Świadectwa z KRŚ 39

Zofia: Różaniec daje radość

Gdy to piszę, mam osiemdziesiąt sześć lat i różaniec był zawsze dużą wartością w mojej rodzinie i w moim życiu. Jestem szczęśliwa, że pismo „Królowa Różańca Świętego” kilka lat temu zostało mi podarowane przez życzliwą osobę, i tak zaczęłam odmawiać nowenny pompejańskie. Za kilka dni ukończę już dziewiętnastą nowennę, a odmawiałam w różnych intencjach: za Ojca Świętego, za duchowieństwo, o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Była też nowenna za wszystkie dusze czyśćcowe, za całe moje pokolenie żyjące i zmarłe. W międzyczasie mój brat ciężko zachorował i przechodził operację z powodu prostaty. Lekarze nie byli dobrej myśli, bo brat miał już osiemdziesiąt lat. Gdy kończyłam nowennę, jego zdrowie uległo tak znacznej poprawie, że ordynator przy wypisie powiedział: „Panu to pomoc musiała przyjść z góry”. 

Dziękuję Matuchno, że wyprosiłaś mi ten cud i wiele innych łask, które spłynęły na modlitwie pompejańskiej. 

Pragnę jeszcze napisać o drugiej uproszonej łasce. Moja osiemdziesięcioośmioletnia siostra znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Całe życie spędziła na gospodarstwie rolnym, po śmierci męża została z synem, który okazał się człowiekiem nieodpowiedzialnym, alkoholikiem. Do tego doszło, że siedziała załamana, ograbiona z emerytury, zaczęła tracić zdrowie. Po odprawieniu nowenny pompejańskiej w jej intencji została wyrwana z tych sideł i do końca swoich dni była szczęśliwa. Miała zapewnioną zarówno opiekę medyczną, jak i korzystanie z sakramentów, których tak bardzo pragnęła i które ją ubogacały.

Słowa tego nie wyrażą, co czuje człowiek, jak jest wdzięczny, gdy odbiera tak wiele łask. Jeśli chodzi o mnie, to przez kilka lat otrzymywałam różne dobrodziejstwa, o które nawet nie prosiłam. Drodzy Czytelnicy, trzeba tylko zaufać!

Alicja: Wierzę i ufam Maryi

Pragnę podziękować Matce Bożej Królowej Różańca Świętego z Pompejów. Choruję na napadowe migotanie przedsionków serca. Jestem po dwóch ablacjach, po zamknięciu ubytku w sercach. Ostatnie kilkanaście miesięcy strasznie mi dokuczało migotanie serca, bałam się gdzieś pojechać, wychodzić na dłużej z domu. Szóstego stycznia zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską. W połowie drugiej części nowenny ustąpiło migotanie i już prawie miesiąc nie miałam takiego napadu migotania. 

Dziękuję Ci, Matko Różańcowa z Pompei.

Kazimierz: Zaćma zniknęła

Pragnę podzielić się cudem, który otrzymałem przez wstawiennictwo Królowej Różańca Świętego z Pompejów. Cud dotyczy uzdrowienia moich oczu przez odprawienie dwóch nowenn pompejańskich w 2018 roku. Szóstego kwietnia 2017 r. odbyłem wizytę u lekarza okulisty w Jaśle, ponieważ bardzo bolało mnie oko i miałem kłopoty z widzeniem. Oprócz tego usunięto mi gradówkę w lewym oku. Okulistka po badaniach stwierdziła, że mam zaćmę w obu oczach i muszę zgłosić się na operację. Zostałem zakwalifikowany na 10 kwietnia 2019 r. w Gorlicach. W czerwcu 2018 r. po kontrolnych badaniach okulistka stwierdziła, że zaćma zniknęła i operacja nie jest konieczna. Bardzo dziękuję Matce Bożej, że wyprosiła mi cud uzdrowienia.

Jadwiga i Jan: Kłopoty, smutki i zmartwienia znikają

Nowennę pompejańską odmawiamy z żoną cztery lata. Dopiero teraz po tak długim czasie „naszego lenistwa” zdecydowaliśmy się podziękować Królowej Różańca Świętego za wszystkie łaski, które cały czas otrzymujemy poprzez modlitwę różańcową. Nie było mi łatwo odmawiać różańca, gdyż zły przeszkadzał mi w tym. 

Dzięki modlitwom mojej ukochanej żony udało się, jestem szczęśliwy. Bez odmawiania różańca nie mogę znaleźć sobie miejsca, czegoś mi brakuje.

Po nowennie pompejańskiej rzuciłem picie alkoholu. Jestem alkoholikiem, a teraz nie piję już prawie dwa lata. Córcia po przebytej operacji glejaka mózgu pomału wraca do zdrowia. Wszystkie kłopoty, smutki i zmartwienia, jakie pojawiły się w naszej rodzinie, dzięki nowennie pompejańskiej znikają. Obecnie dużo się modlimy „pompejanką” za dusze w czyśćcu. Wiem, że same za siebie nie mogą się modlić, tylko swoją modlitwą wypraszają łaski dla nas. Przekonaliśmy się z żoną, że dzięki tej modlitwie spływa na nas i rodzinę wiele łask Bożych. Zachęcam do odmawiania nowenny pompejańskiej. To tylko trzy różańce dziennie.

Agnieszka: Z Maryją przez życie

Mam na imię Agnieszka i od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce. Nie poruszam się samodzielnie, tylko z pomocą drugiej osoby. Tuż po moim przyjściu na świat lekarze nie dawali mi żadnych szans. Po upływie miesiąca miało mnie nie być. To właśnie wtedy zaczęła się walka o mnie. Stoczyli ją Rodzice niebiańscy i ci ziemscy. Zostałam powierzona całkowicie Matce Bożej. Ciężka praca rodziców i ich nieustanna modlitwa w mojej intencji doprowadziły do tego, że uniknęłam konieczności poruszania się na wózku inwalidzkim i ukończyłam normalne szkoły, nie specjalne. Kiedy skończyłam liceum, poczułam, że to dobry czas, by zacząć modlić się o dobrego męża. Miałam wewnętrzne przekonanie, że to do małżeństwa powołuje mnie Pan Bóg. Po kilku miesiącach modlitwy w tej właśnie intencji pojawił się chłopak, który przyjął mnie taką, jaka jestem. Był moment, gdy sądziłam, że to niemożliwe. Po trzech latach trwania związku postanowiłam zacząć się modlić nowenną pompejańską o pogłębienie jego wiary. To niezwykłe, ale powierzając go Matce Bożej w tej właśnie modlitwie, sama doznałam wielu, wielu łask. Każda nowenna równała się prezentom. Tak to właśnie nazywam. W trakcie odmawiania jednej z nich otrzymałam łaskę samodzielnego, częstego uczestniczenia we Mszy Świętej, odważyłam się pokonać próg kościoła i wjechać swoim pojazdem do środka. Zostałam uwolniona od natrętnych myśli. Wypełnia mnie ogromna nadzieja i wiara w to, że będzie dobrze w każdym aspekcie mojego życia, szczególnie jeśli chodzi o relację z moim chłopakiem. Dzięki Matce Bożej więcej Pana Boga jest w naszym związku, więcej rozmów o Nim. Obecnie jestem w trakcie odmawiania kolejnej nowenny pompejańskiej i widzę, jak Matka Boża działa. Ufam, że za jakiś czas złożę kolejne świadectwo, w którym napiszę, iż spełniły się moje marzenia o wspólnym uczęszczaniu na Eucharystię oraz wspólnej modlitwie. Kończąc, chciałabym życzyć wszystkim modlącym się nowenną wytrwałości. Nie jest to łatwe. Zły nie daje o sobie zapomnieć, ale nie warto poświęcać mu ani chwili. Po prostu chodźmy za rękę z Matką Bożą do Jezusa. Nie puszczajmy Jej dłoni. Wtedy nic nam się nie stanie.

Z Bogiem!

Kuba: Zawierzyć i zaufać

Trzy lata temu czułem, jakby moje życie utknęło w martwym i ciemnym punkcie. Nie widziałem żadnej perspektywy na zmianę. Tkwiłem w toksycznym związku, uzależniony od seksu, nie realizowałem się zawodowo, ale przede wszystkim byłem daleko od Boga, za którym gdzieś głęboko bardzo tęskniłem. Najpierw moi przyjaciele zachęcili mnie do odwiedzenia wspólnoty, w której jestem do dziś. Zanim jednak do niej przystąpiłem, postanowiłem zawierzyć moje życie Matce Bożej, prosząc Ją o pozytywną zmianę. Zmianę, której nie byłem w stanie wtedy wyrazić i sprecyzować. Zacząłem modlić się nowenną pompejańską. Od tamtej pory moje życie zaczęło ulegać radykalnym zmianom. Zostałem uleczony z mojego nałogu. Zakończyłem związek, w którym tkwiłem siedem lat. Podjąłem terapię. Poznałem kobietę mojego życia, która cztery miesiące temu została moją żoną. Zacząłem realizować i spełniać się zawodowo. Zacząłem żyć pełnią życia, wykorzystując potencjał, którym obdarzył mnie Pan. Zacząłem kochać i być kochanym. Sam nie byłbym w stanie osiągnąć tego wszystkiego. Pani, dałaś mi tak wiele i tak wiele Ci zawdzięczam! Prowadź mnie!  

Anna: Cudowne uzdrowienie

Na tę modlitwę trafiłam w trakcie przeglądania internetu, czytania świadectw ludzi, którzy otrzymali wyproszone łaski. Po wysłuchaniu opowiadania pewnej pani pomyślałam, że to naprawdę się dzieje. Na drugi dzień wraz z mężem zaczęliśmy odmawiać nowennę w intencji mojego zdrowia. Jestem po operacji nowotworu trzonu macicy, po radioterapii. Wszystkie narządy wewnętrzne uszkodzone – skutek leczenia (choroba popromienna). Dodatkowo dwa kamienie w lewej nerce (4 mm, 6 mm), w prawej 1 (6 mm), stłuszczenie i zwapnienie wątroby, chora trzustka i żołądek. W czasie odmawiania nowenny (części dziękczynnej) dostałam bardzo silnych bólów brzucha, przez co trafiłam do szpitala. Moje myśli były naprawdę różne, ale mimo to nadal wierzyłam, że się uda. W szpitalu zrobili mi badanie USG, to tylko potwierdziło stan mojego złego samopoczucia. Wróciłam do domu z zaleceniami lekarzy i kolejnymi lekami. Po dwóch dniach miałam wspaniały sen. Widziałam w oddali Pana Jezusa. Miły, żeński głos, który powiedział, że Jezus niedługo do mnie przyjdzie. Czekałam na to z utęsknieniem. W trakcie modlitwy (czterdziesty siódmy dzień nowenny), lekarz skierował mnie na tomograf komputerowy z kontrastem narządów wewnętrznych w celu wykluczenia bądź potwierdzenia przerzutów nowotworu. Po trzech dniach odebrałam wyniki badań i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że wszystko jest w porządku. Narządy odpowiedniej wielkości, bez żadnych zmian ogniskowych. Sam lekarz prowadzący stwierdził, że to cudowne uzdrowienie, bo w moim stanie wręcz nie było to możliwe, żeby tak po prostu być zdrowym.

Wszystkie te łaski zawdzięczam Matce Bożej. To Ona swoim wstawiennictwem u Boga sprawiła, że jestem zdrowa. Nie wyobrażam sobie teraz dnia bez nowenny. 

Kamila: Uzdrowienie córeczki

Zaufajcie Maryi, Ona naprawdę słucha! Tak było i w moim przypadku. O nowennie pompejańskiej dowiedziałam się przypadkiem od szwagierki cztery lata temu, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że będę w przyszłości potrzebowała pomocy od naszej wspaniałej Mateńki, tym bardziej odmawiać tyle tajemnic różańca świętego w ciągu jednego dnia, to dopiero było dla mnie wyzwaniem! Przypuszczałam, że na pewno nie podołam. Dziś mija trzydziesty czwarty dzień nowenny, a ja jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ zostałam już w szóstym dniu wysłuchana. Moja córka od dwóch lat cierpiała na bóle brzucha, po jakimś czasie wyszło na jaw, że ma przerost flory bakteryjnej. Ból pojawiał się notorycznie, a antybiotyki działały tylko na chwilę. Córka była w grudniu na diagnostyce w szpitalu, gdzie ujawniła się u niej jeszcze inna bakteria. Ból był na tyle silny, że nie mogła chodzić do szkoły, opuszczała bardzo dużo lekcji. Bywało lepiej lub gorzej, ale ból towarzyszył  ciągle. Byłam załamana, a w medycynę przestałam wierzyć. Myślałam, że tak już zostanie. Ciągle wizyty u lekarza i nic! Wiedziałam, że inne dzieci mają gorzej, ale nie potrafiłam normalnie funkcjonować, bo jedna z trzech moich córeczek cierpiała. Gotowałam lekkie potrawy, aby ulżyć jej w cierpieniu, nie było poprawy. Aż pewnego dnia stwierdziłam, że teraz tylko Bóg może mi pomóc i to jest ten moment, aby oddać dziecko w opiekę Maryi. I nowenna, która mnie przerastała, stała się cudowną rozmową z Mateńką za pośrednictwem różańca świętego. W szóstym dniu nowenny błagalnej moja córeczka poszła do szkoły, aby mogła część  sprawdzianów zaliczyć, widziałam, że ból jej towarzyszy, ale takie miała zaległości, że ona sama stwierdziła, że spróbuje. Kiedy tylko zostałam sama w domu, wzięłam różaniec do ręki i ze łzami w oczach prosiłam o łaskę, o jak najszybszą łaskę, obiecując tym samym, że dotrwam do końca. Prosiłam Ją jak matka Matkę i Ona, właśnie Ona – cudowna, najwspanialsza ze wszystkich, wysłuchała mnie! Córeczka wróciła z mniejszym bólem brzucha, a wieczorem ból całkowicie ustał. I do dziś go nie ma. Jak obiecałam, dalej trwam w modlitwie na różańcu i wiem, że po skończeniu nowenny pompejańskiej za córeczkę będę modliła się w innych intencjach. Dziękuję Tobie Maryjo, za Twoją dobroć i za to, że się za nami wstawiasz do Pana! Odmawiajcie i wierzcie, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Dzisiaj mam urodziny i właśnie w tym dniu uznałam, że napiszę świadectwo, a tym samym podziękuję za piękny prezent, który otrzymałam od Boga za przyczyną cudownej Maryi! Dziękuję!

Anna: Uwolnienie od uzależnienia

Kochani! To była moja ósma nowenna pompejańska. Modliłam się o łaski i opiekę dla mojego męża. A tymczasem w ostatni dzień części błagalnej mój mąż zgłosił się na terapię do ośrodka uzależnień. Dziś jest pod opieką psychologa i terapeutów. Jest trzeźwy prawie pół roku. Odmienił się nie do poznania. Inny człowiek. Mam w nim duże wsparcie i opiekę. Matka Boża zawsze wie, co jest dla nas najlepsze. Wystarczy, że intencją będzie prośba o łaski. Podczas odmawiania modlitwy różańcowej Ona nie zapomina też o modlącym się, bo daje dużo radości, spokoju i nadziei. Podejmijcie się nowenny, to odmienia życie.

Joanna: Odzyskane zdrowie

Pierwszą nowennę zaczęłam odmawiać na początku tego roku ze względu na dużą torbiel na jajniku i bóle, które odczuwałam. Przed świętami Wielkiej Nocy była zaplanowana kontrolna wizyta u lekarza i tym samym skierowanie na operację, jeśli torbiel nie zmaleje. Byłam wtedy w połowie nowenny. Dzięki Matce Bożej ku mojemu zdziwieniu torbiel zniknęła i na święta wielkanocne, i tym samym dwudzieste piąte urodziny, dostałam najwspanialszy prezent – zdrowie. Pod koniec pierwszej nowenny zniknęły także nerwobóle, które miałam przez zamartwianie się stanem mojego zdrowia. Aktualnie odmawiam kolejną nowennę w intencji dobrej pracy i wierzę, że dzięki Matce spotkam na swojej drodze takich ludzi i taką pracę, która będzie dla mnie odpowiednia, a jednocześnie pomoże odłożyć mi na ślub w przyszłym roku.

Anna: Zdrowy synek

Będąc w ciąży, dowiedziałam się, że mój synek przestał rosnąć. Jego wielkość była nieadekwatna do wieku ciąży. Lekarze zaczęli diagnozować problem, wstępnie określając, że dziecko ma mocną hipotrofię. Skierowano mnie do genetyka, który nie wiadomo na jakiej podstawie stwierdził u dziecka zespół Edwardsa i bez żadnych ogródek powiedział, że dziecko nie przeżyje po porodzie. Skierowano mnie na amniopunkcję, mimo iż to badanie wykonuje się we wczesnej ciąży, a ja byłam już w trzecim trymestrze. Zaczęłam odmawiać nowennę o zdrowie mojego syna. Mniej więcej po tygodniu okazało się na badaniu USG, że waga dziecka jest o kilogram większa niż wcześniej stwierdzono. Dwa tygodnie później przyszły też wyniki amniopunkcji, które wykluczyły wady genetyczne. Synek urodził się drobny, ale zupełnie zdrowy, a obecnie mierzy i waży więcej niż się po nim spodziewano. Dziękuję Ci Matko za cud narodzin i za zdrowego synka.

Angelika: Uratowane małżeństwo

Zaraz po ślubie, ale i w sumie przed nim, okazało się, że nie umiem kochać. Byłam bardzo nerwowa, agresywna, przeklinałam, rzucałam rzeczami w męża. W końcu mąż nie wytrzymał i postanowił odejść. Nowenna pompejańska trzymała mnie przy życiu, bardzo chciałam się zmienić. W trakcie modlitwy przejrzałam na oczy. Udało mi się bardzo szybko zorganizować psychoterapię, która pomogła. Poza tym ktoś podpowiedział mi, by zbadać tarczycę, którą miałam chorą i leki pomogły, a agresja ustąpiła. Wiem, że gdyby nie nowenna, nie miałabym tej siły i czułabym się ofiarą, a dzięki niej bardzo szybko otrzeźwiałam. Wszystkie te wydarzenia miały miejsce w sierpniu 2017 roku. Mąż wrócił, dając mi szansę i w sierpniu 2018 r. urodził się nasz synek. Od tamtego czasu nie było już żadnych kryzysów. Potrafimy sobie wybaczać, rozmawiać i żyć normalnie. Obecnie stale odmawiam nowenny pompejańskie. Zaznaczam, że nasze małżeństwo było już nie do uratowania, nawet ksiądz powiedział, że mąż spokojnie może złożyć papiery o unieważnienie małżeństwa. A wydarzył się cud przemiany.

Aśka: Mowa u córki

Nasza córka ma cztery latka i ma problemy z mową. Rok temu została zdiagnozowana u niej padaczka z napadami nieświadomości oraz problemy genetyczne, o których żaden genetyk nie słyszał i ciężko stwierdzić dokładnie, na czym polega problem. Najpierw załamanie, że żaden lekarz nie jest w stanie nic nam powiedzieć. Diagnozy, jakie słyszeliśmy, miały szerokie spektrum – od upośledzenia umysłowego po problemy z przerastaniem organów wewnętrznych. Gdy byliśmy tak bombardowani informacjami, moja przyjaciółka wspomniała o pompejance – najsilniejszej modlitwie, wręcz nie do odparcia. Zagłębiłam się w temat, poczytałam i gdy zobaczyłam, jak wymagająca to modlitwa, odpuściłam, twierdząc: „To nie dla mnie, nie mam czasu, dwoje dzieci małych rok po roku i ja sama z nimi”. Mijał czas i mimo terapii z logopedą i leków przeciwpadaczkowych, córka nie robiła postępów. W nas pogłębiało się załamanie psychiczne. Rok czasu mi zajęło, by dojrzeć do odmawiania nowenny. Właśnie kończę odmawiać swoją pierwszą nowennę, a córka coraz więcej zaczyna mówić, stara się mówić po swojemu, chętniej usiłuje powtarzać wyrazy, staje się bardziej dojrzała emocjonalnie. Obserwuję codziennie siłę wstawiennictwa Maryi. Matula zawsze zrozumie inne matki, które polecają swoje dzieci. Wiem, że ta nowenna nie jest moją ostatnią, a wygospodarować czas też nie jest tak trudno, jak wcześniej się mogło wydawać. Dziękujemy, Przenajświętsza Matko.

Joanna: Wygrana sprawa

Dziękuję Matce Bożej za wiele spełnionych próśb, chociaż jeszcze nie wszystkie się spełniły. Dzięki modlitwie mąż wygrał sprawę w sądzie, a także podjął pracę, z której jest zadowolony, syn mniej choruje, córka bardzo dobrze skończyła ostatni rok szkoły podstawowej. Stopniowo poprawiają się moje relacje z mężem, a było naprawdę bardzo źle. Na efekty musiałam poczekać parę miesięcy, ale było warto. Cały czas odmawiam nowennę od około półtora roku, jedną kończę, drugą zaczynam.

Nie obyło się bez problemów, zły szalał bardzo. Trudności, zamiast ubywać, było coraz więcej, ale wszystko powoli się układa.

Bardzo dziękuję Matce Bożej za pomoc i wszystkim polecam tę nowennę.

Paulina: Uzdrowienie z nerwicy lękowej

Odmawiałam nowennę, ponieważ sprawa była beznadziejna, a Maryja nigdy mnie nie zawiodła. Tak było i tym razem. Cierpię na nerwicę lękową od około szesnastu lat. Były momenty gorsze i lepsze, ale zawsze dawałam radę walczyć z chorobą i nie utrudniała mi ona jakoś mocno życia. Nigdy jednak nie było tak źle, jak na początku tego roku. Nerwica lękowa rozwinęła się u mnie do tego stopnia, że bałam się wyjść z domu, ponieważ dostawałam ataku paniki. Szukałam ratunku u psychiatry, jednak ten przepisywał mi kolejne leki, które nie działały, a wręcz pogarszały moje samopoczucie. Czemu wcześniej nie odmówiłam nowenny zamiast się męczyć tak długo? Odmawiałam nowennę wielokrotnie i za każdym razem otrzymywałam pomoc, wsparcie i rozwiązanie problemu. Tak stało się również teraz. Nowennę zaczęłam na początku marca i skończyłam zaraz po świętach wielkanocnych. Było mi bardzo źle, żałowałam, że nie mogę uczestniczyć we Mszach Świętych, zwłaszcza w święta. Ostatni raz przed wznowieniem choroby byłam w styczniu w kościele, potem nie dawałam rady chodzić na Msze aż do pewnego momentu. Dwa tygodnie temu byłam pierwszy raz sama w kościele, choć bardzo się bałam. Wczoraj poszłam na Mszę już bez lęku i strachu. Wychodzę z domu i czuję się dużo, dużo lepiej, a wiem, że to nie koniec. I to wszystko bez leków. Chwała Panu! 

Gabriela: Nowenna pompejańska w duchowej adopcji dziecka poczętego

Moje pierwsze nowenny pompejańskie odmówiłam w 2010 roku. Modliłam się wówczas z powodu problemów natury duchowej. Pierwszą odprawiłam nieco niedbale, co wynikało z rozproszeń w czasie modlitwy. Zdałam sobie sprawę, że może nie być wysłuchana. Nie poddałam się i odprawiłam drugie pięćdziesięcioczterodniowe nabożeństwo, odmawiając codziennie ze czcią i na kolanach cztery części różańca. Nie od razu otrzymałam to, o co prosiłam w dosłownym tego słowa znaczeniu. Liczne łaski spływały powoli z upływem czasu i nawet nie kojarzyłam ich z odprawieniem nowenny.

W święto Królowej Różańca Świętego 7 października 2018 r. na Kaplicówce w Skoczowie,  wpatrując się w kopię cudownego obrazu Królowej Różańca Świętego z Pompejów, złożyłam przyrzeczenie duchowej adopcji dziecka zagrożonego utratą życia. Tuż obok obrazu Matki Bożej Pompejańskiej wisi portret naszego rodaka św. Jana Pawła II. Także jego opiece poleciłam matkę noszącą w swym łonie zagrożone życie.

Już nieco wcześniej, planując duchową adopcję, wybrałam bł. Paulinę Jaricot, aby wspierała mnie w dziewięciomiesięcznym dziele modlitewnym. Aby nie wpaść w rutynę, uznałam, że warto każdego miesiąca dokonać małej wymiany. Oprócz św. Jana Pawła II i błogosławionej założycielki Żywego Różańca, co miesiąc do modlitwy wstawienniczej zapraszam innego świętego patrona. 

W rok 2019 wkroczyłam z nowenną pompejańską. Po raz pierwszy w życiu podjęłam się odprawienia nowenny pompejańskiej nie we własnej intencji czy bliskich, lecz w intencji duchowo adoptowanego dziecka i jego matki. Wcześniej, gdy szukałam odpowiedniej intencji,  uświadomiłam sobie, że przecież mogę odprawić nowennę pompejańską właśnie w intencji zagrożonego życia! Zdecydowałam się zacząć nowennę od 9 listopada, a zakończenie wypadłoby na ostatni dzień grudnia. Wywnioskowałam, że to chyba dusze czyśćcowe natchnęły mnie do pięćdziesięcioczterodniowej modlitwy różańcowej. Gdy jednak nadszedł termin rozpoczęcia nowenny pompejańskiej, ogarnęły mnie wątpliwości. Grudzień to nie tylko okres radosnego oczekiwania, lecz także wiele krzątaniny w domu. Wydawało się to zbyt trudne. Mogłoby wyniknąć wiele niedbałości na modlitwie lub w obowiązkach domowych. Na święta Bożego Narodzenia przyjadą przecież goście! Zdecydowałam, że zaczekam aż do nowego 2019 roku. I doczekałam się! W święto Bożej Rodzicielki, na spokojnie, z wiarą i nadzieją rozpoczęłam nowennę nie do odparcia w intencji zagrożonego życia. Przed lub po odmówieniu czterech części różańca odmawiałam także modlitwę do bł. Bartolo Longo,  prosząc o wytrwałość w nowennie.

W pierwszą sobotę stycznia chciałam rozpocząć nabożeństwo pięciu sobót, lecz zrodziły się wątpliwości. Czy to dobry krok? Po głębszej refleksji uznałam, że w dniu zakończenia nowenny pompejańskiej, a więc w sobotę 23 lutego, rozpocznę nabożeństwo nie pięciu, lecz dwudziestu sobót. Nabożeństwo to napisał bł. Bartolo Longo. Mogę je przecież z dobrym pożytkiem odprawić za dziecko adoptowane duchowo! Co się okazało? Nabożeństwo dwudziestu sobót zakończy się 6 lipca. Co kryje się pod tą datą? To dzień, w którym zakończę moją duchową adopcję. Siódmego lutego otrzymałam drogą prenumeraty „Królową Różańca Świętego” w której pojawił się św. o. Pio. Z ciekawej lektury dowiedziałam się, że był on wielkim czcicielem Matki Bożej Pompejańskiej. Matka Boża pozwoliła mi odczuć, jak bardzo św. o. Pio był (i jest!) związany z nowenną pompejańską. 

Dwudziestego trzeciego lutego wybrałam się na nabożeństwo ku czci św. o Pio, zakończone Mszą Świętą, którą ofiarowałam w intencji zaadoptowanego duchowo dziecka. Rozpoczęłam także zaplanowane nabożeństwo dwudziestu sobót, kończąc zarazem nowennę pompejańską.

Jolanta: Uleczona

Od wielu lat chorowałam na endometriozę, chorobę nieuleczalną, nie wiedząc o tym. Kiedy dwa lata temu wylądowałam na pogotowiu z silnym bólem brzucha, wtedy postawiono diagnozę i ustalono termin operacji. Miałam ich dwie w przeciągu półtora roku i do trzech miesięcy bóle wracały i były coraz bardziej intensywne. Trzy tygodnie z czterech w miesiącu nie było dnia bez środków przeciwbólowych. Nie pomagała morfina i inne środki. To był koszmar. W głębi serca wiedziałam, że moim jedynym ratunkiem jest nowenna. Znałam już tę modlitwę i kilka razy zaczynałam ją odmawiać w innej intencji, ale nigdy nie dokończyłam. Zdesperowana  wiedziałam, że medycyna nic tu nie pomoże, postanowiłam odmówić nowennę pompejańską i prosić Boga przez wstawiennictwo Maryi o wyleczenie mnie z tej choroby. W siódmym dniu nowenny ból ustał i do dziś nie powrócił. Dzisiaj był ostatni dzień mojej nowenny – Wielka Sobota. Ta modlitwa naprawdę czyni cuda i szczerze ją polecam. Królowa Różańca Świętego ma ogromną litość nad nami grzesznikami. Moje życie wróciło do normy i już nie mogę się doczekać, żeby zacząć kolejną nowennę.

Dorota: Spowiedź syna

Nasz dorosły syn dwa lata nie był u spowiedzi świętej. Na początku modliłam się sama, potem z mężem, różnymi modlitwami. Od końca grudnia zaczęliśmy odmawiać nowennę pompejańską. Po jej skończeniu i czterech dniach oddechu – tylko jeden różaniec dziennie, rozpoczęliśmy kolejną edycję, która miała zakończyć się w Wielki Czwartek. Bywało ciężko, cztery różańce dziennie i to odmawiane wspólnie, to trudne wyzwanie. Zrozumieliśmy jednak, że tylko razem możemy pomóc naszemu dziecku. Czuliśmy się tak, jakbyśmy na naszych barkach wnosili syna na bardzo wysoką górę. Zmęczeni fizycznie i psychicznie nie traciliśmy ufności w Boże działanie za wstawiennictwem Maryi. W noc zmartwychwstania myśleliśmy jednak, że nasze serca rozpadną się na milion kawałków i… stał się cud. Syn przyjął Komunię Świętą. 

Jesteśmy wdzięczni za pojednanie i przyjęcie Eucharystii przez nasze dziecko, a także za umocnienie naszego rodzicielstwa za wstawiennictwem Matki Najświętszej Pompejańskiej

Natalia: Matka Boża depcze demony

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Naprawdę niech będzie pochwalony, na wieczne czasy! Niedawno zakończyłam moją drugą nowennę pompejańską. Obydwie odmawiałam w intencji mojego męża, ale podczas drugiej coś zaczęło się we mnie kruszyć i dostrzegłam, że ja także potrzebuję nawrócenia.

Kłopoty w moim małżeństwie zaczęły się właściwie zaraz po ślubie. Narzeczony jawił mi się jako chłopak głęboko wierzący, dojrzały, szlachetny. Zaraz przed ślubem okazało się, że ma problemy z pornografią, a już po ślubie – że nie ma potrzeby współżycia. Niechęć do spowiedzi, komunia przyjmowana świętokradczo… Rozmowy zamieniały się w awantury, mąż nie znosił, gdy nawiązywałam do poważnych spraw. Słyszałam od niego straszne słowa, inwektywy pod moim adresem, a także słowa o tym, że nie poślubił mnie z miłości, a z wyrachowania. W trudnych chwilach wychodził z domu, znikał. W końcu przestałam zaczynać poważne rozmowy. Ale i to nie pomogło. Ja zrobiłam się czepialska, on oziębły. W końcu relacja zaczęła wygasać, a zastąpiła ją nienawiść. Co niedzielę modliłam się przez wstawiennictwo Matki Bożej po Mszy w kaplicy, ale w końcu przestałam, gdyż czułam, że rzucam grochem o ścianę.

Pierwsza pompejanka – w zeszłym roku – doprowadziła relację z moim mężem do jakiej takiej poprawności. Mogliśmy żyć obok siebie, było też wiele przyjaznych chwil… Niestety, wszystko to prysnęło zimą. Taka nienawiść, to było całkowite zło. Cierpieliśmy my i cierpiały dzieci. Byłam pewna, że to już koniec, a nawet poczyniłam pewne kroki, aby dowiedzieć się o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

W Popielec, gdy siedziałam na Mszy jak zbity pies, Pan Bóg włożył mi nagle w głowę cytat z Pisma Świętego: „Niektóre rodzaje złych duchów można wyrzucić tylko modlitwą i postem”. Podjęłam więc drugą nowennę pompejańską i pewien rodzaj postu, i już po kilku dniach zaczęły się dziać autentyczne cuda. Mąż zaczął być miły, przyjazny i sam mi oznajmił, że postanowił zmianę. Długo trzymałam gardę, nie ufałam, ale w końcu i ja pękłam. Pojawił się wzajemny szacunek, szczerość, przyjaźń, próby zrozumienia.

Trudno powiedzieć, że kwitniemy. Walczymy. Na pewne tematy milczymy – wierzę, że przyjdzie na nie czas. Niedawno trafiła do mnie książka ks. Piotra Glasa Dzisiaj trzeba wybrać i zrozumiałam, że ten cud w naszym małżeństwie to dopiero początek walki, a nie pretekst, by spocząć na laurach.

Ta nowenna ma wielką moc, szatan boi się jej – bardzo mnie próbował zniechęcić złością, rozdrażnieniem, później różnymi strachami. Ale Maryja ochraniała mnie swym płaszczem. Dzięki tej nowennie – i książce ks. Glasa – zaczęłam odkrywać Maryję i poznawać Ją.

Chwała Panu!

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o