To nie jest… KLEPANIE! – Wywiad z ks. Piotrem Glasem

Ksiądz Piotr Glas, choć z urodzenia jest Polakiem, pełni posługę w Anglii, a Słowo Boże głosi głównie w języku angielskim. Jego rekolekcje internetowe obejrzały już setki tysięcy Polaków! Ksiądz Piotr zachęca też do nowenny pompejańskiej. Porozmawiajmy!

Wywiad ukazał się w 16. wydaniu „Królowej Różańca Świętego”. Zobacz! Zamów za 3,90!

Wywiad ukazał się w numerze 16. "Królowej Różańca Świętego"
Wywiad ukazał się w numerze 16. „Królowej Różańca Świętego”

Jak to się stało, że ksiądz zos­tał mianowany egzorcystą, i to w Anglii?

To było w czasie, kiedy większość egzorcystów zostało mianowanych, po przez tzw. „przypadek”. W tym czasie nie zajmowano się tym tematem i 99% kapłanów niewiele wiedziało na ten temat, ani nas o tym nie uczono i nawet wykładowcy niewiele wiedzieli. Pamiętam, jakoś pół roku wcześniej, temat ten zaczął mnie interesować. Oczywiście literatury o posłudze uwalniania było wtedy bardzo mało, nie tak jak teraz. Zacząłem zdobywać różne książki i materiały w języku polskim, angielskim. Zacząłem się tym interesować, ale właściwie sam nie wiem, dlaczego to robiłem. To była taka chwilowa fascynacja przestrzenią, której do tej pory człowiek nie znał, a powinien. Wcześniej czułem się tak, jak lekarz, który nie wie, gdzie jest żołądek. Pomyślałem sobie, co jest grane? Po co mi to wszystko?

Mieszkałem wtedy na takiej pięknej wyspie Jersey. Pewnego dnia o godzinie 4 rano, na plebanię przyszedł młody człowiek, miał 16, 17 lat. Znałem go i całą jego rodzinę, był moim parafianinem. Zapytałem się czy potrzebuje jakieś pomocy. To był luty, pamiętam, że było zimno, od oceanu wiał przeraźliwy, silny wiatr. Pytam się: „Co ty tutaj robisz?”. A on odpowiada: „Czy mogę wejść?”. Zastanawiałem się, co z tym zrobić. Pomyślałem, że jest może pijany, potrzebuje pieniędzy, albo jakiejś pomocy.

Wpuściłem go a on usiadł w przed­pokoju. Próbowałem wyczuć alkohol, ale nic nie było czuć, trochę tylko papierosami, nie alkoholem. Pomyślałem, że może jest naćpany? Wtedy powiedział: „Pomóż mi”. Spytałem, co się stało. Czego ode mnie chce? Jak mam mu pomóc? Czy skądś uciekł? Odpowiedział „Nie, byłem na imprezie całą noc, nad zatoką”. To było dość daleko, ok. 3 km od mojej parafii. Mówił, że musiał wyjść z tej imprezy i szedł wzdłuż morza 3 km plażą, a w połowie drogi znalazł piękną, białą różę. Tę różę przyniósł ze sobą. Dał mi ją. Zdziwiłem się, że jak to, róża w lutym na plaży? Może na ulicy ktoś by zgubił, ale na plaży? Piękna, biała róża, świeżutka. On powiedział: „Kiedy znalazłem tę różę, wiedziałem, że muszę tu przyjść”.

Tak jakoś mi się skojarzyła ta róża ze św. Teresą z Lisieux. Od Lisieux to było niedaleko. Pomyślałem, że może to święta Teresa go przysłała. Odprawiałem nabożeństwa do świętej Teresy, byłem w Lisieux, niedaleko mieszkałem. Wziąłem różę, poszliśmy do kaplicy, a on wtedy mnie poprosił: „Pomódl się nade mną”.

Zacząłem się modlić i modliłem się chyba ze 2, 3 minuty jakąś zwykłą modlitwą… I wtedy dostał szału. Jak zaczęło nim rzucać, jak się zerwał na równe nogi, oczy się zmieniły, nagle rzucił się na ołtarz i mówi do mnie tak: „To wszystko ci człowieku rozwalę, zginiesz, zdechniesz!”. Wziął świecę, zaczął rozlewać olej, mówił: „Spalę ten burdel!”.

Przerażające.

Rzucił się na mnie i przewrócił, nagle wybiegł z kaplicy, zaczął biegać po całym domu, kopać, rozwalać wszystko, co stało na drodze. Była już 5 rano. Potem znowu zszedł.

Pomyślałem: „Boże, co się znowu będzie działo, co to w ogóle jest? Jest chory czy co?”. Wpadł do kaplicy, wziął obraz Miłosierdzia Bożego i trzasnął mnie w głowę. Ramki wbiły mi się w brzuch o obraz spadł na ziemię. Mówi: „No i gdzie teraz ten twój Bóg?”. Podniosłem obraz i odpowiedziałem: „Tu jest” i postawiłem go znowu. Wtedy powiedział: „To wszystko spalę” i uderzył mnie z wielką siłą.

Czy miał ksiądz podejrzenie, że to siła złego ducha, czy że po prostu jest chory?

Znałem go więc wiedziałem, że chory psychicznie nie jest, ale przeszło mi przez myśl, że owładnął nim szatan. Pan Bóg doskonale przygotowywał mnie na to, bo gdyby nie książki, które czytałem kilka miesięcy wcześniej, spanikowałbym i pomyślał, że on się pewnie naćpał. W momencie, kiedy on mnie chwycił, rzucił mnie na ziemię i powiedział: „Ja cię teraz zabiję”, przeszły mi przez głowę wszystkie myśli. Pomyślałem, że pewnie rano znajdą mnie martwego w kałuży krwi. Może znajdą i jego. Nie wiadomo, jakie podejrzenia pój­dą w świat: co ja robiłem, może go zaatakowałem, a on się biedny bronił. Przyszła mi myśl, że to jest już koniec…

W tym momencie wpadłem na pomysł, żeby podejść do tabernakulum. Kiedy już zamachnął się na mnie, wyjąłem Hostię. W momencie, kiedy przystawiłem Pana Jezusa przed niego, rzuciło nim gwałtownie o ziemię. To tak, jakby ktoś go trzepnął z siłą boksera. Dopiero kiedy schowałem Pana Jezusa, on się ocknął i nagle zapytał: „Co się stało?”. Odpowiedziałem: „Zobacz, coś ty narobił”.

Zaczęliśmy sprzątać, potem poszedł spać. Obudził się po południu i nic nie pamiętał. Już wiedziałem, że potrzebne są egzorcyzmy, ale u nas w diecezji nie było żadnego egzorcysty. Poprosiłem biskupa o zezwolenie na egzorcyzm. No i cud, że biskup się zgodził. Szczerze mówiąc, nie miałem żadnego przygotowania. Do tego musiałem jeszcze przekonywać rodziców chłopaka. Rodzice mówili, że to może problem psychiczny. Powiedziałem jego ojcu: „Słuchaj podejmę się tego, daj dziecku szansę, bo jak nie, to on skończy w psychiatryku”. I ten argument zadziałał, bo na zachodzie w szpitalach jest mnóstwo młodych ludzi odurzonych lekami, na psychotropach, którzy potrzebują pomocy duchowej.

W XIX wieku żył karmelita, bł. Franciszek Palau, który odwiedzał zakłady dla chorych psychicznie i modlił się za każdego z osobna. Jeśli w czasie modlitwy ujawniały się symptomy demonicznego opętania, wiedział, jak im pomóc. Poprzez jego modlitwę wiele osób zostało uwolnionych od złego ducha i uzdrowionych.

Dzisiaj nikt mnie nie wpuści do szpitala psychiatrycznego. Pamiętam, jak byłem w nim kiedyś w cywilnym ubraniu z ukrytym Najświętszym Sakramentem. Kiedy wszedłem, rozległy się głosy: „Ty skurczybyku, ty chamie, ty ch., ty taki i owaki, wynoś się!”.

Nad tym chłopakiem odprawiłem w sumie pięć egzorcyzmów. To było coś strasznego. Zaprosiłem dwóch potężnych mężczyzn do pomocy. To byli robotnicy sezonowi, wiedziałem, że chodzą do kościoła, a znaleźć tam młodego mężczyznę, który chodzi do kościoła i wierzy to jest trudno. Zaczęło się piekło. To było zupełnie jak na filmie. To co się tam działo, co szatan robił, jak go wykręcał, przewracał, pluł… Teraz wiem, patrząc wstecz, ile wtedy błędów popełniłem, no ale to Pan Bóg tym kierował. Na piątym egzorcyzmie, który odprawiłem sam na sam, i który trwał chyba 15 minut, szatan go opuścił.

Sam na sam, bo inni już dali rady?

Nie. Przyszli, ale przed rozpoczęciem ten młody człowiek powiedział, że chce być ze mną sam. Pamiętałem, jak chciał mnie zabić, więc miałem obawy, że rzuci się na mnie i mnie załatwi. Nie wiedziałem, czy to trik od szatana, czy to tak ma być. Wziąłem figurkę Matki Bożej z Medjugorie, miałem taką piękną ikonę, i pomyślałem: „Trudno, ryzykuję. Jak mnie zabije, to mnie zabije”. Kazałem wszystkim wyjść, usiedliśmy naprzeciwko siebie. Kiedy odmawiałem modlitwy, on wpadł w trans, i w pewnym momencie usłyszałem głos, chyba od Ducha Świętego: by położyć ikonę na jego brzuchu. Kiedy to zrobiłem, jak ryknął, gwizdnął, wzdechnął i… koniec! Pełne uwolnienie.

On wtedy powiedział do mnie: „Coś ty mi zrobił?”. Nie wiedziałem, co ma na myśli. „No bo to było tak, jakbyś mi rozpalony nóż wbił w plecy, w brzuch, to straszny ból”. Wytłumaczyłem, że tylko położyłem ikonę Maryi. Chłopak został całkowicie uwolniony i jest szczęśliwym mężczyzną, bardzo blisko Boga.

Chciałem zapytać o rolę Maryi w procesie uwalniania. Z punktu widzenia teologicznego zdajemy sobie sprawę, z apokaliptycznego zwycięstwa Maryi nad wężem. Jej rola cały czas trwa i Ona triumfuje nad złym duchem. Jak to wygląda od strony praktycznej? Jaką rolę pełni np. różaniec?

Zawsze zaczynałem od modlitw „Rytuału rzymskiego”, ale potem dochodziło do walki duchowej. Taki egzorcyzm trwał nieraz 4, 5 godzin bez przerwy. To nie tak, że wystarczy odczytać Rytuał i „proszę przyjść za tydzień”. Miałem grupę pomocników ze sobą. To były niesamowite walki każdego z nas. Pamiętam, jak kiedyś ludzie odmawiali różaniec, kiedy ujawnił się zły duch. Szatan mówił: „Przestań. to przekleństwo te pacierze!”.

Kilka razy w czasie egzorcyzmów przyszła do nas Maryja. Szatan ją widział, opisał i wył. Ja tylko wiedziałem, gdzie Ona stała. Także Maryja przyszła do nas, kiedy miałem egzorcyzmy z duchownymi, szczególnie nad opętanymi zakonnicami. Maryja przychodziła wtenczas w sposób szczególny. Pamiętam taki chyba pięciogodzinny egzorcyzm nad osobą duchowną, w święto Bożego Ciała. Pod koniec straszliwej walki szatan powiedział: „Muszę wyjść, ale powiem ci: ja już bym cię wiele razy zabił, skur…nu, lecz Ona cię ochrania”. Zacząłem płakać. To był najpiękniejszy dar. Szatan musiał to powiedzieć, a na pewno nie chciał. Pan Bóg dał mi do zrozumienia: Ona cię ochrania. Szatan wyszedł i ta osoba została całkowicie uwolniona, wróciła z powrotem do pracy i jest wspaniałą misjonarką.

Zaskoczył mnie ksiądz. Traktujemy zagrożenia duchowe jako jakieś peryferia, myślimy, że opętanie zdarza się ludziom zabłąkanym, gdzieś daleko poza Kościołem. Ale okazuje się, że opętanie przez złego ducha jest możliwe także wśród osób konsekrowanych. Dlaczego? Przecież te osoby codziennie się modlą, chodzą do kościoła, mają kierownika duchownego…

No niestety, największym zagrożeniem jest po prostu podwójne życie. Największym zagrożeniem dla duchownych są sprawy seksualne i sprawy świętokradztwa. To jest furtka dla szatana. Dzisiaj szatan wchodzi poprzez poranienia seksualne, przez seks i poprzez świętokradztwo.

Załóżmy, że jest kapłan, który odprawia Mszę, bo ma taki obowiązek, a jest w stanie grzechu ciężkiego, bez spowiedzi. To już nie jest tylko otwarcie furtki dla szatana, ale całej bramy. To jest największe niebezpieczeństwo: świętokradztwo i sprawy seksualne, homoseksualizm.

To współcześnie bardzo niepopularne, powiem z przekorą, żeby wiązać homoseksualizm z zagrożeniem duchowym.

Jest wiele bram i furtek dla zła, które ludzie otwierają, są też i grzechy pokoleniowe, poranienia z rodziny, czy nasze własne grzechy i błędy które popełniamy. Ale szczególnie dla osób duchownych to są największe. Jeżeli zaatakuje jakiegoś świeckiego młodzieńca czy kobietę, to pół biedy, ale jeżeli ma osobę duchowną w garści, i ta osoba siedzi w tym i brnie dalej, no to tylko kwestia czasu, kiedy szatan wykorzysta taką osobę do zgorszenia. Wtenczas atakując takiego kapłana czy zakonnicę, ma potworną siłę rażenia dla parafii i dla Kościoła.

Uderz w pasterza, a rozproszą się owce… A wracając do różańca, to ksiądz, jak mało kto, żarliwie zachęca do modlitwy nowenną pompejańską. Jak to się stało, że ksiądz tę nowennę poznał? Skąd taka przyczyna, że ksiądz tak tę nowennę rozpowszechnia?

Zaczęli przyjeżdżać do mnie ludzie nie tylko z Anglii, ale i z całego świata, i mówili mi o nowennie pompejańskiej. Pomyślałem, co to za nowenna pompejańska? O co z tym wszystkim chodzi? Oni mówili: „Jestem tutaj dzięki nowennie pompejańskiej”. Pytałem: „Jak to dzięki nowennie pompejańskiej?”. Tych nowenn i modlitewek jest tyle różnych natworzonych, że jak tylko gdzieś jadę, ktoś mi wręcza tysiące różnych modlitw, objawień, i że mam coś z tym zrobić… Odpowiadam: dajcie mi święty spokój. A tu jeszcze jakaś nowenna pompejańska? No co nas to obchodzi, że „pompejańska”? Może to ważne dla Pompejów, dla Włochów, a nie dla nas.

Kiedy ktoś mi powiedział: „Zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską i coś mnie do księdza tu skierowało”, pomyślałem, że muszę to zbadać. Znalazłem ją w internecie, ale nie zgłębiłem dokładnie historii.

Dopiero teraz wiem, kiedy przesłaliście mi książkę „Bartolo Longo. Od kapłana szatana do apostoła różańca”, dlaczego jest tak ważna nowenna pompejańska, a nie np. rzymska czy jakaś inna. Teraz zrozumiałem tę historię dzięki bł. Bartolowi Longo.

[16]

Ale ta nowenna zaczęła niesamowicie działać jeszcze poza moją wiedzą. Przyjeżdżali do mnie ludzie na rozeznanie jak do lekarza, bo moja praca była podobna do lekarza, do którego ludzie przychodzą na badania. Zwykle takie dogłębne rozeznanie zajmowało mi 3 lub 4 godziny. Szkoda było czasu na takie „ogólne leczenie”, jak to nieraz bywa, musiałem wiedzieć, z kim ma się do czynienia, jaka jest dokładna historia i powód ich przybycia. Często tym ludziom mówiłem: „Proszę mówić nowennę pompejańską”. Nie mówiłem ze szczegółami, tak po prostu. Także zachęcałem innych w czasie „leczenia duchowego” i oni słuchali tego polecenia.

Ta nowenna pompejańska działa jak antybiotyk. Ale to potężnie! Czasem ci ludzie przyjeżdżając mówili, że są po odmówieniu nowenny pompejańskiej i chcą spotkać się ze mną, że znaleźli mnie przez przypadek. Wiedziałem, że tę osobę przysyła Maryja. Bardzo często te osoby dostawały wielu łask uwolnienia czy uzdrowienia.

W tym czasie zauważyłem, że to nie jest jakaś tam nowenna, tylko potężna modlitwa różańcowa. To mnie zaciekawiło, bo to jest różaniec, bo to nie jest jakieś mówienie jakiś modlitewek jakiejś pani, która miała prywatne objawienie i teraz trzeba mówić. Nie kwestionuję takich modlitewek, ale przez 54 dni modlę się nowenną pompejańską. I ci ludzie, szczególnie Polacy na emigracji, mówią, że po wielu latach życia w moralnym szambie, znajdują czas na odmawianie tej modlitwy. Znajdują czas by prosić Boga o pomoc. I mo­dlą się trzema częściami różańca codziennie. To jest coś potężnego i fantastycznego. Zacząłem ludziom proponować tę modlitwę i rzeczywiście, owoców było bardzo dużo.

Pamiętam taki przypadek dwudziestokilkuletniej kobiety, która opowiadała, że weszła w takie bagno życiowe. W internecie nagle znalazła nowennę pompejańską. Zaczęła się nią modlić i, mówi, że „strasznie ją rzucało, no bo szatan się wściekał”.

Powiedziała sobie: „Koniec, mam już dość tego wszystkiego” i zaczęła szukać w internecie informacji, jak najłatwiej się zabić. I nie wie jak, trafiła na mój wykład na Youtube. Nie znała mnie ani nie szukała, po prostu pojawił się po wejściu na internet. Wysłuchała wykładu do końca i potem mnie znalazła. Przyjechała i została uwolniona. Tak Matka Boża działa niesamowicie! Ta nowenna pompejańska powinna być głoszona wszędzie.

Jest mała grupa osób, która na różnych stronach internetowych, często bez wartościowych treści, zostawia krótkie świadectwa nowenny pompejańskiej. Później przychodzą do nas nowe świadectwa od osób, które zaczynają np. tak, że „z nowenną pompejańską zetknęłam się na portalu plotkarskim. Kiedy zaczęłam czytać komentarze i tam ktoś napisał o nowennie pompejańskiej, to z ciekawości znalazłam stronę www.pompejanska.rosemaria.pl, a tam mnóstwo świadectw, więc i sama rozpoczęłam tę modlitwę”. Trzeba wychodzić do wszystkich i wszędzie, bo każdy wie, co to różaniec, ale same różańce często leżą zapomniane w szafie od czasu Pierwszej Komunii.

Ostatnio czytałem, że różaniec to modlitwa dla analfabetów. A dzisiaj trzeba powiedzieć, że religijny analfabetyzm współcześnie osiągnął szczyt. To jest prawda, że dla analfabetów, dawniej dla chłopów, tak jak pisał Bartolo Longo, to różaniec był najlepszą modlitwą. A dziś umiemy czytać, pisać, ale analfabetyzm religijny jest po prostu straszny, nawet w Polsce. Na zachodzie to już jest nawet debilizm religijny. Ludzie nie wiedzą podstawowych rzeczy i różaniec okazuje się najwspanialszą, najpotężniejszą bronią dla tych analfabetów religijnych, prawda?

Współcześnie mało kto czyta książki. Nawet w niedzielę mówiłem na homilii: „Ewangelia mówi, że moje słowo jest duchem i życiem. Kto z was miał w ostatnim tygodniu Biblię w ręku albo książkę religijną?”. Cisza, każdy głowa na dół. Jak jedziesz samochodem, jedź z modlitwą. Ludziom z parafii radziłem: „Zamiast słuchać radia, CD, weź tę dziesiątkę, to ci nic nie przeszkadza, jedź i mów”. Od tej pory nie wiem, ile jest minut drogi do drugiej parafii, tylko wiem, że mam cały różaniec do zmówienia. Jeśli jest korek, to dwa. Nie mówię już ludziom, ile mil jest do Londynu, ale że do Londynu zmówicie 3 różańce. I tak robią, a potem przychodzą do mnie i mówią: „Zmówiłam różaniec i tak spokojna nigdy nie byłam w samochodzie”. Tam, na zachodzie, gdzie jest „de­bilizm religij­ny”, nagle, przez różaniec, ludzie zaczynają otwierać buzie, nagle zaczynają się modlić. Mówię im: „Nie wiesz, nawet nie rozumiesz, ale módl się!”. I potem mówią, ile łask otrzymują. W głowie i sercu coś się zaczyna otwierać. To nie jest klepanie, nawet jak nie rozumiesz wszystkiego. Ja też nieraz modlę się, kiedy się spieszę. Tym ludziom jakby zaczęły się przetykać takie rury: stare, zardzewiałe, nie wiadomo, co tam jest.

Rury niedrożne, bo nieużywane przez… modlitwę. A one prowadzą nas do Pana Boga.

No tak, bo te wszystkie kanały są jak naczynia krwionośne. Mówię czasem „duchowy zawał” – kiedy ludzie dostają takie „zawały duchowe”. Duchowy zawał i koniec, bo to trzeba odetkać, bajpasy zrobić, przetkać to wszystko. Najlepszy jest na to różaniec, jeżeli nic więcej nie robimy. Nie będę porównywał różańca do Eucharystii, bo to jest zupełnie inny kaliber, ale większość katolików nic nie robi, więc mówię: „Weź ten różaniec, zmów w autobusie, samochodzie, gdziekolwiek jedziesz”. I to kapitalnie przetyka te rury, i nagle nimi zaczyna płynąć łaska.

Rozmawiał Marek Woś

 

Część II wywiadu

(nie publikowana w czasopiśmie)

Ksiądz zna doskonale sytuację na zachodzie, religijną i duchową. W Polsce nie jest jeszcze tak źle, bo jest ponad stu egzorcystów, a na zachodzie jest wiele gorzej.  

To się pogarsza. W Anglii robiliśmy takie kursy, zjazdy, wykłady dawałem tym ludziom, ale nawet jak ci księża przyjeżdżali, nawet niektórzy z nich byli egzorcystami, niektórzy powiedzmy „sympatykami” i chcieli się coś więcej dowiedzieć. No to mówiąc na takim przykładzie, przychodzą i tak mówią: Ja w to nie wierzę, to bzdury. Wystarczy jak ktoś pójdzie do spowiedzi to już będzie OK. Tam jest łaska, nie potrzebujemy jakiejś modlitwy. Nie mówię o egzorcyzmach, ale o modlitwie uwolnień, bo tam jest też jak daję rozgrzeszenie (modlitwa uwolnienia). To ja mówię: To dlaczego jak ludzie idą do spowiedzi, rozgrzeszają się i dalej są nie uwolnieni? Kiedyś polemizowałem z Polską. Wielu egzorcystów w Polsce niby jest, ale tak samo na zasadzie: wszedł i wyszedł.

Czyli tak pobieżnie.

No niestety. To tak samo lekarz jest nierówny lekarzowi. Ilu jest lekarzy, a ilu jest doktorów, a ilu jest profesorów, a ilu z nich jest wybitnych profesorów do których są kolejki niesamowite, nie można się dostać, a takich przeciętnych lekarzyków jest „kupę” i można się do nich dostać.

To samo jest i w tej dziedzinie. Oczywiście tu działa łaska Boża, ale tu też trzeba mieć doświadczenie i wiedzę i jak działa szatan i żeby czasami zacząć egzorcyzm to trzeba odblokować tego człowieka, trzeba zrobić rozeznanie, a nie tak „wszedł i wyszedł”, pomodlę się, jakieś regułki tam poklepię i nagle: „O tam nic nie ma”.

Taką miałem panią pamiętam. Przyleciała do mnie, już tak walczyła, pani inżynier, starsza pani i ja mówię: „No co pani jest?”. „No wie ksiądz, byłam u egzorcysty, a wiem, że coś nie jest tak. Psychiatra mi nie pomógł, byłam u egzorcysty najlepszego” – nie będę wymieniał z nazwiska. „No i co pani powiedział?”. „Powiedział mi, że mam serce czyste jak kryształ”. „No to po co chce Pani przyjechać?”. „Bo ja proszę żeby mnie ksiądz zobaczył, bo ja wierzę, że ksiądz pomoże”. Mówię: „Ja nie jestem guru”. I przyleciała, samolotem przyleciała, wynajęła hotel, przyszła do mnie, ja tam wziąłem jeszcze dwie osoby i mówię, rozeznanie żeśmy zrobili, tam z przeszłości były jeszcze straszne rzeczy, jak była nastolatką. Jak zacząłem się modlić, Boże, jak zaczęło nią rzucać, jak zaczęła kląć, syczeć, wić się po podłodze i ja mówię: „Kto pani powiedział, że ma pani serce czyste jak kryształ?”

Została na następny dzień. W niedzielę po mszach zostaliśmy. Zrobiłem co mogłem i powiedziałem: „Więcej nie dam rady, bo nie mam czasu, tak samo nie mam sił”. No ale mówię, taki i taka diagnoza, tyle i tyle mogłem zrobić, resztę proszę iść i znaleźć kogoś w kraju, kto pani pomoże.

No więc o to chodzi. Trudno znaleźć. Ludzie się mnie pytają, niech mi ksiądz kogoś znajdzie, a ja mówię:” Przecież ja nie mieszkam w Polsce, nie znam, no może znam tam jeden drugiego”. Poleciłem dwa razy, no ale to samo było: „Pan jest w porządku, wszystko jest OK, ksiądz Glas jest przewrażliwiony”. No to wkurzyłem się, mówię, proszę przyjechać. Zrobiliśmy rozeznanie, wiedziałam gdzie co siedzi i jak, dokładnie to tak jak dentysta, jak weźmie uderzy w nerw. Jak podskoczyła… No diabeł się tam ciszy i siedzi sobie, udaje że wszystko jest w porządku. Oni tak myślą, że wziąć modlitwę i tak jak lekarz. Ja kiedyś widziałem takiego lekarza w Anglii gdzie siedział przed komputerem i wszystko co mu mówiłem, wpisał w komputer, nacisnął „Enter” i dopiero mu diagnoza wyskoczyła na ekranie. Mówię, no taki to ja sam sobie zrobię, nie? No ale taki jest lekarz, tak samo jest tutaj.

A jeśli chodzi o te diagnozy. Tak jak kilka, kilkanaście lat temu częstą przyczyną dręczeń, zniewoleń była np. bioenergoterapia, jakieś medycyny naturalne itd., jeszcze wcześniej to spirytyzm i wywoływanie duchów, to teraz ksiądz podkreśla właśnie rolę zniewolenia seksualnego i czy to jest takie rosnące zagrożenie według księdza, czy to jest jeden z wielu elementów?

A oglądał pan „Demony seksu”? W tej chwili największy problem to jest oczywiście to. Ludzie dalej żyją w spirytyzmie i okultyzm też jest niesamowicie rozpowszechniony. Dalej się tym zajmują, albo Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Tu do kościoła idzie, a tu w coś wierzy. Albo głupota, albo desperacja. Człowiek szukał, ksiądz gdzieś tam na wsi czy w miasteczku odrzucił, no bo nie ma czasu, to ludzie szli wszędzie, a szczególnie jak przyszła choroba, ludzi szli do tych wszystkich uzdrawiaczy, w ten okultyzm i to dalej jeszcze. Miałem dużo ludzi, którzy do tej pory już są oczywiście starsi, dorośli, pokutowali po Harrisie. Przecież Harris w kościołach zaszczepił demona milionom ludzi. A teraz ci ludzie będąc kompletnie opanowani przez szatana, te rodziny rodziły dzieci, te dzieci mają już po dwadzieścia parę lat. Harris to była potężna maszyna szatana i która jeszcze mało tego działała oficjalnie w Kościele, wpuszczana do świątyń. Pamiętam jak byłem dzieckiem, to Harris to WOW!, tysiące ludzi chodziło do Harrisa, a to przecież był jeden z większych okultystów angielskich.

Więc to też były takie poranienia, ale dzisiaj to jest seks. Dzisiaj to jest seks. Ludzie teraz co powiedziałbym jako następne to świętokradztwa, ludzie się nie spowiadają z tego. Spowiedzi są kłamliwe, albo nieprecyzyjne, a szatan niestety siedzi w tym. Ja zawsze mówię ludziom, przecież jest chyba różnica od tego jak ktoś powie księdzu na spowiedzi: A miałem nieczyste myśli i czyny, to wszystko jest ok? Albo ktoś powie siedziałem na komputerze onanizowałem się, z dziewczyną trzy, cztery razy tam coś. Jak się tego nie wymieni to nie ma spowiedzi. Przecież to są różne kalibry grzechu. Pamiętam różne przypadki gdzie rzeczywiście ten szatan siedział w szczególe i powiedział do mnie: „Ty mnie nie znajdziesz”. A on właśnie tam jest, tam się uczepia, tych wszystkich nieważnych, świętokradzkich spowiedzi.

Świętokradztwo to są sprawy seksualne, oczywiście do tego też prowadzi alkohol, narkotyki się miesza, no bo to wszystko otwiera Cię na wolność, na wejście w tą przestrzeń, która jest dramatyczna, no i oczywiście, potem strefy seksualne, a u niego to jak już kiedyś powiedziałem, to są tak jak piranie. Jak piranie maja takie zęby te demony seksu tak się wbijają i potem siedzą i diabeł potem na tym gra. Dlatego co była mowa o spowiedziach, co je potem wyśmiali w Polsce, furtkowe, gdzie te kanały są pootwierane. Przecież ludzie nie mają pojęcia, a potem się wyśmiali z tego. No i co? No i to mówię, te sprawy seksu są, no i świętokradztwa tutaj. Jeżeli spowiedź jest prawdziwa, spowiedź przebacza grzechy i grzechy są przebaczone, ale teraz jeszcze jest wina, konsekwencje tych grzechów. To, że człowiek pójdzie się wyspowiadać, bo ma problem, bo jest uzależniony od seksu. Fajnie, ksiądz daje rozgrzeszenie, Bóg przebacza, ale konsekwencją mojego ciała jest to, że ja chodzę po prostu jak obłąkany. To tak jak alkoholik. Konsekwencją alkoholizmu jest to i to i tak samo jest tutaj, dlatego modlitwa o uwolnienie jest bardzo potrzebna, żeby uwolnić z tego wszystkiego, obojętnie czy te demony są przyklejone, przyczepione do nas, na zewnątrz, czy wewnątrz, czy w naszym umyśle.

Modliłem się kiedyś nad chłopakiem, który miał seksualny problem. Pytam się: „A miałeś kiedyś homoseksualny związek?”, a on mówi: „Nie”. No i jak zacząłem się nad nim modlić, zaczęło nim trzepać tak strasznie, że on po prostu rzucał się i raz on do mnie mówił, raz szatan przez niego. On nie mógł chodzić, zaczęło mu nogi wykręcać, paraliżować. On był wcześniej u lekarzy. Ja mówię, to nie jest choroba, to jest demoniczne. No i on teraz klęczał jak piesek, tak na klęczka się teraz klęczy. Ja mu się znowu pytam: „Czy ty miałeś jakieś doświadczenia homoseksualne?” – Nie, nie jestem homoseksualistą. Nagle po modlitwie do mnie mówi: „Wie ksiądz co,  jak miałem tam 15, czy 14 lat to dla zabawy coś tam z jakimś tam drugim chłopakiem, ale co on tam robił to nie pamiętał”. Dla zabawy, raz. Ja mówię, może to być coś, może to nie być, no i tak położyłem ręce. Jak nie wrzasnął, jak nie zaczął wymiotować, jak nie zaczął mówić. I pamiętam ten szatan zaczął mówić: „To znalazłeś mnie skurczybyku, znalazłeś mnie gdzie jestem”.

W dawnych księgach demonologicznych były wymieni szatani „od homoseksualizmu”, którzy specjalizują się właśnie w uwodzeniu. Teraz się w ogóle nie mówi, że za homoseksualizmem stoi szatan. To temat rzadko poruszany, ale niektóre świadectwa, jakie otrzymujemy, mówią, że ktoś został uwolniony z myśli homoseksualnych, po modlitwie o uwolnienie lub po nowennie pompejańskiej. Diabeł nienawidzi ludzkiej płciowości z tej racji, że sam jest bezpłciowy, nie ma daru prokreacji tak jak ludzie. Próbuje zneutralizować tę zdolność, upodlić ją, sprowadzić do używki.

No tak, a dlaczego diabeł tak strasznie nienawidzi ludzi, nas? Dlatego, bo Jezus przyszedł w ludzkiej postaci i uświęcił nas. Dlatego szatan nienawidzi nas i najbardziej nienawidzi świąt Bożego Narodzenia, bo mu przypomina o tym właśnie, że Jezus został Bogiem wcielonym w nasze ciało, prawda? Dlatego tak nienawidzi nas i naszej seksualności, prokreacji. Dlatego tutaj, oczywiście jak ktoś dziś teraz powie, że to sprawa diabła to nas oczywiście wyśmiewają, jesteśmy oszołomy, katole, jesteśmy porąbani, przecież to wszystko jest OK. Dlaczego? Bo szatan stworzył całą tą strukturę homofobii, żeby po prostu nasz zastraszyć.

Chciałem zapytać o Msze o uwolnienie i modlitwę we wspólnocie.  Czy to też jest skuteczne jak egzorcyzm, czy to można w ogóle porównywać? 

Do uwolnienia nie potrzeba egzorcystów. Ludzie często mówią: „A bo ja muszę do egzorcysty”, ja mówię: „Po co?”. „No bo mnie tu coś boli”. Ja jestem normalny kapłan. Modlitwę uwolnienia może przecież każdy ksiądz prowadzić. Egzorcyści to są tacy, którzy robią najcięższą operację, gdzie już szatan jest umocniony i wystąpiło totalne opętanie, no ale uwolnienie to każdy proboszcz powinien taką modlitwę prowadzić w swojej parafii. Żeby takie coś prowadzić trzeba być czystym, więc egzorcyści tu do tego nie są potrzebni.

Takie msze są wspaniałe, bo ludzie się otwierają. Pierwsza rzecz to ludzie nie wiedzą nawet co zrobić. Miałem dużo ludzi, którzy przychodzili i mówili, że byli na mszach, oczywiście Łaska Boża może działać zawsze i wszędzie jak chce, ale człowiek nawet nie ma pojęcia co z tym zrobić. To nie jest tak, że ksiądz magicznie coś wyrzuca. To właśnie ja muszę zerwać kontakt z szatanem, ja muszę zerwać te więzy, ja muszę powiedzieć: stop, nie, wyrzekam się, nie chcę tego, ale to trzeba ludziom wytłumaczyć.

Ludzie nie mają pojęcia o tym, kapłan tylko tą modlitwą w imię Chrystusa wyrzuca demony, ale to nie działa tak magicznie. Dlatego tylu ludzi chodzi na takie msze, ale może kilku na takich msza się pomoże. Część wraca do zła, mówią: „no fajnie było, przeżyliśmy coś” – ale to było tylko na zasadzie uczuciowej. Dlatego spotkanie jeden na jedne to jest pierwsze rozeznanie. Miałem ludzi, którzy do mnie przychodzili i oczywiście po spoczynkach w Duchu Świętym. Pamiętam taką kobietę w Chicago kiedyś. Podeszła do mnie kobieta i  wystawiłem rękę a ona już na ziemie. Mówię: „Podnieście ją”, a ona znów na ziemię. „Podnieście ją”, ona na ziemię. Ktoś mówi, że to jest spoczynek w Duchu Świętym. A ja mówię: „Nie, to szatan nie chce żebym się nad nią modlił”. Wreszcie zacząłem się nad nią modlić, trzymali ją, żeby znowu nie upadła i jak nie wrzasnęła, ale to taki straszny ryk. Ja mówię: „No macie tu Ducha Świętego… To nie jest Duch Święty”. Czasem jest po prostu ucieczka, szatan nie pozwala żeby się nad nim modlić, ale to trzeba rozpoznać.

Takie msze o uwolnienie są piękne, ale ile ich jest? Gdzie one są? Z kilkanaście, paru tych księży co tam jest w Polsce, działa, a to powinno być w każdej parafii jako standard. Przynajmniej raz na miesiąc taka modlitwa, wytłumaczona, o co tutaj chodzi, ale takie „kolektywnie uwalnianie”? –To nie wiem… No też takie robiłem, ludzie przychodzili ale przeważnie jak się to kończyło podchodzili i mówiłem: „Słuchaj, ty potrzebujesz modlitwy indywidualnej”. Byli też ludzie uwalniani z takich „lżejszych” rzeczy. Wszystko zależy od człowieka. Jeśli człowiek jest przygotowany i nie przychodzi na magię. Czasem idzie na stadion i myśli, że tam Bashobora im nagle wszystko pootwiera i załatwi.

Mają tendencję do tzw. „hurtowego załatwiania spraw”.

No więc właśnie. Byłem w zeszłym roku w Toruniu na takich wielkich rekolekcjach na dużej hali no i tak też powiedziałem: „Tak jeździcie i jeździcie, taki wesoły autobus z tego stadionu do tej hali, do tamtej hali i do tamtego księdza od jednego księdza”. Później mnie się organizatorzy pytali: „A skąd ksiądz wiedział?”. Pytam: „A o czym?”. „O tym wesołym autobusie”. „No tak sobie powiedziałem z dowcipem”. „No nie, bo jest taka grupa z Gdańska, oni wszędzie jeżdżą. My ich nazwaliśmy wesoły autobus, a ksiądz walnął dziś wesoły autobus”. „No chyba Duch Święty”. No i tak jeżdżą i myślą, że przez takie uczestnictwo się pozbędą problemów. No nie, to nie jest tak. Może ich Pan Bóg później powoli otwierać, może im pokazywać drogę, ale tak naprawdę otrzymać uwolnienie od takiego dziadostwa, szczególnie jak się na nie ciężko pracowało przez wiele lat, to jest ciężka praca: modlitwa, wyrzeczenia, nowenna pompejańska, pięćdziesiąt kilka dni różańca, post, Eucharystia, to jest życie w łasce uświęcającej i to dopiero daje owoce, że człowiek zostaje uwalniany, a takie „O bo ksiądz przyjechał i położył na mnie rękę i już jestem super” – to często przychodzi i odchodzi.

Taki efekt psychologiczny.

Tak, bo ja właśnie zemdlałam, bo byłam na podłodze, bo ksiądz taki i owaki się nade mną pomodlił. Kiedyś też miałem takie przypadki, że ludzie byli na podłodze i podszedłem do jednej osoby, zacząłem się modlić, zaczęło nią tak trzepać i trząść, no ja mówię Duch Święty nie trzepie tak.

Są niektórzy tacy kapłani, co od razu mówią, że to już takie uwolnienie przyszło, takie cudowności. Szczególnie jak się w to ludzie świeccy jeszcze wtrącą. Widziałem kiedyś jak jakiś ruchy organizował wielkie Msze. Ludzie przyjeżdżali, bo im mówili, że mają takiego ducha, bo ktoś jest jeszcze przeklęty, bo ty jesteś to i tamto. Potem ci ludzie do mnie przyjeżdżali i mówili: „Niech ksiądz to, to, to bo mi ten i ten powiedział na takiej mszy o uzdrowienie”. A ja mówię: „Z tego co widzę to pani czy pana problem jest zupełnie inny”. Wtedy się im oczy otwierały. Pytałem: „Kto pani to powiedział?” – No bo tam było takie małżeństwo z księdzem i oni mówili gdzie mnie boli, gdzie jest ten zły duch przyczepiony. Może niektórzy mają dary i ja tego nie kwestionuję, ale ja w życiu nie podchodzę do kogoś i od razu mówię: „Tu i tu, bo to widzę”. No bo to nie jest absolutnie prawda.

Dziękuję za rozmowę!

9
Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
8 Wątki komentarzy
1 Wątki z odpowiedziami
1 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze comment thread
7 Autorzy
margrethewa drozdastarteandulaMaria Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata
Gość
Agata

Dzięki księdzu Piotrowi Glas poznałam nowennę pompejańska bardzo dziękuję i modlę za księdza.

apostoł różańca
Gość
apostoł różańca

Super wywiad!

Maria
Gość
Maria

Spotkanie na rekolekcjach z ks Glassem to była petarda do nieba 🙂 Bóg zapłać

trackback
Ksiądz Piotr Glas o nowennie pompejańskiej – Nowenna pompejańska

[…] Przeczytaj wywiad tutaj […]

andula
Gość
andula

Byliśmy z mężem na adwentowych dniach skupienia na Jasnej Górze z ks Piotrem, rekolekcje te przypadły na odmawianie przeze mnie NP za nasze małżeństwo o prawdziwą Bożą miłość między nami, czystość, czułość na co dzień, bo przez lata gdzieś to wszystko zagubiliśmy.Maryja przez różaniec naprawdę pomaga a ks Piotr jest prawdziwym Jej „rycerzem” a i ks Mieczysław z „Miłujcie się też i oczywiście p Marek Woś (:

astarte
Gość
astarte

Jak można się skontaktować z Ks. Piotrem ?

margreth
Gość
margreth

NIE MOZNA !
JEST SAM W ANGLII I MA WYSTARCZAJACE URWANIE GLOWY !

ewa drozd
Gość
ewa drozd

no wklasnie jak mozna sie dowiedziec kiedy beda takie rekolecje albo konfarencje z ks.piotrem glasem

margreth
Gość
margreth

BOG ZAPLAC !
KS. PIOTR GLAS TO WSPANIALY KAPLAN SLUCHA GO CALA MOJA RODZNA I WSZYSCY SIE NAWRACAMY !