Różaniec rowerowy. Rozmawiamy z jego wynalazcą, Franciszkiem Rakowskim

Jest pan rowerzystą jeżdżącym z pasji czy dla sportu?

Jeżdżę trochę aktywniej niż tylko użytkowo. Lubię wycieczki rowerowe, ale też często jeżdżę po mieście, a do pracy, codziennie, kiedy jest sezon.

Pytam, ponieważ też jeżdżę na rowerze i dotąd nie próbowałem modlić się na różańcu jadąc. Jak pan na to wpadł, że można połączyć te dwie czynności?

To była potrzeba chwili. Mianowicie, jestem osobą, która pracuje na etat, a pracuję dużo. Oprócz tego mam żonę, trójkę dzieci i jeszcze kilka innych zaangażowań. I po prostu nie starczało mi czasu na modlitwę. Pomyślałem sobie, że czas spokojnej jazdy po ścieżce rowerowej mogę wykorzystać na modlitwę różańcową.

Widać, że tak łączy się przyjemne z pożytecznym. Można też powiedzieć, że w zdrowym ciele, zdrowy duch.

Rowerowy różaniec jest dla tych, którzy jeżdżą na rowerze, a nie mają czasu na modlitwę, aby mogli modlić się na różańcu. Ale też dla tych, którzy modlą się na różańcu, a nie jeżdżą na rowerze, po to, żeby zaczęli jeździć na rowerze. Tak więc różaniec rowerowy stymuluje zarówno rozwój duchowy, jak i też powoduje, że dbamy o kondycję fizyczną.

Jak doszło do tego, że wymyślił pan różaniec rowerowy?

Kilka razy w trakcie jazdy rowerem, różaniec zaplątał się wokół manetki hamulca. Raz nie wyhamowałem przed pieszym, raz byłem już za blisko ulicy, i ciężko mi się hamowało. Pomyślałem sobie, że trzymanie takiego różańca łańcuszkowego na kierownicy nie należy to do rzeczy bezpiecznych. Wpadłem na pomysł, że chciałbym mieć taki różaniec, który da się przestawiać nie trzymając sznurka w ręce. Zacząłem szukać, czy takiego różańca nie ma już na świecie. W końcu znajdujemy się w takiej chwili historii, że większość rzeczy już zostało wymyślonych.

Jaki był wynik poszukiwań?

Zdziwiłem się, bo nic nie znalazłem. W tym czasie pracowałem na uniwersytecie i zajmowałem się różnymi teoretycznymi sprawami. Pomyślałem sobie: „A, zrobię w końcu coś praktycznego, przydatnego dla mnie i dla innych ludzi”. Na początku pomyślałem, że to będzie taki przedmiot, który będzie wyprodukowany w małej ilości np. drukarkach 3D, po dwadzieścia czy pięćdziesiąt sztuk, dla mnie i dla moich przyjaciół. W momencie, kiedy zacząłem się zastanawiać, jak kto można zrobić, odezwałem się do mojego starego przyjaciela, Jana Buczka, który jest po wzornictwie przemysłowym na ASP i jest projektantem. I okazało się, że w takiej technologii małoseryjnej tego nie da się dobrze zrobić. Że trzeba zainwestować w linię produkcyjną. To miał być większy projekt, także droższy dla mnie, jako inwestora. To był taki moment na zastanowienie się z żoną, czy kupujemy samochód dla powiększającej się rodziny, czy jednak pojeździmy jeszcze starym samochodem, a za to zainwestujemy w tzw. formę wtryskową, czyli element linii produkcyjnej, na której powstaje różaniec rowerowy. Podjęliśmy decyzję, że zainwestujemy, a wtedy trafiliśmy na bardzo fajnych współpracowników, na fabrykę w Łodzi, która zgodziła się, żeby produkować różańce według naszego wzoru.

To tylko fragment artykułu

Drodzy Czytelnicy, dostęp do niektórych treści jest ograniczony

Dostęp do artykułów o różańcuTen artykuł jest dostępny w wydaniu papierowym "Królowej Różańca Świętego".

Zamów – to tylko 5 zł z wysyłką!

Dostępne są prenumeraty oraz pojedyncze wydania.

Druga możliwość: dostęp przez internet!


Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o