Rzym 2014

10 lat temu, 2 kwietnia 2005 roku o godz. 21.37, przestało bić serce największego czciciela Najświętszej Maryi Panny i Apostoła Różańca Świętego. 10 lat temu narodził się dla Nieba. Nikt na świecie nie rozdał tylu różańców i chyba nikt nie odmówił ich tylu, co On. On też ustanowił 5 nowych tajemnic światła. Całe Jego życie było świadczeniem o Maryi, zgodnie z hasłem „Totus Tuus”.

Choć więc chciałem napisać następny tekst o jakimś sanktuarium maryjnym, do którego trafiłem na moich pielgrzymich drogach, zdecydowałem się napisać o tym, jak szedłem w zeszłym roku na Jego kanonizację, aby podziękować Bogu i Matce Najświętszej za dar Jego pontyfikatu. Niektórym może się to wydać nudne, bo już trzeci raz będę pisał o mojej pielgrzymce do Wiecznego Miasta, ale za każdym razem intencja była inna i droga, i czas jej pokonania również. Tym razem miałem tylko 28 dni czasu i ponad 1650 kilometrów do przejścia.

Wyruszyłem w drogę z Lubonia, w niedzielę 30 marca, po Mszy świętej o godzinie 10.00 w moim parafialnym kościele pod wezwaniem jeszcze wtedy błogosławionego Jana Pawła II. Po błogosławieństwie Jego relikwiami, udzielonym mi przez mojego księdza proboszcza Pawła Dąbrowskiego, poszedłem jeszcze na chwilę do domu po plecak, by wystartować w samo południe spod krzyża papieskiego, obok mojego kościoła, spod którego wziąłem kamyk, aby zanieść go na Plac św. Piotra. Tego dnia szedłem przez Puszczykowo, Mosinę do Czempinia, gdzie spałem na plebani, korzystając ponownie z gościny ks. proboszcza Andrzeja Wojciechowskiego, którego znam z pielgrzymek na Jasną Górę.

Nie zrobiłem tego dnia założonych 60 km, więc moje szanse, aby dotrzeć w terminie malały, a, prawdę mówiąc, nie miałem żadnych. Wszyscy, którzy mieli iść, już poszli, niektórzy wychodzili już na początku lutego, o czym donosiły telewizyjne wiadomości. Jednak oni mogli sobie pozwolić na marsz zimą, bo spali na plebaniach. Moje noclegi pod dachem kończyły się na Czempiniu, dalej był już tylko namiot, który rozbijałem gdzieś w lasach. Drugiego dnia przechodząc przez sanktuarium Matki Boskiej w Osiecznej dotarłem do Leszna, a następnie do Góry. Później szedłem przez Ryczeń, Ścinawę, Prochowice, Jawor, Bolków, by w czwartek rano 3 kwietnia przekroczyć granicę w Lubawce.

W Czechach szedłem przez takie miasta jak: Trutnov, Hradec, Pardubice, Chrudim, Źdirec, Pribyslav, Jihlava, Trest, Telc i Slavonice, gdzie przekroczyłem granicę czesko-austriacką. Mimo, że miasta te były bardzo urokliwe, to jednak nie miałem zbyt wiele czasu, aby je zwiedzać. Właściwie tylko przez nie przechodziłem, czasami wstępując jedynie do kościołów, jeśli były otwarte.

Wstawałem około 4 rano modliłem się, pakowałem, myłem i wyruszałem w drogę, żeby się rozgrzać.

 

Właściwie każdy mój dzień wyglądał podobnie. Wstawałem około 4 rano modliłem się, pakowałem, myłem i wyruszałem w drogę, żeby się rozgrzać. Jadłem coś około 8.00, albo gdy znalazłem jakiś sklep. Szedłem jak najszybciej się dało, pomimo ciężaru plecaka (około 20 kg), bąbli, które mi wychodziły na stopach, bólu stóp, kręgosłupa i ogólnego zmęczenia, z każdym dniem coraz większego. Marsz kończyłem zwykle, kiedy zaczynał zapadać zmrok. Musiałem zdążyć rozbić namiot i się umyć, nim zrobi się zupełnie ciemno. Naturalnie trzeba było jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce, najlepiej las, żeby mieć spokój, ale różnie z tym bywało.

W Czechach pogodę miałem w miarę dobrą, parę razy przelotnie padało, ale było dosyć ciepło. Za to w Austrii dopadły mnie wielkie deszcze i ochłodzenie, dlatego noclegów musiałem szukać gdzieś pod dachami, w szopie, garażu, stodole, a nawet starej stajni, gdzie schroniłem się przed pierwszą kwietniową burzą. Raz już myślałem, że uda mi się przenocować w lepszych warunkach, bo wieczorem na swej drodze trafiłem na klasztor, jednak okazało się, że nie ma tam dla mnie miejsca. Całe szczęście znalazłem w końcu schronienie w jakiejś starej altanie w przyklasztornym ogrodzie, bo było to w górach, a noc była bardzo zimna i padał śnieg.

To tylko fragment artykułu

Drodzy Czytelnicy, dostęp do niektórych treści jest ograniczony

Dostęp do artykułów o różańcuTen artykuł jest dostępny w wydaniu papierowym "Królowej Różańca Świętego".

Zamów – to tylko 5 zł z wysyłką!

Dostępne są prenumeraty oraz pojedyncze wydania.

Druga możliwość: dostęp przez internet!


Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Opt In Image
Szybkie powiadomienia o nowych wydaniach!

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych numerach "Królowej Różańca Świętego", wystarczy, ze podasz swój adres e-mail.

Kiedy ukaże się kolejne wydanie, otrzymasz wiadomość ze spisem treści.

Zostaw odpowiedź