Nawrócenie alkoholika Mateusza Talbota

„O najsłodszy Jezu, zniszcz we mnie wszystko, co jest złem, niech to wszystko złe obumrze. Zniszcz we mnie wszystko, co jest występne i samowolne. Wyniszcz wszystko, co Ci się nie podoba we mnie, usuń wszystko, co jest moje własne. Daj mi prawdziwą pokorę, prawdziwą cierpliwość i prawdziwą miłość. Użycz mi doskonałego panowania nad moim językiem”.

Tę modlitwę zanosił do Boga alkoholik, abstynent i później apostoł trzeźwości, a obecnie Sługa Boży Mateusz Talbot, kandydat na ołtarze, który się urodził 2 maja 1856 r. w Dublinie. Był drugim z dwanaściorga dzieci Karola i Elżbiety z domu Bagnall. Rodzice jego należeli do Sodalicji Niepokalanego Poczęcia. Mateusz wraz z całą rodziną co wieczór odmawiał różaniec.

Do ósmego roku życia był dzieckiem wesołym i psotnym. Z uwagi na ciężkie czasy w latach 1864-1865 i 1867-1868 rodzice posłali go do katolickiej szkoły, w której nauczył się tylko czytania, pisania i podstaw rachowania oraz otrzymał dobre przygotowanie religijne, przygotowujące go do sakramentów: pokuty, Eucharystii i bierzmowania. W wieku dwunastu lat opuścił szkołę i został najpierw chłopcem na posyłki w firmie Edwarda i Jana Burke, która zajmowała się handlem wina i piwa. Część zarobków otrzymywał w bonach towarowych, które realizował w firmowym sklepie w formie napojów alkoholowych, przez co stał się on między dwunastym a trzynastym rokiem życia ofiarą nałogu alkoholowego. Jego ojciec, nie dość, że używał wobec niego przemocy, myśląc, że zawróci go w ten sposób z tej zgubnej drogi, to jeszcze stanowił dla niego zły przykład, bo też był alkoholikiem. Po czterech latach postarał się dla niego o pracę gońca w porcie, aby go mieć na oku, ale syn się nie poprawił, ponieważ stał się namiętnym wielbicielem whisky. Po kolejnych dwóch latach, kiedy Mateusz  miał osiemnaście lat, został zmuszony przez ojca do pracy w firmie budowlanej. Razem z kompanami od kieliszka przepijał prawie wszystkie zarobione pieniądze w licznych knajpach i oberżach Dublina. Gdy brakowało mu pieniędzy, sprzedawał nawet buty, kupował także alkohol na kredyt. Posuwał się nawet do kradzieży. W ciągu tych wszystkich lat nałogu wypalało się w nim życie duchowe, chociaż nadal, ze starego nawyku, brał udział w niedzielnych nabożeństwach, a wychodząc do pracy, czynił jeszcze znak krzyża i odmawiał „Zdrowaś Maryjo”. W tym trudnym okresie towarzyszyła mu wytrwała modlitwa matki, która, podobnie jak św. Monika, modliła się nieustannie za syna. I tak jak św. Monika, doczekała się jego nawrócenia. 

Początek tej przemiany miał miejsce pewnej soboty 1884 roku. Stojąc ze swoim bratem Filipem na rogu ulicy i czekając na powracających z pracy kolegów, spodziewał się, że zaproszą go do pubu i postawią kieliszek wódki. Niestety, pozdrowili go i przeszli obok niego obojętnie. To niekoleżeńskie ich zachowanie okazało się dla niego wstrząsem. Milczący i przygnębiony, wcześnie wrócił do domu, ku zdumieniu swojej matki, z którą podzielił się mocnym postanowieniem złożenia przyrzeczenia abstynencji. Wkrótce Mateusz udał się do kościoła Świętego Krzyża, przy którym istniała Liga Trzeźwości, wyspowiadał się u ks. dr. Keane’a po raz pierwszy po trzech latach i złożył przyrzeczenie trzeźwości na trzy miesiące.

Nazajutrz uczestniczył we Mszy Świętej, podczas której przystąpił do Komunii Świętej, aby nabrać sił do walki ze swoimi nałogami. Pracę rozpoczynał o godzinie 6.00, a godzinę wcześniej brał udział we Mszy Świętej. Po pracy, by unikać sposobności powrotu do nałogu, udawał się do któregoś z kościołów, gdzie ukryty w ciemnym kącie, gorliwie modlił się o siłę wytrwania. Walka była trudna: alkohol pociągał, modlitwa sprawiała trudności. Modlitwa przed tabernakulum szereg razy dziennie i wsparcie matki, do której miał zaufanie, były dla niego wielką pomocą. Pomimo tego, wkrótce po zaprzestaniu picia, gdy chciał wejść do kościoła, powstrzymywała go jakby silna dłoń, niepozwalająca mu wejść do wnętrza. Dopiero za trzecim razem, po wezwaniu pomocy Bożej, zdołał ten opór przezwyciężyć. Natomiast innym razem w niedzielę, jak zwykle uczestnicząc we Mszy Świętej, mając przystąpić do Komunii Świętej, wpadł w obsesję, że może wrócić do spożywania alkoholu i że jego pobożne wysiłki i ćwiczenia są daremne, a walki staczane przez niego – bezcelowe. Wyszedł przygnębiony z kościoła i błąkał się po ulicach. Wreszcie wstąpił do katedry, by uczestniczyć w pełni we Mszy Świętej o godzinie 8.00. Przed Komunią Świętą znów wróciła rozterka z tak gwałtowną siłą, że musiał wyjść z kościoła i wpadł w rozpacz. To samo powtórzyło się i w trzecim kościele. Ponownie wrócił do pierwszego kościoła, ale nie miał już siły wejść do wnętrza. Rzucił się na stopnie i modlił się z rozkrzyżowanymi rękoma, prosząc Matkę Najświętszą o pomoc i po dziesięciu minutach został uwolniony z rozpaczy, wszedł do kościoła i przystąpił do Komunii Świętej. Cała ta walka trwała trzy godziny.

Wraz z porzuceniem nałogu pijaństwa walczył i z nawykiem przeklinania. Przypiął sobie do rękawa dwie szpilki w formie krzyża, by ich widok przypominał mu, że z miłości do Ukrzyżowanego przyrzekł sobie więcej nie przeklinać. Jeszcze przez kilka pierwszych lat od chwili zwrotnej trwała w nim walka z nałogami. Przez dalsze czterdzieści lat Mateusz pozostaje pod wpływem niezakłóconego już gwałtownymi rozterkami działania Boga w duszy.

To tylko fragment artykułu

Drodzy Czytelnicy, dostęp do niektórych treści jest ograniczony

Dostęp do artykułów o różańcuTen artykuł jest dostępny w wydaniu papierowym "Królowej Różańca Świętego".

Zamów – to tylko 5 zł z wysyłką!

Dostępne są prenumeraty oraz pojedyncze wydania.

Druga możliwość: dostęp przez internet!


Jeżeli posiadasz już konto, zaloguj się:
Nie posiadasz jeszcze konta?

Co o tym myślisz? – Napisz komentarz

avatar
  Powiadamiaj mnie o odpowiedziach  
Powiadom o