Gdzie ludzie modlą się na różańcu, tam dzieją się cuda! Rozmawiamy z ks. abp. Salvatorem Pennacchio, nuncjuszem apostolskim w Polsce

Ekscelencjo, urodził się Ksiądz Arcybiskup w Marano di Napoli. Wiemy jednak, że całym sercem jest Ksiądz Arcybiskup oddany świątyni pompejańskiej w tym mieście. W jakim stopniu ukształtowały Ekscelencję kult Matki Bożej Pompejańskiej i modlitwa różańcowa? Jakie znaczenie ma kult Matki Bożej Pompejańskiej we Włoszech?

Marano znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od Pompejów i jako dziecko postrzegałem sanktuarium Matki Bożej Różańcowej jako miejsce rodzinne, w którym można dostrzec niemal fizyczną obecność Maryi. I jakże wielkie świadectwo dawali mi prości ludzie, starzy, chorzy, którzy modlili się przed tronem Matki Bożej! Najświętsza Dziewica towarzyszyła mi przez całe życie. To Jej przykładem się kierowałem, kiedy powiedziałem Panu „tak”, wstępując do seminarium, powierzyłem Jej moje kapłaństwo, moją pracę w służbie Stolicy Apostolskiej, w służbie przeżywanej pośród wielu narodów świata, a w ostatnich latach w Polsce. Zawsze wszystko oddawałem w Jej ręce. Obecność Maryi jest obecnością nie tylko duchową, ale bardzo konkretną, namacalną. Ileż razy wstawiała się za mną u Boga, pomagając mi pokonać życiowe przeszkody. Matka Boża przemawia do nas na wiele sposobów, ale jest jeden szczególny i jest to modlitwa różańcowa, przez którą Maryja prowadzi nas do kontemplacji Jezusa. Różaniec daje nam w ten sposób wszystkie odpowiedzi, których potrzebujemy. Matka Boża Pompejańska jest czczona w całych Włoszech i na całym świecie. We Włoszech, zwłaszcza na południu, nie ma kościoła, który nie miałby tego wizerunku maryjnego. W dniu supliki, 8 maja, oraz w pierwszą niedzielę października, dokładnie w południe, miliony ludzi przerywają wszelkie zajęcia i odmawiają słynną suplikę, czyli modlitwę ułożoną przez bł. Bartola Longa. Jest ona odmawiana wszędzie: na placach, w szkołach, w szpitalach, w miejscach publicznych i prywatnych. To wystarczy, aby zrozumieć, jakie znaczenie ma kult Matki Bożej Pompejańskiej we Włoszech.

Kiedy mówi się o nowych Pompejach, nie można nie wspomnieć o bł. Bartolu Londze. Jan Paweł II opisał go jako „przykład dla świeckich katolików”. Co Ksiądz Arcybiskup sądzi o bł. Bartolu jako przykładzie w naszych czasach? Jaki przykład powinni brać katolicy z bł. Bartola Longa?

Jedno z najczęstszych określeń, jakim nazywamy bł. Bartola Longa, to apostoł różańca. On naprawdę nim był, gdyż rozpowszechniał tę modlitwę maryjną na całym świecie. Różaniec jest cudownym streszczeniem Ewangelii, a życie Longa, od nawrócenia, nasycone było Słowem Bożym. To czyni życie naprawdę niezwykłym. Pozwala dokonywać wspaniałych rzeczy. Dlatego trudno jest odpowiedzieć na to pytanie: bł. Bartolo jest wzorem dla nas wszystkich pod wieloma względami. Jest przede wszystkim człowiekiem nawróconym, który w czasie studiów uniwersyteckich w Neapolu dał się odwieść od drogi dobra, pozwalając zwieść się spirytyzmowi. Dzięki świętym przyjaciołom, m.in. św. Katarzynie Volpicelli, powrócił na drogę Bożą. Tym samym poucza nas o nieskończonej wielkości Bożego miłosierdzia, które jest bezkresnym morzem. Możemy popełnić najpoważniejsze błędy, ale On jest Ojcem zawsze gotowym nas przyjąć, ponownie przytulić. Możemy nawet o Nim zapomnieć, ale On nie zapomina o nas. Kolejną lekcją, którą czerpiemy z życia Błogosławionego, jest to, że nic nie może się dokonać bez modlitwy, która daje odwagę i siłę niezbędne do naszego działania. Początkowo Longo chciał stworzyć bractwo dla chłopów z Doliny Pompejańskiej, miejsce, gdzie mogliby odmawiać różaniec. Nic więcej. To, że udało mu się zbudować cudowne sanktuarium, oraz jego dzieła miłosierdzia są zasługą tego, że modlił się i działał, zawsze czując się bezużytecznym sługą i ufając Opatrzności. To Bóg wyznaczył mu drogę, wołał go i prosił, by poszedł za Nim drogami, które dla niego wyznaczył. Bartolo Longo uczy nas także pokory. Jest założycielem sanktuarium, dzieł społecznych, a nawet miasta, ale w jego słowach nigdy nie było dumy, osobistej pychy. To Bóg działał, a nie on, który był narzędziem w rękach Ojca. Jego umiejętność współpracy wynikała z pokory. Longo prosił o opinię, prosił o pomoc, radził się. Znana jest np. jego korespondencja ze św. Janem Bosko i św. ojcem Pio z Pietrelciny. Swoim przykładem mówi nam, że jesteśmy Kościołem i że bez innych nie możemy tak naprawdę nigdzie dojść. „Ojcze nasz” mówimy na modlitwie, której naucza nas Jezus, a nie „Ojcze mój”. Ku zbawieniu kroczymy razem jako bracia.

Królowa Różańca ŚwiętegoZamów to wydanie "Królowej Różańca Świętego"!

…i wspieraj katolickie czasopisma!

To tylko część artykułu… Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego"

Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup rolę, jaką sanktuarium w Pompejach odgrywa w katolicyzmie na poziomie globalnym?

Sanktuarium odwiedzane jest każdego roku przez miliony pielgrzymów i jest światowym centrum wiary. Według statystyk ponad 62% zagranicznych wiernych, którzy w 2019 r. pielgrzymowali do Pompejów, pochodziło z Polski. Pamiętam pytanie, które św. Jan Paweł II zadał młodym, którzy przybyli do ​​Rzymu na Światowe Dni Młodzieży w 2000 r. Było to 15 sierpnia owego roku, kiedy zapytał: „Po co przyjechaliście? A raczej do kogo przyjechaliście?”. Zadajmy sobie również to pytanie: czego lub kogo przychodzą szukać wierni przybywający do miasta maryjnego? A następnie polecam wszystkim, aby przeczytali list apostolski, który papież Franciszek opublikował 11 lutego 2017 r., zatytułowany „Sanctuarium in ecclesia”. Ojciec Święty pisze: pielgrzymi w sanktuariach „doświadczają głębokiej bliskości Boga, czułości Dziewicy Maryi i towarzyszenia świętych: jest to doświadczenie prawdziwej duchowości, która nie może być umniejszona, co byłoby niedocenieniem dzieła Ducha Świętego i życia w łasce. Wiele sanktuariów było postrzeganych jako ważna część życia osób, rodzin i społeczności, które ukształtowały tożsamość pokoleń i wpływały na historię niektórych narodów”. Sanktuarium w Pompejach z jego historią, ze świadectwami świętych, którzy modlili się u tronu ​​Matki Bożej, nieustanna modlitwa, wiara, która również dzisiaj staje się miłosierdziem, mówią o Bogu i głoszą współczesnemu człowiekowi z każdego zakątka Ziemi Dobrą Nowinę, wyzwolenie z grzechu i ze śmierci, pewność, że Ojciec stworzył nas dla radości, która nigdy się nie skończy. I to jest najgłębsze pragnienie człowieka.

Czy zdaniem Księdza Arcybiskupa współczesny świat potrzebuje modlitwy różańcowej, czy wręcz przeciwnie – ma ona obecnie mniejsze znaczenie i stopniowo staje się mniej skutecznym środkiem pomocy wierzącym?

Powiem Panu, również ze względu na moje osobiste doświadczenie, że ​​tam, gdzie ludzie modlą się na różańcu, tam dzieją się cuda. To jest stwierdzenie faktów. Kiedy odmawia się „Zdrowaś, Maryjo” i medytuje nad tajemnicami, nawiązuje się dialog z Bogiem. Na pozór wydaje się, że ta modlitwa jest zawsze taka sama, powtarzalna, ale w rzeczywistości różaniec przypomina trochę Ewangelię. Nie zmienia się, a jednak przemawia do dzisiejszego człowieka, tak jak czynił to wobec człowieka z 1200 r., kiedy św. Dominik Guzmán zaczął go rozpowszechniać. Jest to stara modlitwa, ale zawsze aktualna. Ludzkość potrzebuje dziś pokoju! A różaniec jest także modlitwą pokoju i o pokój. Jest to również modlitwa za rodzinę, którą św. Jan Paweł II w liście apostolskim „Rosarium Virginis Mariae” opisał jako „komórkę społeczeństwa coraz bardziej zagrożoną na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa”. Papież Wojtyła wzywał do odmawiania różańca w rodzinie i traktował go „jako skuteczną pomoc, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki”.

Był Ksiądz Arcybiskup w Rwandzie, w Afryce, krótko po ludobójstwie. Jaką rolę odegrał Kościół w pojednaniu narodów prowadzących spór?

Ludobójstwo spowodowało wiele ofiar, które według niektórych szacunków sięgnęły miliona. Śmierć ponieśli m.in.: 3 biskupów i 102 kapłanów, duża liczba zakonników i zakonnic oraz włoska świecka misjonarka Antonia Locatelli. Jednocześnie jednak wielu ludzi zostało zabitych w kościołach, gdzie szukali schronienia, i często chrześcijanie popełniali te nieludzkie akty przemocy. W następnych latach Kościół, któremu początkowo brakowało zaufania ze strony państwa, zaczął współpracować z władzami publicznymi na rzecz pojednania narodowego i umocnienia pokoju. Zrobił to, przede wszystkim przyznając się do błędów i prosząc o wybaczenie, co uczynili św. Jan Paweł II podczas Jubileuszu 2000 r. oraz papież Franciszek 20 marca 2017 r. podczas spotkania z prezydentem Rwandy Paulem Kagame. Ojciec Święty wezwał „do oczyszczenia pamięci”, do promowania nadziei na przyszłość, do współpracy w obronie godności każdego człowieka i wspólnego dobra. Kościół w Rwandzie codziennie pracuje nad przywróceniem wartości dialogu między grupami, plemionami i osobami. Jest to niezbędna i złożona praca, która wymaga zaangażowania się w przełamywanie konkretnych przyczyn podziału i w wychowywanie ludności, zwłaszcza młodych, do braterstwa i równości. Chciałbym tu przypomnieć, że 29 czerwca 2010 r. w mojej obecności, jeszcze jako nuncjusza apostolskiego w Rwandzie, biskup diecezji Gikongoro w Kibeho ogłosił autentyczność objawień Madonny trzem osobom w latach 1982–1983. Sanktuarium Naszej Pani Bolesnej w Kibeho stało się miejscem pielgrzymkowym wiernych z całego świata; to tam wybrzmiewa orędzie Matki Bożej o nawróceniu, pokucie i pojednaniu.

Jak postrzegane jest chrześcijaństwo w Afryce i Azji? Czy istnieje między nimi przeciwwaga i nadzieja na odnowienie wiary katolickiej w Europie, która staje się coraz bardziej świecka?

Według opublikowanego w marcu br. „Annuarium statisticum ecclesiae 2017” liczba katolików na świecie stale rośnie. Liczba ta jest dodatnia, szczególnie w Afryce i Azji. Nie używałbym tu jednak kategorii „przeciwwagi” ani też polegał wyłącznie na rachunkach statystycznych, które wykazują „bilans” dodatni. Ochłodzenie wiary wśród europejskich katolików stanowi poważny problem, z którym trzeba się zmierzyć, a wzrost liczby wierzących na innych kontynentach jest faktem pozytywnym, ale niewystarczającym, by uspokoić obecną sytuację na Zachodzie. Nadzieja jednak nie gaśnie. Potrzeba Boga, powiedziałbym: tęsknota za Bogiem, wciąż istnieje w sercu człowieka, nawet w Europie. Tylko od Niego pochodzą słowa życia wiecznego, odpowiedzi na nasze uzasadnione pragnienie bycia szczęśliwym. Właśnie wtedy gdy ciemność jest naprawdę gęsta, światło staje się jeszcze jaśniejsze. Od nas, europejskich katolików zależy, aby ci, którzy są daleko, zrozumieli piękno wiary w Boga, ponieważ istotą chrześcijaństwa nie są przepisy, których należy przestrzegać, ale miłość. Z drugiej strony nam, chrześcijanom, naprawdę nie wolno tracić nadziei. To byłby poważny grzech.

Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia różnice między pobożnością Polaków i Włochów? Czym Polska wywarła na Waszej Ekscelencji wrażenie?

Z pewnością istnieją różnice w tradycjach, zwyczajach i pobożności. Z drugiej strony, nawet w tym samym kraju zmieniają się formy, w jakich wiara jest przeżywana w różnych miastach. Jednak treść jest zawsze taka sama i jest zawarta w wyznaniu wiary. Jezus, Syn Boży, staje się człowiekiem, żyje, cierpi, umiera i zmartwychwstaje. Polscy katolicy dają świadectwo głęboko zakorzenionej wiary, która pozwoliła chrześcijaństwu przetrwać w najtrudniejszych momentach w historii ich wielkiego narodu. Można ­nawet powiedzieć, że wiara właśnie z powodu doświadczanych udręk stała się jeszcze silniejsza, wzmacniana również krwią męczenników. Jak nie wspomnieć o św. Maksymilianie Marii Kolbem, który poniósł śmierć męczeńską w obozie zagłady Auschwitz 14 sierpnia 1941 roku? Podając swoje ramię oprawcy, aby wstrzyknął mu śmiertelny zastrzyk, wypowiedział ostatnie słowa: „Zdrowaś, Maryjo”. Nie możemy też zapominać o pontyfikacie św. Jana Pawła II, którego postać ożywiła wiarę polskich katolików. Dziękujemy za rozmowę!

Rozmawiali mw i stg

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o

Zanim skopiujesz, napisz do nas.