Ucieczka grzesznych

Kiedy wypowiadamy słowo „grzesznik”, często mamy na myśli jakiegoś łobuza, chuligana, złodzieja, oszusta, gwałciciela, wszystkich, którzy za jakieś przestępstwa siedzą w więzieniach. Może czasem także sąsiada, który bez ślubu mieszka z kobietą, znajomą plotkarkę rozpowiadającą naokoło prywatne sprawy innych ludzi albo ekspedientkę, która wydała za mało reszty. A kto z nas z ręką na sercu potrafi sam o sobie powiedzieć: Jestem grzesznikiem?

Święty Jan w jednym ze swoich listów pisze, że: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8). Wszyscy popełniamy grzechy. Im bardziej człowiek jest przekonany o własnej bezgrzeszności i doskonałości, tym mniejsza jest szansa na poprawę i prawdziwe nawrócenie. To dlatego wielcy święci Kościoła często nazywali siebie wielkimi grzesznikami, podczas gdy inni nawet raz w roku nie idą do sakramentu pokuty, bo „nie mają się z czego spowiadać”.

Pojęcie grzechu kojarzy nam się najczęściej z jakimś złym uczynkiem – kradzieżą, pobiciem, cudzołóstwem. Czasem pamiętamy, że można też grzeszyć słowami poprzez kłamstwa, przekleństwa, plotki. Tymczasem na początku Mszy św. w akcie pokuty wypowiadamy słowa: „bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Wszystkie bez wyjątku grzechy zaczynają się w naszych myślach. Najpierw w myśli jest przyzwolenie na zło, dopiero potem grzeszne działanie. Grzechy myśli to także życzenie zła dla bliźniego, oddawanie się grzesznym rozmyślaniom. Niejeden w myślach popełnia cudzołóstwo, nawet jeśli fizycznie nie obcował z czyjąś żoną (lub mężem). Pan Jezus ostrzega, że „Kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27).

W naszych rachunkach sumienia często zapominamy o grzechach zaniedbania. A przecież nieraz z powodu lenistwa nie wykonaliśmy naszych obowiązków w pracy i w domu, nie odmawialiśmy modlitwy lub odmawialiśmy ją byle jak, zaniedbaliśmy troskę o swoje dzieci, rodziców, przyjaciół. Jeśli przypomnimy sobie znaną z Ewangelii opowieść o sądzie ostatecznym, to zobaczymy, że są tam słowa: „Byłem głodny, nie daliście mi jeść, byłem spragniony, nie daliście mi pić…” (Mt 25,42–46). Według tej sceny potępieni idą do piekła nie za żadne złe uczynki, ale za zaniedbanie miłosierdzia względem drugiego człowieka.

Katechizm Kościoła wymienia siedem grzechów głównych: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo. Grzechy te stoją bardzo często na początku wielu innych. I tak chciwość wielu popchnęła do kradzieży, oszustwa, a nawet morderstwa. Pycha jest przyczyną pogardliwego traktowania innych ludzi. Nieczystość skłania do cudzołóstwa, gwałtów, oglądania pornografii. Przez lenistwo nie wykonujemy naszych podstawowych zadań.

Nieraz bywają też winy, których nie popełniamy osobiście, a które jednak mogą także obciążać nasze sumienia. Są to tak zwane grzechy cudze: radzić do grzechu, rozkazywać drugiemu grzeszyć, zezwalać na grzech drugiego, pobudzać do grzechu, pochwalać grzech drugiego, milczeć na grzech cudzy, nie karać grzechu, pomagać do grzechu, uniewinniać grzech cudzy.

Wymieniając różne rodzaje grzechów, koniecznie trzeba też wspomnieć o grzechach przeciw Duchowi Świętemu: grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego, rozpaczać albo wątpić o łasce Bożej, sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej, zazdrościć lub nie życzyć bliźniemu łaski Bożej, mieć zatwardziałe serce na zbawienne natchnienia, umyślnie zaniedbywać pokutę aż do śmierci. Grzechy te nazywane są „nieodpuszczalnymi” nie dlatego, że Pan Bóg nie chce ich przebaczyć, ale ze względu na to, że człowiek swoją postawą uniemożliwia przyjęcie łaski Bożej.

Najlepszym, najskuteczniejszym ze wszystkich sposobów na walkę z grzechami jest sakrament pojednania. Gdy po dobrze odprawionym rachunku sumienia, żalu za grzechy, postanowieniu poprawy szczerze wyznajemy grzechy i odprawimy pokutę, możemy mieć pewność, że Pan Bóg przebaczył nam winy i mamy znów czyste sumienie.

Są jednak również takie sytuacje (zapewne każdy z nas nieraz tak miał), że chociaż staramy się poprawić, chcemy zerwać z jakimś grzechem, to ciągle nam się nie udaje. Bywa, że w każdej spowiedzi powtarzamy dokładnie ten sam grzech, czasem nawet ze wstydu nie potrafimy iść kolejny raz do tego samego kapłana, wiele razy upadamy w to samo. Znają dobrze ten problem wszyscy, którzy zmagają się z różnymi nałogami. W takich sytuacjach potrzeba przede wszystkim wielkiej pokory, umiejętności przyznania się, że mamy problem. Może być potrzeba poproszenia o pomoc drugiego człowieka – spowiednika, przyjaciela, kogoś z rodziny. Pan Bóg doceni przede wszystkim nasze staranie i wysiłek, a jeśli znowu mimo starań zdarza się upaść, to może być to próba pokory, wiary i zaufania do Boga.

To tylko fragment artykułu

Drodzy Czytelnicy, dostęp do niektórych treści jest ograniczony

Dostęp do artykułów o różańcuTen artykuł jest dostępny w wydaniu papierowym "Królowej Różańca Świętego".

Zamów – to tylko 5 zł z wysyłką!

Dostępne są prenumeraty oraz pojedyncze wydania.

Druga możliwość: dostęp przez internet!


Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Co o tym sądzisz? – Zostaw komentarz!

Poznaj…

Królową 

Różańca

Świętego!