Wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba

Do Ciebie wołam, Panie, prędko mi dopomóż; usłysz głos mój, gdy wołam do Ciebie” (Ps 141). „Racz mnie wybawić, o Boże; Panie, pospiesz mi na pomoc! Boże, szybko przyjdź mi z pomocą! Tyś wspomożyciel mój i wybawca: nie zwlekaj, o Panie!” (Ps 70).

Jakże często w naszym życiu wołamy tak do Pana i Boga naszego, Jezusa Chrystusa. Wołamy i nie otrzymujemy tego, o co prosimy. A przecież Pan powiedział: „Wszystko, o co w mo­dli­twie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie” (Mk 11, 24). „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. ­Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7,7–8).

Skoro Jezus Chrystus tak powiedział, to zaczynamy szukać „skutecznych” świętych i odmawiamy nowenny ku ich czci, oczekując, że za ich przyczyną Pan da nam wreszcie upragnioną łaskę. Modlimy się, czekamy, wydaje się, że już, już i… nie otrzymujemy tego, o co tak usilnie prosiliśmy. Po chwili rozczarowania podejmujemy kolejny wysiłek. Tym razem liczymy, że pomoże nam św. Juda Tadeusz. Po jednej czy drugiej nowennie Pan dalej jest „głuchy”.

No, ale się nie załamujemy, bo mamy jeszcze św. Ritę i św. Antoniego. A jak zawiedzie tych dwoje, to może o. Pio da radę albo św. Charbel, albo św. Jan Paweł II? A Pan Bóg dalej jest głuchy i nieczuły.

Zaczynamy mieć powoli dosyć „takiego” Boga

Zaczynamy się zastanawiać, w czym rzecz. Dlaczego „wszyscy” otrzymali to, o co prosili, a my nie? Gdzie leży problem? Dochodzimy do wniosku, że ci święci są zbyt „przereklamowani”. Zaczynamy mieć powoli dosyć „takiego” Boga, który rzuca tylko kłody pod nogi, a nie pomaga. Chwytamy się ostatniej deski ratunku – nowenna pompejańska! No, teraz Bóg nas wysłucha! Przecież odmawiamy nowennę pompejańską! Kończymy pierwszą nowennę i rezultat jest taki, jak zawsze. Nie zrażamy się, takie rzeczy w „pompejance” się zdarzają, więc wytrwale odmawiamy drugą, potem trzecią i kolejną, a łaski, na której nam zależy, jak nie było, tak nie ma!

Przeszukujemy internet, by znaleźć tzw. modlitwy „skuteczne”, modlitwy „cudowne”, modlitwy tak potężne, że jak je odmówimy, to Bóg nie będzie miał wyjścia i musi nas wysłuchać! Pocieszamy się, czytając świadectwa osób, które właśnie dzięki tej „najskuteczniejszej” z modlitw otrzymali łaskę, o którą prosili. Idziemy do spowiedzi, przygotowujemy się należycie, by wreszcie Bóg zobaczył, że jesteśmy godni otrzymać upragnioną przez nas łaskę. Dopełniamy wszystkich warunków i… nic! Bóg nie odpowiedział. Tyle wysiłków, tyle starań, a Bóg bawi się z nami w „chowanego”. Mówi „proście, a otrzymacie”, bądźcie natrętni tak, jak natrętnym i nieustępliwym był ewangeliczny przyjaciel. Przecież robimy wszystko zgodnie z instrukcją, jaką Jezus Chrystus przekazał nam w Ewangelii, więc – dlaczego Boże milczysz, dlaczego nie pomagasz? Tak wołamy w akcie desperacji i zawodu.

Zaczynamy się zachowywać jak rozkapryszone dziecko, tupiące nóżkami na znak protestu, że nie dostało tego, na co patrzy; nawet jeśli jest to piła łańcuchowa, mogąca spowodować trwałe okaleczenie, gdyby dostała się w niepowołane ręce. To rozkapryszone dziecko, tak głęboko ukryte w nas, nie przyjmuje żadnych racjonalnych argumentów. Zaczynają nas drażnić świadectwa uzdrowień, szczególnych znaków czy wręcz cudów, których Bóg dokonał w życiu tylu innych osób. Serce i dusza krzyczy:  „Boga nie ma, a oni kłamią! To wszystko jest stekiem bzdur”. Doświadczamy poczucia osamotnienia albo odrzucenia, a nawet czujemy się zdradzeni i oszukani przez Boga. Tyle wysiłku włożyliśmy w naszą modlitwę, tyle nadziei. Zawierzyliśmy Bogu nasze sprawy licząc, że nas wysłucha, a On milczy.

A milczy dlatego, że nasze podejście do modlitwy, a szczególnie do modlitwy prośby ma znamiona formuły magicznej. – „Użyję odpowiednich słów i będę wysłuchany!”. A to nie jest chrześcijaństwo, to… magia. Nie ma bowiem skutecznych modlitw. Jest „tylko” skuteczny Pan Jezus, Bóg, dawca wszelkiej łaski. Boga nie można zmusić jakąś „bożą, magiczną, skuteczną formułą” do czegokolwiek. Zaczynamy się zastanawiać, co jest powodem, że nasze modlitwy nie są wysłuchiwane. I w tym momencie, jeżeli naprawdę szukamy Boga i w Bogu chcemy się odnaleźć, zaczyna się nasza wędrówka do zrozumienia istoty problemu.

Przeszukujemy internet, by znaleźć tzw. modlitwy „skuteczne”, modlitwy „cudowne”, modlitwy tak potężne, że jak je odmówimy, to Bóg nie będzie miał wyjścia i musi nas wysłuchać!

Oczywiście, niestety, nie wszyscy podążają tą drogą. Ci, dla których łaska, o którą prosili, była tak ważna, że przysłoniła im samego Boga, jeżeli pozostali w kościele, to najprawdopodobniej użalają się teraz nad sobą. Odrzucają światło Ducha Świętego i nie chcą się pogodzić, że Bóg nie działa na zasadach uznanych przez nich za właściwe. U proroka Izajasza czytamy: „Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje (…). Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami (…). Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55, 7-9).

Często podczas skupienia na modli­twie prośby mówimy Bogu: „Panie, popełniasz błąd, nie wysłuchując mnie. Ja wiem lepiej, co jest dla mnie dobre, bo wiem, co czuję i przeżywam. Przecież proszę o rzeczy dobre”. Ale Bóg widzi inaczej, dokładniej. Wsłuchajmy się w te słowa: „Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek, i wszystkie moje drogi są Ci znane” (Ps 139).

Bóg wie, co dla nas jest dobre i właśnie dlatego, że jest dobry i zależy Mu na nas, tak często nas nie wysłuchuje. Jeśli małe dziecko, które niedawno zaczęło stawiać pierwsze kroki, sięgałoby po szklankę z wrzątkiem, pozwolilibyście, na to, by się poparzyło? Bo gdyby sięgnęło po tę szklankę, na pewno doszłoby do nieszczęścia. Jeżeli my chronimy nasze dzieci przed tym, co zagraża ich zdrowiu czy życiu, Bóg, który jest nieskończenie lepszym rodzicem niż my, również nie chce dopuścić do tego, by spotkało nas nieszczęście.

Co zatem jest powodem, że Bóg nas nie wysłuchuje zgodnie z naszym pragnieniem? Może trochę światła rzuci na tę kwestię św. Jakub:

„Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość (…). Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym! Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana, bo jest mężem chwiejnym, niestałym we wszystkich swych drogach”. (Jk 1, 2-8).

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort w swoim dziele pt. „Przedziwny sekret Różańca Świętego” pisał: „Do ufności dołączamy wytrwałość. Tylko ten, kto wytrwa w proszeniu, w szukaniu, w pukaniu – otrzyma, znajdzie, wejdzie. Nie wystarczy prosić Pana Jezusa o jakąś łaskę przez miesiąc, przez rok, przez dziesięć lat, przez dwadzieścia lat; nie trzeba ustawać, prosić aż do śmierci i być pewnym, że się otrzyma to, o co się prosi dla własnego zbawienia, choćby się nawet umarło. Tak, zgodzić się także na śmierć: ta dyspozycja duszy powinna towarzyszyć naszej wytrwałości w modlitwie i naszej ufności Bogu; powinniśmy mówić: »choćby nawet mnie zabił, będę miał ufność w Nim« i od Niego będę oczekiwał tego, o co proszę”.

cdn

Marek Jaworski

1
Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
1 Wątki komentarzy
0 Wątki z odpowiedziami
0 Obserwujący
 
Najpopularniejsze
Najgorętsze comment thread
1 Autorzy
Ryszard Autorzy ostatnich
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ryszard
Gość
Ryszard

No i odpowiedzi dalej nie ma… Więc nadal szturmujemy niebo… ale warto… Czasem nie dostrzegamy tego co otrzymujemy… Alleluja i do przodu.

Zanim skopiujesz, napisz do nas.