niedoczynność tarczycy, torbiel jajnika, zaburzenia hormonalne, endometrioza etc.), niewykryte wcześniej przez żadnego lekarza. Trafiliśmy do naprotechnologa i zaczęliśmy leczenie.

W 2015 roku podjęliśmy kolejną nowennę, tym razem w intencji zmiany pracy dla męża. Starał się o przyjęcie w konkretne upragnione miejsce już 5 lat, trochę trzeba było czekać, ale nowenna pompejańska przecież nigdy nie pozostaje niewysłuchana. 1 września tego roku mąż rozpoczął pracę tam, gdzie tak bardzo chciał. Dlatego też mimo ponad trzech lat bezskutecznych starań, nie tracąc nadziei, 17 października rozpoczęłam trzecią już nowennę w intencji poczęcia dziecka i wierzę, że i ta prośba, jak dwie wcześniejsze, zostanie wysłuchana w odpowiednim dla nas momencie.

Czas od podjęcia pierwszej w życiu nowenny pompejańskiej był niezwykle owocny duchowo, przemienił moje serce, umocnił małżeństwo. Dziękuję Maryjo za wszystkie łaski i za Twoją obecność w naszym życiu.

Viola: Ocalenie życiaOcalenie męża

Tydzień temu mój mąż miał zawał serca. Dzień wcześniej byliśmy w szpitalu, ale lekarze pomimo dwukrotnego EKG niczego nie znaleźli. Jak robiono EKG to blaszki tętnicy się otwierały, a po badaniu zaraz zamykały. Byliśmy w szpitalu 6 godzin i wypuszczono nas do domu z dobrymi wynikami. Godzinę poźniej się zaczęło, ale nietypowo, był ból gardła. Mąż wytrzymał do 10 rano następnego dnia. Był jeszcze w pracy. O dziwo nie stracił przytomności i mógł chodzić. Poszedł do szpitala i dobry lekarz przyjął go na oddziale w celu zwykłej wizyty. Zrobił ponownie EKG i natychmiast zawiózł go w ubraniu na koronarografię. Pielęgniarki szybko go rozbierały, a zabieg robiono atomowo. Mąż był w trakcie wielkiego zawału z 99% zatorem tętnic. Nikt na oddziale nie mógł uwierzyć, że on mówi, chodzi, nie stracił przytomności i nic go nie boli, a forma fizyczna jest doskonała.

Nie ma jednak nic za darmo. Przez całą noc trzymałam w ręku różaniec i odmawiałam nowennę pompejańską z prośbą o uratowanie życia mężowi, czasami zasypiałam, ale jak się budziłam to tylko modlitwa. Tak ocalał mój mąż. Dzisiaj mija 11 dzień po zawale, a on ma rewelacyjną kondycję. Spaceruje i czuje się bardzo dobrze. Był tylko 5 dni w szpitalu, a wszystko to dzięki Matce Boskiej Pompejańskiej. Wszyscy lekarze mówią o cudzie i nie umieją tego wytłumaczyć, jak to się stało, że on żyje. Według nich nie miał prawa przeżyć takiego zawału. Sami przyznali, że to był cud od Boga.

Zbigniew: Uzdrowienie córki z anoreksji

NastolatkaMoja córka przez rok walczyła ze straszną chorobą, jaką jest anoreksja. Choroba zaatakowała w wieku 14 lat, przez rok były dwa pobyty w szpitalach, jeden pobyt w prywatnym ośrodku, a przez cały ten czas odmawiałem nowennę pompejańską, nieprzerwanie wierząc, że tylko Maryja może pomóc.

Odmówiłem trzy nowenny w intencji powrotu do zdrowia mojej córki i nie zawiodłem się, od ponad pół roku córka systematycznie wraca do normalnej wagi i pełnego zdrowia. W wakacje dużo jeździła na rowerze, chodzi na tańce i obecnie normalnie uczęszcza już do 3 klasy gimnazjum.

Składam to świadectwo dla pokrzepienia serc, bo wiem, że obecnie anoreksja dotyka coraz więcej dziewcząt i to w coraz młodszym wieku, ale Bogu niech będą dzięki, że dał nam tu na ziemi Wielką Orędowniczkę, jaką jest Maryja.

Miałem wielką potrzebę serca, aby złożyć to świadectwo, bo wiem, że wielu rodziców boryka się z tą chorobą swoich córek, aby zawsze mieli nadzieję, że nie są sami, a ta świadomość to jest coś pięknego. Pozdrawiam z całego serca wszystkich czytających to świadectwo i życzę wielu łask od Matki Bożej Królowej Różańca Świętego z Pompejów.

Niech będzie pochwalona i pozdrowiona Maryja. Amen

Patrycja: Chłopak, na którego tyle czasu czekałam

Swoją nowennę zaczęłam odmawiać w zeszłym roku, w połowie października, w intencji znalezienia prawdziwej miłości. Początek był bardzo ciężki, przez pierwsze dwa tygodnie każdemu różańcowi towarzyszył strumień łez. Przez całą część błagalną Zły przeszkadzał bardzo, miałam duszności podczas odmawiania różańca, starałam się nie zostawiać modlitwy na wieczór, bo odczuwałam strach, lęk, nie mogłam zasnąć. Ogólnie miałam wrażenie, że świat wali mi się na głowę, miałam straszne doły psychiczne, chodziłam przybita i nieszczęśliwa. Wolałabym o tym nie mówić, bo trzeba mówić o rzeczach dobrych, nie złych. Sama jednak wiem z doświadczenia, że szukałam tego w świadectwach innych, by się upewnić, że to tylko sztuczki Złego, który za wszelką cenę próbuję nas odciągnąć od modlitwy i zniechęcić.

Z początkiem części dziękczynnej przyszedł wewnętrzny spokój, radość i nadzieja. Zasypiając, nie mogłam się doczekać następnego dnia, by znów móc odmawiać różaniec. Przynosiło mi to niesamowitą radość. Maryja przede wszystkim zaczyna od przemiany naszych serc. Nowenny nie skończyłam, przerwałam ją ostatniego dnia.

Dzisiaj jestem szczęśliwą dziewczyną, mającą cudownego chłopaka, a naprawdę byłam pewna, że nigdy takiego nie znajdę, mam 21 lat i wcześniej nie byłam w żadnym poważnym związku. Od momentu rozpoczęcia nowenny bardzo zbliżyłam się do Boga. Od kwietnia co miesiąc w pierwszą sobotę miesiąca zawierzam Maryi na Jasnej Górze całe moje życie, wszystkie problemy i prośby. Zamówiłam na Jasnej Górze Mszę w intencji znalezienia dobrego męża.

Z moim chłopakiem wpadliśmy na siebie trzy dni po odprawionej Mszy. Maryja zsyła nam niesamowite łaski, trzeba tylko ufać i wierzyć. I musimy pamiętać, że otrzymamy wszystko, o co prosić będziemy i co jest zgodne z wolą Bożą. To nie koncert życzeń, nie zawsze wszystko będzie się toczyć tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, Pan Bóg naprawdę wie, co dla nas najlepsze i daje zawsze dużo więcej, niż prosimy. Ja na moją miłość musiałam trochę poczekać, w ciągu tych 8 miesięcy pojawiło się kilku innych chłopaków, ale wszystko to powierzałam w ręce Maryi. Teraz naprawdę widzę, że musiałam dojrzeć do tego wszystkiego i ja sama również bardzo się zmieniłam. Trzeba tylko ufać i prosić, a miłość przyjdzie, kiedy nasze serduszka będą już na to gotowe. Nowenna to modlitwa, która zmienia wszystko, oprócz spełnionych próśb otrzymujemy liczne łaski, radość i wewnętrzny spokój!

Marianna: Pomyślna adaptacja w przedszkolu

Jestem matką bardzo wrażliwej i przywiązanej do mnie trzylatki. Gdy przyszła pora wysłać dziecko do przedszkola, byłam przerażona. Córka jest jedynaczką, trudno nawiązuje kontakty z dziećmi, często było tak, że gdy widziała w piaskownicy dzieci, nie chciała do niej wejść. No i komentarze najbliższej rodziny – że będzie jej trudno, że dzieci będą ją popychać, że sobie nie poradzi. Słyszałam też o przypadkach, gdy dziecko nie zaadaptowało się w przedszkolu i rodzice musieli je stamtąd zabrać. Informacje o nowennie znalazłam w internecie, pamiętałam też, że Matka Boża cudownie uratowała mnie z wcześniejszych opresji życiowych.

Chwyciłam za różaniec – początkowo z trudnościami – było roztargnienie, przygnębienie, ale trwałam na modlitwie. Przez pierwsze dwa dni moje dzieciątko kurczowo trzymało się ręki przedszkolanki i płakało, a na trzeci dzień nastąpił przełom. Zaczęła bawić się, tańczyć, pod koniec dnia nie chciała iść do domu – moja lękliwa, wycofana córeczka.

Panie nie mogły się nadziwić, jak szybko przeszła adaptację i teraz stawiają ją za wzór dla innych dzieci. A ja otrzymałam od Maryi Dziewicy niesamowity spokój, poprawiły się relacje z mężem, stałam się bardziej pewna siebie. Powierzyłam Matce Bożej swoje dziecko, a Ona zaopiekowała się całą moją rodziną. Przenajświętsza Panienko, póki starczy mi tchu, chcę chwalić Twoje imię, bo teraz czuję, że żyję, bo bez Jezusa Chrystusa i Maryi nie ma życia! Poddajcie się Im pod opiekę nawet w najbardziej błahych sprawach, a dostaniecie więcej, niż prosicie!

Waldemar: Podejrzenie czerniaka…

Od kilku lat na łydce mojej żony rosło znamię, powiększało się. Nie wzbudziło to mojego zaniepokojenia, gdyż widziałem je na co dzień. Na szczęście moja teściowa, będąc u nas z wizytą, zauważyła, że znamię znacznie urosło. Na drugi dzień rano zadzwoniła do mojej żony i powiedziała, że nie mogła spać, ma złe przeczucia i prosi ją bardzo, żeby poszła do lekarza.

Po tej rozmowie, żartując sobie z żoną, postanowiliśmy, że dla „świętego spokoju” pójdzie do dermatologa. Na szczęście w naszej przychodni nie ma kolejek i już za dwa dni ze skierowaniem od rodzinnego żona była u dermatologa. Po oględzinach pani doktor nie miała dobrej miny, powiedziała, że wygląda to nieciekawie i jest prawdopodobieństwo czerniaka, tym bardziej, że moja żona to typowa statystyczna osoba, posiadająca wszystkie cechy chorujących na czerniaka. Bezzwłocznie nakazała wycięcie znamienia i przekazanie go do badań, które miałyby ustalić, czy są w nim komórki nowotworowe.

W tym samym dniu zacząłem odmawiać nowennę pompejańską w intencji zdrowia żony. W 22. dniu odmawiania części błagalnej przyszła wspaniała wiadomość o braku komórek nowotworowych. Wierzę w to głęboko, że to wstawiennictwo naszej ukochanej Matki Bożej. Kocham Cię Matko nad życie, bo wiem, że jesteś zawsze przy mnie. Wiem, że nigdy nie opuścisz swoich dzieci w potrzebie. Oczywiście nowennę dokończę z należytą powagą.

Jolanta: Moje szczęście

Ogromny smutek i stres, choroba najbliższej osoby i nagle całkiem przypadkowe odkrycie strony z nowenną pompejańską. Przypadek czy może celowe poprowadzenie mnie przez Matkę Bożą we właściwym kierunku.

Kiedyś częściej modliłam się, rozmawiałam z Matką Boską… Nigdy nie przestałam wierzyć, ale z modlitwą było różnie i w tym wszystkim nowenna pompejańska. Uzmysłowiłam sobie, że chcę spróbować. Dziś wiem, że Matka Boża dotrzymała swojej obietnicy i bliska mi osoba czuje się dobrze. Ale chciałam również opisać, jak to było u mnie z odmawianiem nowenny. Może komuś to się przyda.

Na początku miałam ogromne problemy ze skupieniem się. Podczas modlitwy myśli gdzieś zaczynały błądzić, a ja usilnie wracałam do początku jeszcze raz i jeszcze raz. W końcu pomyślałam, że może te moje myśli muszą ze mnie się wydostać, bym mogła się bardziej skupić.

Minęły dwa tygodnie, gdy doszło kolejne nieszczęście, choroba następnej bliskiej osoby. Nie namyślałam się ani chwili i rozpoczęłam kolejną nowennę pompejańską i tak dzień w dużej mierze przechodził mi na modlitwie, a wraz z nią wchodził we mnie spokój. Nadszedł 28 września, koniec mojej pierwszej nowenny, a ja płaczę… Płaczę, bo coś się skończyło, tak jakby ktoś mnie czegoś pozbawił, odebrał mi moją ostoję. Po chwili przychodzi opamiętanie, że mam jeszcze drugą nowennę, że jeśli nie będę miała powodu, by odmawiać kolejną, to przecież mogę odmawiać różaniec tak po prostu, z potrzeby serca.

Piszę to wszystko, by zaświadczyć, że Matka Boska nie tylko uzdrowiła bliską mi osobę, ale również moją duszę. A co się tyczy drugiej nowenny to zostały mi trzy dni i wszystko wskazuje na to, że też będzie dobrze. Dziękuję Ci, o Królowo Różańca Świętego.

Aleksandra: Modlitwa mnie ocali

To moja czwarta nowenna. Dwie doprowadziłam do końca, pierwsza mnie przerosła. Za każdym razem modliłam się za kogoś – o dar wiary albo uzdrowienia fizycznego. Dziś jestem w końcówce części błagalnej za samą siebie. Mam 22 lata. Grzech, którego zalążek narodził się już w dzieciństwie, omamił mnie całkowicie. Zawsze chodziłam do kościoła, przyjmowałam sakramenty, brałam udział w pieszych pielgrzymkach. Niby wszystko było pod kontrolą, lecz co jakiś czas rany zadane mi w przeszłości otwierały się, wpędzając mnie w grzech.

Usprawiedliwiałam to sobie właśnie tym, że skoro zostałam skrzywdzona przez kogoś to to, co robię teraz, nie jest mi poczytywane za winę. Spowiadałam się z każdego upadku i znów grzeszyłam. Koło się zamykało. Aż spadłam na dno. Może nie moralne, może nie tak wygląda dno dla większości ludzi, ale we mnie coś pękło. Po przepłakanym dniu poszłam do spowiedzi, mimo że od ostatniej minął tydzień. Jednak tym razem chciałam powiedzieć wszystko. Modliłam się o dobrego spowiednika. Byłam przerażona, bałam się, że nie dostanę rozgrzeszenia. Wmówiłam sobie, że nie zasługuję na miłosierdzie.

W końcu przyszedł ksiądz. Powiedziałam, a właściwie to wypłakałam, wszystko. W zamian dostałam wsparcie, zrozumienie, przebaczenie, dobre słowo i pachnące chusteczki. I wyszłam jak nowa, dosłownie. Tamtego dnia oddałam Bogu wszystko. I On naprawdę to zabrał. Następnego dnia bez wahania rozpoczęłam nowennę, bo wiem, że tylko Maryja jest w stanie zachować mnie w czystości duszy i ciała. Zdarzały się noce z koszmarami i te nieprzespane, gdy czułam jak Zły chce mnie zniechęcić, nastraszyć. Ale nie tym razem. Już nie. Tylko Matka z łaski Syna może mnie zachować od powrotu do dawnej siebie.

Bernarda: Uzdrowienie z nowotworu

Mając 48 lat zachorowałam na nowotwór złośliwy. Szok, rozpacz, płacz i zwątpienie przeplatały się nawzajem. Chwilowy żal: „dlaczego ja?”. Powoli oswoiłam się z rzeczywistością i rozpoczęłam chemioterapię, a wraz z nią odmawianie nowenny pompejańskiej. Zaczęłam czuć się dobrze fizycznie i psychicznie. Zaufałam Maryi, z wielką lekkością odmawiałam nowennę i niesamowicie ciągnęło mnie do tej wspaniałej modlitwy. Zaznaczam, że czułam się dobrze po chemioterapii i nie korzystałam ze zwolnień lekarskich. Gdy komórki nowotworowe zniknęły, ponownie rozpoczęłam nowennę. Tym razem pragnęłam podziękować za tak wspaniałą łaskę zdrowia. Moim marzeniem jest wybrać się na pielgrzymkę do Pompejów i osobiście podziękować mojej Uzdrowicielce. Oczywiście planuję odmówienie kolejnej nowenny pompejańskiej i z całego serca polecam ją innym.

Bogusia: Uzdrowienie z anoreksji

Rok temu u mojej córki zdiagnozowano anoreksję. Nie jadła, chudła w oczach i traciła z dnia na dzień siły. Byłam zrozpaczona, bo nie było możliwości, by przymusić ją do jedzenia. Pomimo intensywnej terapii u psychologa i wsparcia psychiatry nie było żadnej poprawy, córka dosłownie znikała na moich oczach. W domu dochodziło do licznych konfliktów, wywoływanych przez mojego męża, który kompletnie nie radził sobie z tym problemem. Bałam się o córkę i o małżeństwo.

Zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską o zdrowie córki, w tym samym czasie tą nowenną zaczęła się modlić także moja mama, siostra i bliska znajoma. Dzisiaj, po roku od zdiagnozowania tej strasznej choroby, moja córka jest zupełnie zdrowa, a specjaliści określają to jako cud. Dziękuję Ci Maryjo.

Edyta: Dar macierzyństwa

W lipcu 2015 r. straciliśmy z mężem naszego ukochanego Synka, był z nami przez 22 tygodnie. Bardzo to przeżyliśmy i jedyną rzeczą, jaka nam w tym okresie przynosiła ulgę i pocieszenie, była wiara i modlitwa. Zaczęłam w tym okresie odmawiać nowennę pompejańską.

Po dwóch nowennach, w grudniu 2015 r., zaszłam ponownie w ciążę. Przez okres ciąży również się modliłam i 21.08.2016 r., dokładnie w ostatnim dniu części dziękczynnej nowenny, urodziłam naszego drugiego Synka. Matce Bożej zawdzięczamy uleczenie okrutnego bólu oraz wspaniały dar w postaci naszego cudownego Maleństwa. To prawdziwy cud!

Jurek: Wyzdrowienie

Siostrzeniec mojej żony, młody chłopak, cierpiący na zanik mięśni, trafił do szpitala nieprzytomny z objawami duszności. Lekarze orzekli, że choroba zaatakowała mięśnie przepony oraz płuca i zbliża się nieuchronny koniec. Rodzinę poinformowano, że trzeba chłopaka oddać do hospicjum, ponieważ przez te ostatnie dni będzie obłożnie chorym, wymagającym całodobowej opieki, człowiekiem oddychającym za pomocą respiratora. Po tej wiadomości kilka osób niezależnie od siebie, w tym ja oraz moja żona, która również doświadczyła łaski Matki Bożej, zaczęło odmawiać nowennę pompejańską.

Długo by opisywać, każdy dzień odmawiania nowenny to nowe łaski dla tego chłopaka. W dniu zakończenia nowenny odłączył się od respiratora i do dnia dzisiejszego oddycha samodzielnie, pomimo rurki tracheostomijnej. Jest całkowicie sprawny. Wakacje wraz z rodzina spędził nad morzem. Porusza się samodzielnie i jest pełen życia. Miał również nie mówić, a porozumiewa się bez żadnych problemów. Lekarze nie potrafią wyjaśnić, jak do tego doszło.

Małgorzata: Nawrócenie taty przed śmiercią

Rok temu zaczęłam modlitwę o nawrócenie mojego umierającego taty. Wiedzieliśmy, że zbliża się koniec, ale on nie chciał spowiedzi ani księdza. Gdy mu sugerowaliśmy sakrament namaszczenia chorych to złościł się i wyzywał. Postanowiłam odmówić nowennę pompejańską w intencji nawrócenia.

Byłam szczęśliwa, że już prawie koniec, gdy ostatniego dnia nowenny, w Wigilię, dostałam nagle ataku i znalazłam się w szpitalu, więc ostatnią część różańca odmówiłam pod kroplówką. Odniosłam wrażenie, że Szatan był na mnie bardzo zły, ponieważ w Święta Bożego Narodzenia dostałam nagle kolejnego ataku, gorszego niż poprzedni i znów znalazłam się w szpitalu. Miałam wrażenie, że ze mną koniec. Dzięki Bogu jest już dobrze. Mój tato nawrócił się dosłownie kilka dni przed śmiercią.

Dziękuję za to Matce Bożej. Kochani, módlcie się, bo modlitwa nigdy nie idzie na marne.

Hanna: Uwolnienie od natrętnych i dręczących myśli

Nowennę pompejańską potraktowałam jak ostatnią deskę ratunku, jak ostatnie rozwiązanie – albo modlitwa albo wręcz myśl o samobójstwie. Byłam w tamtym czasie załamana. Moja intencja dotyczyła uwolnienia od natrętnych i dręczących mnie myśli. Gdy zaczęłam nowennę pompejańską nie wiedziałam, czy ona coś da, czy zostanę wysłuchana. Mówiłam do siebie: „ja, taka grzesznica, walcząca od 10 lat z depresją i nerwicą natręctw i lękową (a mam obecnie 27 lat)… 2 tygodnie po wyjściu ze szpitala w kiepskim stanie po wielkim załamaniu nerwowym”.

Byłam załamana, leki nie dawały rady, bałam się jeść, spać, wychodzić do sklepu, na dwór, bałam się pić. Nawet do kościoła nie chodziłam. Ogarniał mnie ogromny lęk przed komunią i spowiedzią.

9 września rozpoczęłam pierwszą nowennę pompejańską. W trzecim dniu usłyszałam podczas modlitwy słowa:,,Córko, nie lękaj się o swój los”. Poczułam się przytulona i kochana. Wiedziałam, że to są słowa Matki Bożej, więc uzbroiłam się w determinację i cierpliwość, nie wiedząc do końca, co się wydarzy. Modliłam się w skupieniu, czując mimo wszystko, że Matka Boża czuwa.

W trakcie nowenny śniło mi się, że wspinam się po paciorkach i chwytam płaszcz Matki Bożej, a ona bierze mnie w ramiona, ale w ostatnim momencie wypadam jej z rąk, bo Szatan ukuł mnie w lewą stopę (w tamtym momencie miałam na niej krwiaka). Drugi sen opierał się na tym, że idę przez ciemny tunel, nagle zapala się światło i wita mnie Jezus. Pragnę podkreślić, że były przeciwności, płacz i ogromny lęk, ponieważ wystąpiła niemiarowość polekowa mojego serca, rozproszenie i myśli bluźniercze pod kierunkiem Matki Bożej, czułam jakby ktoś mi wbił sztylet w serce.

W 27. dniu części błagalnej usłyszałam słowa: „będziesz zdrowa” i uderzyły mnie słowa z Pisma św., które w tamtym momencie miałam przed oczami. Pochodziły z przypowieści o siewcy: „A na dobrej roli to Ci, którzy usłyszawszy słowo, zachowują je w swoim szlachetnym i dobrym sercu i przynoszą plon dzięki wytrwałości” [słowa, cytowane przez autorkę, pochodzą z Biblii poznańskiej – przyp. red.] i wtedy wiedziałam, że już muszę wytrwać.

Mój stan zdrowia poprawił się w drugi dzień części dziękczynnej, wrócił apetyt, zniknęły natrętne myśli. Na dzień obecny jest wszystko w porządku, mam ogromny pokój serca, ogromną radość, nie mam wahań nastroju. Pokochałam nowennę pompejańską. Kocham Cię Matko. Wiem, że wyproszę wszystko przez różaniec. Z Panem Bogiem.

Przeczytaj ten artykuł w Królowej Różańca!

Kliknij na obrazek i obejrzyj strona po stronie!

Królowa Różaniec Świętego

Zostaw odpowiedź