Waldek

Drodzy Czytelnicy, mając na względzie wszystkie uwagi zamieszczone w poprzednim numerze (patrz numer 32), przedstawiam kolejną odsłonę „transferu” do wspólnoty protestanckiej.

W tej historii poznamy Waldka. Pochodzi on z romskiej rodziny i swoje świadectwo składa jako recydywista. Jak twierdzi, był tak złym człowiekiem, że wymiar sprawiedliwości postanowił go izolować na 9 lat. Zajmował się między innymi wymuszaniem haraczy, a potencjalnych „podopiecznych” „odwiedzał” z kijem bejsbolowym. Wkładał im nogi do gotującego się oleju. Jak sam mówi: „jeszcze inne, i to o wiele gorsze, rzeczy robiłem. Nie miałem sumienia w ogóle, ani troszeczkę nie żałowałem swojego postępowania. Nienawidziłem ludzi”.

Więzienna resocjalizacja na wiele się nie zdała. Zaraz po wyjściu na wolność postanowił szybko stanąć na nogi. Powtórnie wdał się w nielegalne interesy. Zajął się dystrybucją narkotyków, nielegalnym handlem podróbkami (perfumy, ubrania), fałszowaniem zaświadczeń, wyłudzaniem kredytów itp. Jak przyznaje, jego myśli były skoncentrowane wokół jednego: „zarabianie pieniędzy, nieważne jak; ważne, aby je zdobyć. I muszę powiedzieć, że zarabiałem dużo pieniędzy tygodniowo, tyle ile człowiek uczciwą pracą musiałby pracować przez siedem–osiem miesięcy” – wyjaśnia.

Kluczowym momentem w życiu Waldka było poznanie Anny. To z nią postanowił związać się na stałe. Celowo nie użyliśmy określenia „zawarcie związku małżeńskiego”, ponieważ w ruchach protestanckich trudno sensu stricto o takim sakramencie mówić. Z ust „teścia”, członka zboru zielonoświątkowego w Katowicach, Waldek wielokrotnie słyszał o Chrystusie, ale w tamtym momencie jakiś Chrystus wcale go nie interesował.

„Pewnego dnia, gdy wróciłem z giełdy – była to piękna słoneczna pogoda, niedziela – zauważyłem, że u nas na ulicy Kasprowicza w Katowicach jest spore zamieszanie. Jak się okazało, była to grupa Romów z Niemiec, Francji, Włoch, Anglii, Argentyny i Brazylii, która przyjechała nam głosić Ewangelię. Zostaliśmy zaproszeni wszyscy do Kościoła Bożego w Warszawie. Postanowiliśmy pójść na to spotkanie z czystej ciekawości”. Kontynuując tę wypowiedź, Waldek stwierdza: „Byłem troszeczkę zaskoczony, że jakiś Jezus chce zbawić Romów, starych złodziei, krętaczy, oszustów, było to dla mnie niemożliwe. My Romowie mamy to we krwi” – podsumowuje.

To tylko fragment artykułu

Drodzy Czytelnicy, dostęp do niektórych treści jest ograniczony

Dostęp do artykułów o różańcuTen artykuł jest dostępny w wydaniu papierowym "Królowej Różańca Świętego".

Zamów – to tylko 5 zł z wysyłką!

Dostępne są prenumeraty oraz pojedyncze wydania.

Druga możliwość: dostęp przez internet!


Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o