Nie ma zamkniętej drogi powrotu

Rozmowa z ks. Piotrem Dzedzejem, kapłanem z 25 letnim stażem kapłańskim, autorem książki „Porzucone sutanny”.

Co było dla Księdza impulsem do napisania książki „Porzucone sutanny”?

W tym czasie przeżywam 25 lecie kapłaństwa. W 2004 roku, kiedy miałem 10. rocznicę mój kolega z rocznika odszedł z kapłaństwa. Wcześniej zdawałem sobie sprawę, że księża odchodzą, ale kiedy odszedł Rafał, zastanawiałem się dlaczego? Tym bardziej że, nikt się tego nie spodziewał. Wiadomo, że pewne sprawy ludzie kryją w sobie, ale mimo wszystko  zawsze coś można wywnioskować z obserwacji. Mieszkaliśmy w pobliskich parafiach i to był dla mnie taki mały szok. Po jego odejściu długo z nim rozmawiałem, co się nie zdarzało nam wcześniej. W tym czasie organizowałem spotkanie rocznicowe z okazji dziesięciolecia kapłaństwa. Kiedyś w pewnej gazecie opisałem, co myślę o byłych księżach. Zwykle człowiek się nie zastanawia, dlaczego ktoś zrezygnował albo jakie miał  powody. Ale to odejście kolegi zaczęło mnie bardziej zastanawiać. Wtedy też zacząłem drążyć temat.

Jakie są według Księdza główne przyczyny porzucania kapłaństwa? 

Nie da się wymienić. Wszystko jest złożone i bardzo indywidualne, osobiste. Mogę tylko coś wywnioskować na podstawie tego, co ktoś  sam o sobie opowie. Wtedy można określić przyczynę. Przede wszystkim to jest brak akceptacji siebie jako księdza. Od tego trzeba wyjść. Wtedy zaczyna się równia pochyła. Człowiek przestaje się modlić, bardziej skupia się na innych, zaczyna się zastanawiać dlaczego jestem tu a nie tam, dlaczego przełożeniu wysłali kogoś na studia a mnie nie.

Pojawiają się takie ludzkie wątpliwości.

Tak. Wychodzą  takie dziwne sprawy. Myślę że to zły duch działa przez to i później to się już toczy. Brak modlitwy, niezadowolenie z tego co się wykonuje, rodzą się kompleksy i temu podobne.

A czy zna Ksiądz przypadki powrotu po porzuceniu kapłaństwa?

Oczywiście. Podczas promowania mojej książki otrzymałem od wydawnictwa propozycję napisania kolejnej pt. „Ocalone sutanny”. Niestety było to nie do zrealizowania. Ktoś kto po latach powrócił do kapłaństwa będzie miał trudności z wypowiadaniem się na ten temat. Ale to dobrze, że są powroty. Bo mówi się tylko o tych, którzy porzucili kapłaństwo. A nie o tych którzy powrócili po kryzysie.

Mówił ksiądz, że porzucenie stanu duchownego wiąże się z wcześniejszym porzuceniem modlitwy. Jak wygląda sprawa modlitwy za księży? Czy różaniec może być pomocny?

Kiedyś pojechałem do kolegi, który porzucił sutannę. Poprzednio był misjonarzem w Kazachstanie i tam miał wypadek. Poparzył się po czym wrócił do Polski. Czuł brak zainteresowania przełożonych, martwił się że mu nie pomagają. Zacząłem odmawiać za niego różaniec. To trwało dwa lata i poprosił o powrót. Przyjęto go. Nie miał suspensy więc sprawa została załatwiona bardzo szybko. Później razem pojechaliśmy do Medjugorie z wiernymi. Tam spotkałem Pana, który już od 20-30 lat organizuje pielgrzymki. Od niego dowiedziałem się ze zna przypadki księży, którzy jechali z wiernymi na pielgrzymkę i mieli zaplanowane porzucenie kapłaństwa. Po dojeździe do Medjugorie podejmowali jednak decyzję o pozostaniu przy kapłaństwie. Jest to dla mnie namacalny dowód skuteczności różańca. Od tamtej pory staram się często modlić modlitwą różańcową. Szczególnie za tych, którzy porzucili kapłaństwo. Zwykle nie są to przypadki bez powrotu, gdy np. ktoś związał się z kobietą, wziął ślub i odwrotu nie ma. Wydaje mi się, że większość chcących odejść ze stanu kapłańskiego nie ma wszystkiego zaplanowanego, typu mieszkanie, praca, rodzina. Początki są takie, że nie ma zamkniętej drogi powrotu. No i w tym momencie modlitwa, szczególnie różańcowa, może jeszcze wiele zmienić. Najważniejsze to, by utrzymać kontakt z księżmi mającymi problemy.

By dawać im wsparcie?

Tak, właśnie. Jeżeli chodzi o możliwość powrotu, najważniejsze są bezpośrednie spotkania i modlitwa. Część jednak nie chcę wrócić. Kiedy zbierałem materiały do książki, spotkałem kilku, którzy odrzucali możliwość powrotu. Natomiast Ci, którzy zdecydowali się na powrót, podkreślają wartość pomocy innych ludzi oraz modlitwy.

Co najbardziej pomaga w wytrwaniu w powołaniu, poza tym wsparciem i modlitwą?  

Otwartość serca i wola bycia kapłanem. Potrzebna jest także świadomość trudności. Być może księżom żyje się łatwiej  pod względem materialnym od innych stanów. Są jednak inne niebezpieczeństwa.

Wydaje się, że w społeczeństwie widać wzrost nastrojów antyklerykalnych, zwłaszcza po filmie na temat pedofilii w Kościele.

 Ja to jednak inaczej odbieram. Myślę że mnie to w ogóle nie dotyczy. Jeżeli ktoś jest zdrowy, nie musi się obawiać, że nagle odczuje zainteresowanie niewłaściwą osobą. Co przypomina mi, że są przypadki odejść z powodów zdrowotnych. Nie z powodów somatycznych ale psychicznych. Często wynikają one z samotności, braku bliskiego kontaktu, możliwości rozmowy. Kiedy jest złamana psychika.

Czyli często choroba była przed seminarium albo potem się ujawniła?

Tak. Kiedyś rozmawiałem z byłym księdzem, który odszedł z kapłaństwa po sześćdziesiątce, potem dowiedział się, że cierpi na schizofrenię i to choroba podobno skłaniała go do pójścia do seminarium. Trzeba jednak brać pod uwagę że porzucenie kapłaństwa może być spowodowane chorobą.

Niektóre choroby trudno zdiagnozować.  Np. choroba afektywna dwubiegunowa.

Niektórzy kapłani wstydzą się że są chorzy, że musieliby się leczyć. A jeżeli się nie leczą, stan się pogarsza.

Czy święcenia takich chorych osób są ważne?

Nie, raczej nie. Nie jestem kanonistą ale nie sądzę. Podobnie jest z unieważnieniem małżeństwa. To kwestia jakiegoś rozeznania i udowodnienia.

Co wierni powinni zrobić w sytuacji, kiedy ksiądz odchodzi?

W czasopiśmie „Idziemy” redaktor przywołał taką historię, że ksiądz ogłosił odejście, a ludzie bili brawo… Ktoś mi powiedział, że teraz takie czasy, że celibat to przeżytek. Byli księża, których znam, którzy teraz mają rodziny, mówią mi że niemożliwe, by być jednocześnie ojcem rodziny i księdzem, a przecież mają teraz własne obserwacje. Znałem rodzinę, gdzie brat był organistą, a drugi księdzem i on po mszy odłożył sutannę na ołtarz i powiedział że odchodzi. Nie wiem jak to odczytywać. Może chodzi o takie doświadczenie, że ksiądz to jest alter Christus, to jest niezmienne, ale u ludzi się przyjęło, że ksiądz jest święty. Tylko, że niektórzy czekają na jego błędy i jak coś wyśledzą, to się cieszą.

Że nie taki święty. 

Tak, nie ma takiego myślenia, że jak coś wynajdą, to żeby pomyśleli o tym, żeby pomóc człowiekowi wytrwać w powołaniu. W książce pojawia się rozmowa z księdzem, który ma już prawie 100 lat, a który wrócił do kapłaństwa. Zawsze warto wrócić nawet po największych przewinach. Trzeba, żeby ludzie o tym wiedzieli, bo ci którzy klaskali, to znak, że akceptują jakieś jego przewiny. To jest taka religijność obrzędowa, rytualna.

To jak powinni parafianie podchodzić do kapłanów, żeby im pomagać?


Zamów to wydanie "Królowej Różańca Świętego"!

…i wspieraj katolickie czasopisma!

To tylko część artykułu… Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego"

Przede wszystkim nie plotkować. Dokładnie nie wiedząc, żeby czegoś nie rozsiewać. Ja od niedawna jestem proboszczem i widzę, że w tych mniejszych miejscowościach  ludzie dużo gadają i największym tematem są pieniądze i na co ksiądz wydał. Brak zaufania. Księżom żyje się dobrze, lepiej niż innym stanom, oczywiście nie mówię o najbogatszych.  

Duchowni nie powinni skupiać się na sprawach materialnych?

Absolutnie tak. To wynika z zaleceń papieża Franciszka. Duszpasterz nie może być fryzjerem swoich owiec. Nie powinno się pobierać opłat za sakramenty. Są jednak tacy księża, którzy pobierają opłaty, posiadają nawet cenniki. Wiem to od moich dobrych znajomych. Dlatego wierzę, że te informacje są niestety czasem prawdziwe. Mamona, że tak powiem, może czasem zniszczyć kapłaństwo.

A czy tutaj nie mogą pomóc Rady Parafialne?

Mogłyby. Nie ma tutaj żadnych instrukcji. Takie sprawy rozstrzyga proboszcz. Wiem z innych diecezji że biskup czasami wydaje zarządzenie w tej sprawie. 

Chciałabym zapytać o św. Jana Maria Vianneya. Jest patronem proboszczów. Uważam że wszyscy seminarzyści powinni go dobrze poznać by mieć dobry punkt odniesienia.

 Ja tę postać poznałem w czasach seminarium, podczas rekolekcji. Od rekolekcjonisty usłyszałem historię, którą zapamiętałem na całe życie. Kiedy Jan Maria Vianney otrzymał parafię w Ars, pierwszą sprawą, o którą zadbał, było wspaniałe tabernakulum, które taszczył na wózku przez 40 kilometrów. Chciał umieści Pana Jezusa w godnym miejscu. Wtedy inaczej się podchodzi do adoracji.

Ksiądz Vianney stawiał na pierwszym miejscu troskę o piękno domu Bożego.

Oczywiście, zaczynając od miejsca dla Pana Jezusa. Chodziło o ukierunkowanie, aby ksiądz wiedział co jest najważniejsze.

Także w swoim życiu

Tak. Teraz może patrzę na to inaczej, wyremontowałem kościół, plebanię. Robi się z tego duszpasterstwo remontowo-budowlane. Ale gdzie życie duchowe, także swoje własne. Jak tu znaleźć czas aby dobrze prowadzić swoich parafian?

Może księża są przepracowani?

Słyszę jednak często o księżach misjonarzach, którzy pracują w strasznych warunkach, a odchodzą z kapłaństwa dużo rzadziej niż pracujący w warunkach komfortowych. 

Może potrzeba większego zaangażowania parafian. Wielu jest chętnych pomóc proboszczowi. 

Sam tego doświadczam. Dopiero po latach będziemy mogli ocenić co z tego wyszło. Ale już są dobre symptomy  kiedy zaangażuje się ludzi. Trzeba tylko dotrzeć do właściwych osób i je „złowić”. Wracając do św Jana Marii Vianneya, pomyślałem o wprowadzeniu ogólnopolskiego dnia proboszcza. Jest oczywiście dzień kapłana, Wielki Czwartek, ale to wszystko.

Bardzo ciekawy pomysł.

Bo takie, w cudzysłowie, akcje, otwierają oczy i tak przyciągają, żeby wziąć Jana Vianneya za patrona i żeby tę modlitwę odmawiać, którą on podyktował, i tak dalej. Uważam, że to co pani mówi podnosi ten temat, że to jest warte rozpowszechnienia.

W książce poruszył ksiądz też temat powołań „na siłę”, kiedy rodzina, czy matka nakłania do zostania księdzem.

 No tak, ale to są święcenia nieważne.

Niektórzy myślą, że „wymodlę to powołanie”, albo wywierają presję na syna, bo takie mają marzenie.

Tak, od urodzenia, szczególnie samotne matki. To wiemy z tego, co widzimy u tych, których znamy. Potrafią wychować kogoś na księdza. Przynajmniej na zewnątrz.

 Czy nie ma wciąż takiej mentalności w małych miejscowościach?

Jest, ale teraz już coraz mniej. Z moich czasów seminaryjnych pamiętam, że był taki chłopak. Po latach się okazało, że jego ojciec był w seminarium, potem zrezygnował, i przez to na siłę swojego syna chciał zrobić księdzem. Na całe szczęście jednak nie został. Mówiliśmy, że jest takie zjawisko ze strony matki, a jeśli od ojca, to tworzy się taki cykl, że on nie został księdzem, to może syn by został. Takie siłowe rozwiązanie.

Wracając do modlitwy, jak możemy zachęcić naszych czytelników do wsparcia kapłanów?

Rozpowszechniacie nowennę i różaniec, to jest wielkie dzieło Boże. Może by tak zachęcić do różańca za kapłanów, w jakiejkolwiek formie. Wiem, że czytelnicy się modlą tzw. margaretkami, ale modlitwy nigdy za wiele.

Zwłaszcza za proboszczów.

Tak, zwłaszcza za proboszcza.  Dlatego ważny jest ksiądz jako pasterz. Osoba, która kieruje, ma ogromną odpowiedzialność. 

Bardzo dziękuję za rozmowę. Myślę, że „Porzucone sutanny” to ważna książka i każdy powinien ją przeczytać, a w szczególności duszpasterze seminarzystów. 

Również bardzo dziękuję za rozmowę i wasze dzieło. Modlę się za was.

To tylko część artykułu… Całość przeczytasz w "Królowej Różańca Świętego"

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o