Miłość pod niebem: Trwanie

„Trwajcie w miłości Mojej” (J 15,9b) – ten cytat z Pisma Świętego widnieje na ikonie podarowanej mojemu mężowi i mnie przez kapłana błogosławiącego nasz związek małżeński. Ikona, zwana Ikoną Małżeńską, towarzyszy nam od dnia zaślubin. Autorem pierwowzoru był bułgarski artysta działający w Polsce – Ventzislav Piriankov. Wizerunek został poświęcony przez metropolitę poznańskiego biskupa Stanisława Gądeckiego w 2005 roku, podczas XI Międzynarodowego Zjazdu Animatorów Spotkań Małżeńskich. Od tego momentu funkcjonuje jako Ikona Spotkań Małżeńskich. Jej wymowa jest niezwykle symboliczna.

Ikona przedstawia kobietę i mężczyznę. Znajdują się oni na pierwszym planie i są zwróceni ku sobie. Wyeksponowanie pary stanowi symboliczne podkreślenie wartości związku małżeńskiego. Odzwierciedla piękno rzeczywistości, jaka staje się codziennością poślubionych sobie osób. Twarze małżonków ukazanych na ikonie czule stykają się ze sobą. W ten sposób przypominają prawdę o zjednoczeniu męża i żony, którzy stają się jednym ciałem (Mt 19,6). Postacie nie wpatrują się jednak w siebie. Obie zdają się patrzeć w dal. Zupełnie tak jakby chciały swoją postawą powiedzieć nam, że „miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku” (Antoine de Saint­-Exupéry). Jedność małżeńska, którą się cieszą, nie jest przeżywana wyłącznie w wymiarze ziemskim. Wykracza ku temu, co duchowe, boskie i wieczne. Wskazuje na to krzyż znajdujący się za parą. Jeżeli wpatrzymy się w ikonę, będziemy w stanie dostrzec w niej także postać Chrystusa, która – choć dyskretna, niemalże niezauważalna – przenika życie małżonków, nadaje mu smak i sens, dokonuje w nim cudów. Obecność Pana Jezusa jest podkreślona również poprzez wypisanie słów wezwania, które wypowiedział: „Trwajcie w miłości Mojej” (J 15,9b). Warto przyjrzeć się im bliżej w kontekście Ewangelii.

Chrystus wypowiedział je po symbolicznym przedstawieniu siebie jako krzewu winnego, nas jako latorośli owego krzewu i Boga jako tego, który zajmuje się owym krzewem (por. J 15,1–11). Jeżeli będziemy latoroślą nieprzynoszącą owocu, Pan – jako ogrodnik – będzie mógł nas odciąć. Jeśli jednak nasze życie będzie owocne, Bóg oczyści nas i doda nam łask, abyśmy przynosili „owoc obfitszy” (J 15,2). Co więcej, Jezus zapewnia, że my już jesteśmy czyści dzięki słowu, które do nas skierował. Zatem jedyne, choć nie najłatwiejsze, zadanie, jakie stoi przed nami, to trwanie w Chrystusie. Ono jest warunkiem przynoszenia owoców, ponieważ bez udziału Boga nic nie możemy uczynić… Co jednak oznacza to w praktyce?

Jezus objaśnia nam tę kwestię bardzo konkretnie: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,10). Bezmiar dobra, które może stać się naszym udziałem dzięki postawie przestrzegania dekalogu i wypełniania największego przykazania – miłości Boga, bliźniego oraz siebie, jest nieograniczony. Jezus zapewnia nas bowiem o hojności Stwórcy: „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami” (J 15,7–8). Podkreśla również, że Jego zachęta wynika z czystej, bezgranicznej miłości do nas: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15,9). Życie z Nim nie ma być jednak „sztuką dla sztuki”. Jego celem jest zjednoczenie się z Bogiem w pełni szczęścia: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11).
Pochylmy się jeszcze nad słowami Jezusa: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym (…), wy – latoroślami” (15,1–5). Chrystus, podkreślając swoją autentyczność („prawdziwy krzew winny”), czyni to świadomy pokus, z którymi musi mierzyć się człowiek. Spodziewa się, że świat będzie próbował budować związki międzyludzkie inaczej, niż pragnie tego Bóg, opierając się na fałszywych wizjach – prowadzących na manowce, wypaczających piękno relacji. Tymczasem czy może być piękniejszy ­obraz miłości małżeńskiej – Chrystus jako krzew i małżonkowie jako latorośle zdolne owocować?

Skojarzenie miłości małżeńskiej z winnicą nie jest w Biblii odosobnione. Pojawiło się w Starym Testamencie: „Małżonka twoja jak płodny szczep winny we wnętrzu twojego domu. Synowie twoi jak sadzonki oliwki dokoła twojego stołu” (Ps 128,3) i w ­Nowym – przemiana wody w wino podczas wesela w Kanie Galilejskiej. Zauważmy, że pierwszy cud, jakiego dokonał Jezus, powstał po to, by sprawić konkretne dobro właśnie dla małżonków i bliskich im osób, którzy byli gośćmi na ich weselu. Niech nie ujdzie naszej uwadze także jeszcze jedna ­istotna okoliczność – to Maryja stała się inspiracją Jezusowego cudu.

W tamtych czasach wino było napojem podstawowym. Jego niedosyt mógł stać się przyczyną zhańbienia pary młodej. Maryja dostrzegła, że na weselu zabrakło wina. Czy zobaczyła to jako pierwsza? Czy usłyszała pełną niepokoju rozmowę nowożeńców martwiących się o to, że nie starczyło im wina dla gości? Właśnie tak wyobrażam sobie tę scenę: Para młoda, która być może nie jest zbyt majętna, spostrzega, że na ich przyjęciu zaczyna brakować wina. Oddalają się i na uboczu zaczynają o tym rozmawiać. Są smutni i zaniepokojeni. Może zdenerwowani? Może już nawet pokłóceni? Maryja dostrzega ich zatroskanie i postanawia zareagować. Zwraca się do Jezusa słowami: „Nie mają już wina” (J 2,3). W tym krótkim zdaniu ujawnia się niezwykłe bogactwo Matki Bożej. Nie wymienia Ona imion nowożeńców; nie mówi, że młodym zabrakło wina, by nikt tego nie podsłuchał, nie rozniósł dalej. Wypowiadając zacytowane wyżej słowa, prosi Chrystusa o wsparcie.

Ona wiedziała, że Syn Boży ma moc zdziałania cudu, zaradzenia tej sytuacji. Jednocześnie miała przekonanie, że nowożeńcy nie będą w stanie poradzić sobie z nią sami (por. „beze Mnie nic nie możecie uczynić” – J 15,5). Z tego powodu, w ich imieniu, zwróciła się do Jezusa. Zastanawia Jego odpowiedź: „czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2,4). Z jednej strony może wskazywać na interwencję Maryi i następujący po niej cud jako na moment, od którego każda ziemska sprawa człowieka stała się sprawą Jezusa i Maryi. Z drugiej – podkreśla, że każdy z nas może zwracać się do Matki Bożej i Jej Syna, którzy objawili się nam jako zatroskani o nasz los.

Zauważmy, że Maryja zadbała także o to, by ludzie byli zdolni wypełnić wolę Pana, stać się narzędziami Jego łaski i współuczestnikami cudu. Mowa o sługach, którzy na prośbę Maryi („zróbcie wszystko, cokolwiek wm powie” – J 2,5) realizują polecenie Chrystusa i napełniają naczynia wodą. Cud się dokonuje, a woda, która stała się najlepszym wina, przynosi młodej parze uznanie starosty i pomnaża weselną radość.

Obecność Maryi w życiu nowożeńców z Kany była cicha, dyskretna. Dziś wiemy, że to właśnie wtedy Maryja objawiła się światu jako opiekunka małżeństw. W życiu każdej rodziny czasem „brakuje wina”. Jest sporo miejsc, w których żyje się tylko o „chlebie i wodzie”. Nie ma smaku, radości, pełni życia. Przyćmiewa nas zatroskanie o mnóstwo spraw, także o to, co powiedzą inni. Boimy się o dziś i o jutro. Z tym wszystkim warto stawać wobec Jezusa i Maryi, ponieważ od momentu cudu w Kanie nasze sprawy stały się ich sprawami. Trwanie w miłości Chrystusa, zwłaszcza w małżeństwie, nie zawsze jest spektakularne. Czasem przypomina mozolne, nieustannie powtarzane napełnianie stągwi wodą. W ten sposób jednak, realizując przykazania Boga, uda nam się zachować dobre wino aż do końca, a w życiu małżeńskim chodzi właśnie o to, by miłość (prze)trwała.

Patrycja Pierzynka

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o