Mariazell 2012

W 1157 r. mnich Magnus z opactwa benedyktyńskiego św. Lamberta w Alpach udał się w drogę, by założyć nowy klasztor. Zabrał ze sobą figurkę Maryi z Dzieciątkiem, wykonaną z lipowego drewna. Po przejściu ponad dwustu kilometrów został napadnięty przez zbójców. Próbował uciekać, ale drogę zagrodziły mu skały.

W rozpaczy poprosił o pomoc Maryję i w cudowny sposób skały popękały, tworząc przejście i umożliwiając mnichowi ucieczkę. Cudownie ocalony zrozumiał, że właśnie to miejsce wybrała sobie Matka Boża i wybudował tam kapliczkę, w której umieścił figurkę. Jako że kapliczka przypominała z wyglądu klasztorną celę, przylgnęła do niej nazwa Maria in der Zell – Maria w celi – która z czasem przekształciła się w Mariazell. Wokół tego miejsca powstał klasztor, a wśród okolicznej ludności rozeszła się wieść – było to spowodowane wieloma cudami – że Maryja w tym miejscu chętnie wysłuchuje modlitw.

Do Mariazell coraz liczniej przybywali pielgrzymi z odległych miejsc z Austrii, Bawarii, Węgier, Chorwacji, Słowenii, Moraw i Polski.

Maryję, która nosiła początkowo tytuł Wielkiej Matki Austrii, wkrótce czczono tu również jako Panią Węgier i Matkę Słowian. Zwłaszcza po zwycięskiej bitwie pod Wiedniem nad wojskami tureckimi w 1683 r. rozkwitł na tych terenach Jej kult jako Tej, która ocaliła Europę przed zalewem islamu, podobnie jak przyczyniła się do ocalenia Polski przed potopem szwedzkim niewiele lat wcześniej. Natomiast pod koniec XX w., kiedy rozpadł się Związek Radziecki i wszystkie państwa socjalistyczne odzyskały suwerenność, czczono Ją tutaj jako Tę, która ocaliła Europę przed widmem komunizmu. Mariazell było i jest jednym z najstarszych i najczęściej odwiedzanych sanktuariów maryjnych w tej części Europy.

W 2012 r., w 855. rocznicę misji mnicha Magnusa, udałem się do Mariazell pieszo po raz trzeci. Pierwszy raz poszedłem tam w 2004 r. Drugi raz przechodziłem przez Mariazell przy okazji swojej pielgrzymki do San Giovanni Rotondo i Monte Sant’Angelo. Tym razem szedłem jednak nieco inaczej, bo początkowo razem z Poznańską Pieszą Pielgrzymką na Jasną Górę. Nie byłem sam, podążało ze mną około 2000 innych pielgrzymów, musiałem więc dostosować się do normalnego tempa i tego, że szedłem bez plecaka i nie spałem w namiocie, lecz u dobrych ludzi, których serdecznie pozdrawiam, jeśli czytają te słowa.

Z Częstochowy do Mariazell miałem jeszcze do przejścia około 600 kilometrów

Wyruszyliśmy z Poznania 6 lipca, by po 10 dniach i przejściu ponad 300 kilometrów, razem z grupą nr 2, dotrzeć przed tron naszej Matki na Jasnej Górze. Stamtąd 16 lipca udałem się w dalszą drogę. Z Częstochowy do Mariazell miałem jeszcze do przejścia około 600 kilometrów. Szedłem przez Świerklaniec, który kiedyś nazywany był małym Wersalem, ze względu na znajdujące się tam wielki park i pałace, które po wojnie zostały zniszczone przez Rosjan. Nawiedziłem po drodze sanktuarium Matki Boskiej w Piekarach Śląskich, gdzie przed wyprawą na Wiedeń modlił się król Jan III Sobieski. Szedłem w tym samym kierunku, więc uczyniłem tak samo. Udało mi się trafić akurat na Mszę św. przed cudownym obrazem Matki Bożej Piekarskiej. Tego dnia mocno padał deszcz, ale na szczęście szedłem przez Mikołów i mogłem tam przenocować u mojej siostry. Następnego dnia wyszło słońce, które towarzyszyło mi już prawie przez całą drogę, następny tydzień, niemal do samego Mariazell. Udałem się przez Rybnik, by po przekroczeniu Odry, która tam była niewielką rzeczką, przejść granicę polsko-czeską w Cha­­łup­kach. Od tej pory teren stał się pagórkowaty. Po drodze mijałem takie czeskie miasta i miejscowości jak Hluczyn, Ostrawę, Bílovec, Hranice, Uherské Hradiště, Hodonín i Brzecław. Spałem w namiocie w lasach i na polach, tam, gdzie zastał mnie zmrok, by znowu wstawać przed świtem, nim opadnie rosa i ogarnie mnie poranny chłód. Tak przeszedłem przez Czechy i znalazłem się w końcu na austriackiej ziemi. Tutaj trzeba było podążać dalej, przez ciągnące się wśród pagórków malownicze pola, co jakiś czas mijając urokliwe miejscowości, takie jak Wilfensdorf.

To tylko fragment artykułu

Drodzy Czytelnicy, dostęp do niektórych treści jest ograniczony

Dostęp do artykułów o różańcuTen artykuł jest dostępny w wydaniu papierowym "Królowej Różańca Świętego".

Zamów – to tylko 5 zł z wysyłką!

Dostępne są prenumeraty oraz pojedyncze wydania.

Druga możliwość: dostęp przez internet!


Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Opt In Image
Szybkie powiadomienia o nowych wydaniach!

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych numerach "Królowej Różańca Świętego", wystarczy, ze podasz swój adres e-mail.

Kiedy ukaże się kolejne wydanie, otrzymasz wiadomość ze spisem treści.

One thought on “Mariazell 2012

Zostaw odpowiedź