Świadectwa nowenny pompejańskiej

Mąż: Na własnej skórze doświadczyłem walki

Jestem po odmówieniu trzech nowenn pompejańskich. O modlitwie tej dowiedziałem się w bardzo trudnym okresie mojego życia – załamanie nerwowe, utrata rodziny (głównie na własne życzenie). O modlitwie powiedział mi mój ksiądz proboszcz. Początki pierwszej nowenny były bardzo trudne. Zły na wszelkie możliwe sposoby przeszkadzał (choć niektórzy mogą wziąć te fakty za science fiction) – między innymi odgłosy upadania różnych przedmiotów w moim otoczeniu (słyszeli to też inni, jednak fizycznie nic nie upadało), brzydkie zapachy spalenizny w zamkniętym pomieszczeniu, problemy z uruchamianiem komputerów, dziwne telefony w czasie modlitwy, zerwany krzyżk z szyi (pomimo że oczko łańcuszka było całe), że nie wspomnę o „głosie” jakby acz tyłu głowy, który obrażał Matkę Przenajświętszą w czasie odmawiania nowenny pompejańskiej.

Pomimo tego wszystkiego modliłem się dalej. W trakcie odmawiania pierwszej nowenny w intencji dotyczącej mojego sakramentalnego małżeństwa rozpocząłem drugą – o uwolnienie. Nie zabrakło w tym czasie łask. Bóg pozwolił mi poznać wiele nowych osób, w tym księży, między innymi egzorcystę (z czego bardzo się cieszę, bo uświadomił mi, że wszystko ze mną jest OK, a te ataki złego – zapachy, odgłosy itp. – to normalna sprawa przy nowennie). Z tego powodu odwiedziłem również psychiatrę, aby dowiedzieć się, tak po ludzku, czy nie zwariowałem. Okazało się, że wszystko ze mną OK. Generalnie w tym okresie otrzymałem wiele łask. Każdą z nich poprzedzał jakiś znak. Na przykład gdy czekałem u psychiatry w poczekalni, w radiu odmawiano różaniec, pomimo że nikt inny, w tym lekarz, nie zwrócił na to uwagi. Otrzymywałem również inne łaski, na przykład nagle poprawiła się sytuacja finansowa w firmie, stałem się spokojniejszy i cierpliwy, silniejszy duchem. Odnalazłem na nowo Boga. Bywały momenty, że „namacalnie” czułem obecność Mamy Najświętszej i moich świętych, do których zanoszę swoje modlitwy. Bardzo pomagają mi św. Ojciec Pio, św. Jan Paweł II, św. Rita i św. Józef.

Moja pierwsza nowenna, zakończona w grudniu, nie spełniła się. Małżeństwo nadal jest w rozsypce – właściwie istnieje tylko na papierze. Druga nowenna, o nasze (moje i żony) uwolnienie, z mojej strony została wysłuchana, ze strony żony – nie wiem. Potem rozpocząłem trzecią nowennę, w intencji mojej zmiany (wiem, że to egoistyczne, ale chciałem być lepszym człowiekiem). Tym razem zły nie atakował w tak silny sposób jak za pierwszym razem. Były oczywiście momenty zwątpienia, pytania: czy warto? po co mi to? Matka Najświętsza obdarzyła mnie wielką łaską. Okulary, które wcześniej nosiłem, są obecnie dla mnie zbędne (powiem tylko, że bez okularów nie wychodziłem z domu, nie mogłem prowadzić auta). Kilka dni przed jej ukończeniem, po kłótni z żoną, z którą nie mieszkam kilka miesięcy, podjąłem decyzję – biorę rozwód. I powiedziałem to na głos. Wiecie, co się wtedy stało? Dosłownie kilkanaście sekund po tych słowach zadzwonił do mnie na komórkę ceniony ksiądz, który zajmuje się pomocą w trudnych małżeństwach. Oczywiście nie prosiłem go o to, aby do mnie zadzwonił, ani nie prosiłem go w ogóle o pomoc. Zbieg okoliczności… – powie ktoś. Tylko dlaczego zadzwonił po godzinie dwudziestej, w niedzielę? Przecież mógł w normalnych porach, na przykład w poniedziałek. Spotkałem się z tym księdzem. Udzielił mi kilku cennych rad.

Rozpocząłem kolejną nowennę, ponownie w intencji uwolnienia mojego małżeństwa, mnie i żony od złego. Mam poczucie, że to właśnie on miesza w tak wyrafinowany i wymyślny sposób, że nie jest mi dane odbudowanie mojego związku. Moja ukochana żona nadal jest jak skała, poświęcona całkowicie pracy.

Wierzę w to, że ukończę nowennę i nasza Mama Najświętsza uprosi u Boga, aby dał nam szansę naprawy małżeństwa. Zawierzam mu moją żonę i dzieci. Co ciekawe, gdy spisywałem swoje świadectwo, na początku zawiesił mi się komputer, a w trakcie pisania migał mi monitor. Istotnie – po tym, co przeżyłem wcześniej, nie robi to już na mnie wrażenia, bo wiem, kto za tym stoi. A niewierzącym, ateistom i niedopuszczającym do swojej świadomości istnienia Trójcy Świętej, Matki Boskiej i złego, który zrobi wszystko, aby was „zdobyć”, oświadczam: jeszcze kilka lat temu byłem taki jak wy. Nie dopuszczałem możliwości istnienia Nadprzyrodzonego, wszystko w życiu brałem na rozum. Bóg? Jaki Bóg? – myślałem. I wiecie co? Myliłem się. Na własnej skórze doświadczyłem walki, jaka codziennie, również w nocy, toczona jest o nasze dusze i zbawienie.

Mam nadzieję, że moje modlitwy przyniosą pozytywny efekt. Życzę, abyście byli blisko Boga i doświadczyli tylu łask miłosierdzia, ilu ja doświadczyłem. A będącym w kryzysach małżeńskich – nie traćcie wiary. Cierpliwość jest cnotą, a dobry Pan Bóg wie, co robi…

Leszek: Byłem zaślepiony swoim życiem

Witam wszystkich. Od dłuższego czasu zbierałem się, żeby napisać swoje świadectwo. O nowennie pompejańskiej dowiedziałem się z internetu. Z moją żoną jesteśmy małżeństwem od siedemnastu lat i przechodzimy kryzys małżeński. Cały ten kryzys wynikł z mojej winy, bo mało czasu poświęcałem swojej rodzinie, a zawsze liczyły się tylko moje sprawy. Do tego doszły moje zdrady, które wyszły na jaw. Moja żona na początku walczyła o nasze małżeństwo, ale ja miałem to wtedy gdzieś i nic nie docierało do mnie, bo byłem zaślepiony swoim życiem.

Podczas tego romansu Pan Jezus dawał już mi do myślenia poprzez bijące dzwony na niedzielną mszę. Za każdym razem, jak je słyszałem, to coś do mnie mówiło: „Chodź tutaj”, ale ja nie zważałem na to i dalej żyłem w grzechu, podczas gdy wcześniej chodziłem do kościoła i do komunii. To przyszło z dnia na dzień i sam nie wiem, jak to się stało, że zakończyłem to wszystko. Relacje z żoną były bardzo złe i mało bywałem w domu. Spaliśmy już oddzielnie, ja u córki w pokoju, a żona w naszym pokoju, bo sobie już nie życzyła. I po zerwaniu z tym wszystkim zacząłem walczyć o nasze małżeństwo, ale żona już nie chciała, bo była przekonana, że będzie rozwód.

Wtedy poszedłem do spowiedzi, zacząłem chodzić do kościoła i żarliwie modlić się i odmawiać różaniec, modlić się do św. Jana Pawła II, do św. Rity w intencji naszego małżeństwa. Potrzebowałem jednak czegoś dłuższego i zobowiązującego. Zacząłem więc szukać w internecie i natknąłem się na nowennę pompejańską. Od razu nie zacząłem jej odmawiać, bo się przeraziłem, że trwa tak długo i że nie podołam. Na początku wszystko mi się myliło, zapominałem. Modliłem się wtedy za uratowanie naszego małżeństwa. Wyciszyłem się, stałem się spokojny. Na części dziękczynnej przerwałem, bo zapomniałem odmówić nowennę. I wszystko zacząłem od nowa. Ta sama intencja pozostała, ale podczas tej nowenny zły tak walczył o mnie, że ze dwa razy różaniec się przerwał, a był nowy, zapominałem tajemnice różańca, nachodziły myśli, po co to robię, i tak nic się dobrego nie dzieje w naszym małżeństwie. Wszystko robił, abym jej nie dokończył. Nie udało mu się jednak tego dokonać.

Po nowennie zaczęliśmy się do siebie z żoną zbliżać, wyjeżdżać z dziećmi na wczasy. Wcześniej żona zarzekała się, że to już koniec i nic z tego nie będzie. Nawet zaczęliśmy spać w jednym łóżku i wróciło normalne życie małżeńskie. Każdy by myślał, że wszystko udało się pokonać z pomocą Matki Najświętszej. Cały rok było dobrze. Przez ten czas jednak już nie modliłem się tak gorliwie i nawet nie pomyślałem, żeby odmówić nowennę. Pod koniec tamtego roku zły powrócił. Żona powiedziała, że nie potrafi mi wybaczyć, pokochać i zaufać, bo dała sobie jakiś czas na to wszystko. I znowu wróciły łzy, płacz każdego dnia, oddalenie od siebie i powrót do przeszłości ze strony żony.

Zacząłem odmawiać drugą nowennę. W tej nowennie zły nie odpuszczał od samego początku. Przeszkadzał we wszystkim i jak w poprzedniej ze trzy razy rozerwał mi się różaniec, myliłem się. Podczas tej nowenny zacząłem jednak często się spowiadać i przyjmować komunię. W tygodniu chodzę do kościoła i pomaga mi to w zwalczaniu złego. Relacje z żoną są lepsze. Ja stałem się spokojniejszy i bardziej zawierzyłem Matce Bożej Pompejańskiej, bo cały czas czuję Jej opiekę nad sobą. W drugiej nowennie modliłem się o uratowanie małżeństwa i uzdrowienie relacji w nim. Myślę, że łaskę Bożą otrzymałem, bo małżeństwo trwa i relacje są zdrowsze. 

Matko Pompejańska, dziękuję Ci za wszystkie łaski, które otrzymałem z Twoich rąk, bo moje małżeństwo nadal trwa i poprzez Twoje wstawiennictwo się polepsza. Są trudne dni, już parę razy odmawiałem modlitwę poprzez płacz, zły daje znać o sobie i cały czas miesza. Były chwile, że miałem już przerwać, bo tak nisko upadałem z żalu, goryczy, zawziętości i z nienawiści ze strony mojej żony. Za każdym razem jednak, jak odmawiam nowennę, następuje spokój w duszy i czuję, że nasza Matka Boża czuwa nade mną. Nie poddawajcie się! Nawet gdy wam przyjdzie odmawiać we łzach i w bólu, bo człowiek musi odpokutować za pewne rzeczy, które zrobił w swoim życiu. 

Katarzyna: Nie lubiłam modlić się na różańcu

W lipcu zeszłego roku zachorowałam i znalazłam się w szpitalu. Liczne badania niczego nie wskazywały. Było coraz gorzej. Nie mogłam wstać z łóżka. Zawroty głowy, mdłości, drgawki, duszności uniemożliwiały mi normalne życie. Bardzo bałam się, że umrę. Mąż woził mnie do wielu różnych lekarzy, którzy rozkładali ręce i w ciemno zapisywali mi różne leki. Wcześniej słyszałam o mszach o uzdrowienie i licznych świadectwach, więc postanowiłam pojechać. Pierwszy raz o nowennie pompejańskiej usłyszałam w Częstochowie, słuchając pewnego świadectwa. Po powrocie do domu zaczęłam szukać informacji na temat nowenny.

Nie wierzyłam, że dam radę, bo ja niestety nie lubiłam modlić się na różańcu, ale wewnętrznie czułam, że właśnie Matka Najświętsza mnie wysłucha, że da mi szansę. Nie pomyliłam się. Zostałam obdarzona licznymi łaskami od samego początku. Kiedy modliłam się, czułam szczęście i spokój, jakby Matka Najświętsza była przy mnie w pokoju, w którym odmawiałam modlitwę. Czasami wydawało mi się, że czuję zapach kadzidła. To było cudowne. Połączyłam nowennę pompejańską z piękną modlitwą do Matki Bożej Pocieszenia z Jodłówki. Podczas odmawiania części błagalnej Matka Najświętsza sprawiła, że zastanowiłam się nad samą sobą, dostrzegłam swoje liczne grzechy, czułam palącą potrzebę spowiedzi generalnej, nawrócenia. Dostrzegłam, że tylko wydawało mi się, że żyję po chrześcijańsku. Powoli otwierały mi się oczy.


Dostęp do tej strony jest ograniczony.



Dołącz do strefy członkowskiej

Zostając pełnoprawnym członkiem uzyszkasz natychmiastowy dostęp do płatnych materiałów.

Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o